Austriak i Niemiec byli faworytami spotkań półfinałowych,  na zwycięstwa musieli jednak ciężko zapracować. Szczególnie Zverev. Po dwóch setach jego meczu z Pablo Carreno-Bustą można było pomyśleć, że wielkoszlemowa klątwa wciąż wisi nad urodzonym w Hamburgu tenisistą.  Hiszpan wygrał dwa sety, pierwszego jakby grał z rywalem mentalnie nieobecnym, drugiego z już przytomniejącym, ale wciąż szukającym drogi do domu. Kiedy w tym momencie w internecie pojawiło się przypomnienie, że Zverev nigdy nie wygrał meczu, w którym przegrywał 0:2, można było zwątpić w szanse  Niemca.

Ale Sascha  podobnie jak w ćwierćfinale z Chorwatem Borną Coriciem w końcu pokonał samego siebie. Choć nie nastąpiło to bezboleśnie. W trzecim secie obaj grali słabo, jakby zdawali sobie sprawę z wagi każdej piłki: Carreno - Busta zesztywniał ze strachu przed zwycięstwem, a Zverev zapewne już widział dobrze mu znane teksty w gazetach o tym, że ma talent, ale w Wielkich Szlemach finał to dla niego wciąż za wysokie progi. Niemiec objął prowadzenie 3:1, potem przegrał swego gema serwisowego i dopiero później zaczął grać tak jak przystoi jednemu z najlepszych na świecie. Wygrał trzeciego seta i emocje się skończyły. Już do końca meczu Carreno - Busta nie odzyskał wigoru z początku spotkania, wzywał na kort fizjoterapeutę do bolących pleców, ale losów meczu nie odwrócił. Przegrał 6:3, 6:2, 3:6, 4:6, 3:6.

„Po dwóch setach nie miałem prawa wierzyć w zwycięstwo, ponieważ grałem fatalnie. Mam jednak satysfakcję z tego, że nie zrezygnowałem, co wielu mogłoby uczynić po przegraniu dwóch setów. Moja radość jest wielka, ale pozostaje do pokonania jeszcze jeden etap” - mówił Zverev po meczu. Jest on pierwszym niemieckim tenisistą w finale US Open od 26 lat, gdy grał w nim Michael Stich (i przegrał z Andre Agassim). Ostatnim niemieckim triumfatorem jest Boris Becker, który w roku 1989 pokonał Ivana Lendla.

Finałowym rywalem Zvereva będzie Dominic Thiem. W pojedynku nazywanym przedwczesnym finałem pokonał on Rosjanina Daniiła Miedwiediewa 6:2, 7:6 (9-7), 7:6 (7-5). W tym meczu napięcie było do ostatniej piłki, wysoki poziom też. Thiem zwyciężył, ale tylko w pierwszym secie przyszło mu to łatwo. Dwa kolejne to była już walka do krwi ostatniej. W drugim Miedwiediew serwował przy stanie 5:4, przegrał tego gema, w następnym nie wykorzystał aż pięciu okazji na przełamanie serwisu rywala, w tie-breaku roztrwonił prowadzenie 3:0 i przegrał seta, który miał już podany na tacy.

Na poczatku trzeciego seta Thiem zaczął poruszać się z trudem, ale fizjoterapeuta sprawił, że ścięgno Achillesa przestało go boleć. Dawnej swobody gry długo jednak nie mógł odzyskać. Miedwiediew stanął przed podobną szansą jak w secie drugim. Prowadził 5:3, serwował i znowu przegrał. W decydującym tie-breaku Austriak objął prowadzenie 5:1, Rosjanin doprowadził do stanu 5:4 i 6:5, ale strat nie odrobił. 

 „Muszę być rozczarowany, dwa razy nie wykorzystałem przełamania serwisu. Wrócę tu za rok, mam nadzieje, że wróci też kochająca mnie publiczność” - napisał na Twitterze Rosjanin. To ostatnie zdanie jest ironią, w ubiegłym roku widzowie w Nowym Jorku raczej go nie wspierali, pod tym jak w jednym meczów pokazał im środkowy palec. 

Zverev i Thiem grali ze sobą 9 razy, 7:2 prowadzi Austriak, który wygrał trzy ostatnie mecze, ale odbywały się one na kortach ziemnych, ulubionej nawierzchni Thiema. Finał w Nowym Jorku w w niedzielę.

W sobotę o 22.00 polskiego czasu na kort wyjdą finalistki turnieju kobiet Naomi Osaka i Wiktoria Azarenka.

 

Półfinały: A. Zverev (Niemcy, 4) - P. Carreno-Busta (Hiszpania, 20) 3:6, 2:6, 6:3, 6:4, 6:3; D. Thiem (Austria, 2) - D. Miedwiediew (Rosja, 3) 6:3, 7:6 (9-7), 7:6 (7-5). 

Finał debla kobiet: L. Siegemund (Niemcy) i W. Zwonariowa (Rosja) - N. Melichar (USA) i Y. Xu (Chiny, 3) 6:4, 6:4. Dla triumfatorek, które otrzymały 400 tys. dolarów był to pierwszy wspólny turniej.