Linette, dla której tej wiosny nie świeciło słońce (w sześciu turniejach wygrała tylko dwa mecze), spotka się na korcie im. Suzanne Lenglen z broniącą tytułu Simoną Halep (nr 3). Ten mecz odbędzie się jako czwarty (początek gier o godz. 11.00).

Pierwszej rundy Rumunka wprawdzie nie przeszła śpiewająco (wygrała w trzech setach z Australijką Ajlą Tomljanovic), ale to nie spowodowało, że przestała być murowaną faworytką w meczach z przeciwniczkami takimi jak Linette. 27-letnia tenisistka z Poznania w Wielkich Szlemach gra od czterech lat, to zasługuje na szacunek, ale jej kariera stanęła. I czym dłużej potrwa ten postój, tym mniejsza będzie nadzieja, że dokona jeszcze spektakularnego skoku.

Dla Igi Świątek to pierwszy sezon w zawodowej elicie, wszyscy widzą jej ogromny potencjał i perspektywa starcia z rozstawioną z nr 16 Chinką Qiang Wang (o 11.00 na korcie nr 14) nikogo w obozie warszawianki nie onieśmiela. A obóz to liczny i profesjonalny. Tenisistka często podkreśla, jak ważna jest dla niej praca z psychologiem, w Paryżu mogliśmy się przekonać, że już daje ona efekty.

Zarówno Świątek, tuż po meczu pierwszej rundy, jak i nazajutrz jej trener Piotr Sierzputowski, podkreślali, jak wielkim stresem dla Igi był wygrany gładko pojedynek z 16-letnią anonimową Francuzką. Tego stresu zupełnie nie było widać, Francuzi uważają, że ich dziewczyna została zmieciona z kortu. Jeśli tak gra zestresowana Świątek, to na co ją stać, gdy będzie spokojna?

– Wcale nie jest pewne, że na więcej, czasem, gdy napięcie opada, następuje też rozluźnienie. Zobaczymy, ale jedno jest pewne: nie będziemy niczego przyśpieszać, Iga wciąż się uczy, przed tym turniejem poważną pracę wykonaliśmy dopiero w akademii Patricka Mouratoglou. Chińskiej rywalce jeszcze się dokładnie nie przyjrzałem, zrobię to jednak wieczorem, w dniu przed meczem. Wiem tylko, że korty ziemne to nie jest jej ulubiona nawierzchnia – mówił „Rzeczpospolitej" trener Sierzputowski. Iga Świątek 31 maja kończy 18 lat i na początek dorosłości życzenie jest proste: oby świętowała ten dzień w Paryżu.

Rosjanka z Łotwy Elena Ostapenko grała w tym roku w turnieju Roland Garros czwarty raz. Odpadła w pierwszej rundzie, podobnie jak w latach 2016 i 2018. Nikt by jej nie zauważył, gdyby nie rok 2017, kiedy wygrała siedem spotkań i cały turniej, atakując każdą piłkę tak, jakby było to strzelanie do rzutków.

Coraz mniej jest takich szalonych zwycięstw, może dlatego Wimbledon wciąż pamięta triumf 17-letniego rudzielca Borisa Beckera, a Paryż Gustavo Kuertena, który na zwycięski finał przyjechał prosto z pokoju na piątym piętrze w hotelu bez windy.