Droga Kubota i Maracha do drugiego zwycięstwa w Masters prowadziła cały czas pod górę. Pierwszego seta polsko-austriacki debel przegrał, gdy rywale przełamali jego podanie w decydującym gemie. Drugiego zaczął od gładko przegranego gema, ale szybko stratę zamienił na przewagę jednego przełamania i obronił ją do końca seta.

Supertiebreak długo był rozgrywany w klinczu ale pierwsi wyszli z niego Białorusin z Izraelczykiem, to oni mieli pierwsi piłkę meczową. I znów Kubot z Marachem potrafili wrócić do gry i zapanować nad nerwami. Siła psychiki to zawsze był atut Maracha. Kubot często mówi, że od niego uczył się pewności siebie. Dziś korzysta z tych nauk w deblu i singlu. Wczoraj w hali O2 Polak i Austriak obronili trzy meczbole, sami mieli cztery i wykorzystali dopiero ten przy stanie 15-14, gdy Ram nie poradził sobie z potężnym serwisem Maracha.

- Może nie pokazaliśmy wielkiego tenisa, ale trudno to zrobić gdy gra się pierwszy raz w takim turnieju, przed 10-tysięczną publicznością - mówił potem Kubot, który z Marachem gra dopiero pierwszy pełny sezon.

Pokonując Mirnego i Rama zrobili wielki krok w stronę półfinału. Niezależnie od wyniku drugiego wczorajszego meczu - Bob i Mike Bryanowie skończyli grać z Lukasem Dlouhym i Leanderem Paesem po zamknięciu tego wydania gazety - Kubot i Marach będą przed ostatnią kolejką spotkań liderami grupy. I do awansu wystarczy im jutro wygrać jednego seta z Bryanami. Dziś o 20 o półfinał walczą Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Muszą pokonać Czecha Frantiska Cermaka i Michala Mertinaka.

Rafael Nadal pierwszy raz odpada z Masters przed półfinałem. Nie wygrał jeszcze w Londynie meczu ani choćby seta. Gra bez wiary i pomysłu, wyraźnie zeszczuplał, ale pytania o fizyczną metamorfozę ignoruje. Plotki mówią, że chcąc chronić kolana przed następnymi przewlekłymi kontuzjami, Hiszpan porzucił trening siłowy, przynajmniej na jakiś czas. Razem ze zmniejszającym się obwodem bicepsów i mięśni nóg uleciały gdzieś duch walki i nieustępliwość Hiszpana. W pierwszym secie Nikołaj Dawydienko zmiótł Nadala z kortu, w drugim przygasły mistrz z Majorki doprowadził do tie-breaka, ale przegrał go i już nie ma szans na awans.

W turnieju singla jest na razie tylko dwóch tenisistów z dwoma zwycięstwami. Roger Federer i Robin Soederling. Lider rankingu, i szwedzki debiutant w Masters, który nie zagrałby w Londynie, gdyby Andy'ego Roddicka nie zatrzymała kontuzja. Soederling świetnie się czuje w halach, w nich zdobył trzy z czterech tytułów w ATP Tour. W hali O2 zaczął od pokonania Nadala, a wczoraj odprawił nr 3, Novaka Djokovicia i bez straty seta - Federer stracił już dwa - awansował do półfinału. Tak skończyła się seria 11 kolejnych zwycięstw Djokovicia. Serb wygrał ostatnio turnieje w Bazylei i Paryżu, ale po takiej serii, jak sam przyznaje, ma już trochę dość tenisa.

- Gra w tym meczu nie dawała mi przyjemności - mówił po porażce ze Szwedem, dopiero pierwszej, choć spotykali się już sześciokrotnie.

Im dalej w mecz, tym bardziej brak przyjemności i sił było u Djokovicia widać. Serb irytował się, oprotestowywał decyzje sędziów, ciągle uderzał rakietą w podeszwy, jakby grał na mączce, a nie twardym korcie. Wyrównana walka skończyła się w tiebreaku pierwszego seta. Potem Djokoviciowi coraz częściej zdarzało się zostawać w blokach, gdy trzeba było ruszyć do piłki sprintem. W drugim secie wygrał tylko jednego gema i już przy drugiej piłce meczowej dla Soederlinga trafił w siatkę. Jutro zmierzy się z Nadalem w meczu, który miał być przebojem Masters, a może być spotkaniem wielkich przegranych.