W meczu Polki z reprezentującą Kazachstan Rosjanką rzadkie były chwile, w których można było widzieć nadzieję na sukces Igi. Pierwszy set szybko wyjaśnił, że w starciu serwisu i returnu Rybakiny z aktywną obroną i szybkością polskiej tenisistki, wyżej trzeba cenić siłę.

Nie pomogła wizyta Igi w szatni w przerwie między setami, nie pomogło szybkie studiowanie notatek, nawet prowadzenie 3:0 w drugim secie przyniosło tylko zwiększoną mobilizację rywalki. Rybakina wygrała sześć z kolejnych siedmiu gemów, potężnym forhendem w środek kortu zakończyła spotkanie wynikiem 6:4, 6:4 i po chwili mogła mówić, nie bez racji: „W ważnych momentach grałam naprawdę dobrze i to zrobiło różnicę”. To prawda, ale prawdą jest też to, że bardzo pomagał jej wyjątkowo słaby serwis Polki.

Czytaj więcej

Koniec Australian Open dla Igi Świątek. Ćwierćfinału nie będzie

Urodzona w Moskwie

Dla tych, którzy oglądają tenis wyłącznie z perspektywy rankingu WTA, porażka pierwszej rakiety świata z numerem 22 mogła wydawać się sensacją, ale taką nie była. Rybakina to mistrzyni Wimbledonu z ubiegłego roku, dzięki mocnym i płaskim uderzeniom piłki, świetnie pasującym do londyńskiej trawy, wygrała turniej w Londynie.

Nie dostała za to punktów rankingowych, gdyż działacze WTA i ATP postanowili ukarać All England Lawn Tennis Club za niedopuszczenie do gry Rosjan i Białorusinów, więc punktów za Wimbledon nie było.

Czytaj więcej

Hubert Hurkacz nie zagra w ćwierćfinale Australian Open

Dziewczyna urodzona i wychowana w Moskwie ominęła wprawdzie ten zakaz (obywatelką i tenisistką Kazachstanu z inicjatywy szefa miejscowej federacji, miliardera Bułata Utemuratowa, została w 2018 roku), lecz bez 2000 punktów dla mistrzyni Wielkiego Szlema nie awansowała do pierwszej dziesiątki świata. Oznaczało to także grę w początkowych rundach Australian Open daleko od stadionów im. Roda Lavera i Margaret Court. Od 1/8 finału Jelena głównych kortów już nie opuści, kolejny mecz zagra z Jeleną Ostapenko (sześć lat temu mistrzynią Roland Garros), która zaskakująco sprawnie pokonała Coco Gauff. Drugą parę ćwierćfinałową stworzyły Jessica Pegula (wygrała z Barborą Krejcikovą) i Wiktoria Azarenka, lepsza od Chinki Lin Zhu (87. WTA).

Iga opuściła kort ze zwieszoną głową, w zauważalnym stresie. Trochę się z niego tłumaczyła podczas konferencji prasowej. – Z pewnością minione dwa tygodnie były dla mnie trudne. Czułam dzisiaj, że nie mam w sobie rezerw pozwalających na bardziej zdecydowaną walkę. Zrobiłam krok w tył, jeśli chodzi o podejście do ostatnich turniejów. Czułam presję, czułam, że raczej „nie chcę przegrać” zamiast „chcę wygrać” – mówiła dziennikarzom.

Powiedziała też, że lekcja z Melbourne pozwoli jej wrócić do lżejszego podejścia do rywalizacji, do zmniejszenia oczekiwań, że powinna przypomnieć sobie, jak przed US Open była w stanie zagrać bez rozgorączkowania duże turnieje w Toronto i Cincinnati i takie podejście sprzyjało resetowi umysłu oraz sukcesowi w Nowym Jorku.

Wprawdzie pojawiają się już głosy, że powtórka wspaniałego 2022 roku może się Idze już nie zdarzyć, że w kolejnym wielkim turnieju, po WTA Finals w Fort Worth, Polka znajduje lepszą od siebie, ale umiejętności liderki rankingu WTA nagle nie znikną. Może lepiej szykować się, jeśli wszystko pójdzie dobrze, że w Melbourne zaczęła się wielka rywalizacja dwóch młodych utalentowanych kobiet. Świątek 31 maja skończy 22 lata, dwa tygodnie później Rybakina będzie miała 24. Może przyjdzie czas specjalizacji – Polka będzie wygrywać więcej na kortach ziemnych, reprezentantka Kazachstanu tam, gdzie piłki pędzą szybciej.

To są pytania na przyszłość, na razie jednak w kwestiach rankingowych strata z Australian Open wiele nie czyni – Iga Świątek pozostanie liderką z ogromną przewagą. Zależnie od wyników na drugie miejsce awansować mogą Pegula, Aryna Sabalenka lub Caroline Garcia. Rybakina, wygrywając turniej, może być ósma na świecie.

Ciąg dalszy gry Igi nastąpi w lutym nad Zatoką Perską. Czek na pożegnanie z Melbourne w czwartej rundzie to 338 250 dol. australijskich brutto.

Rośnie odporność na stres

Tyle samo pokwitował Hubert Hurkacz po niezostawiającym czasu na nudę meczu z Sebastianem Kordą. Grali wprawdzie falami, raz jeden dominował, raz drugi, ale napięcie rosło i mistrzowski tie-break piątego seta (do 10 punktów) był logicznym finałem tej rywalizacji. Trochę żal, że wynik zmienił się od 3–1 dla Hurkacza do 3–7, potem był remis 7–7 i 7–10.

To był jednak, mimo porażki w 1/8 finału, zdecydowanie najlepszy start Polaka w Australian Open, do tej pory granicą była druga runda.

Hurkacz pokazał też, że w wyczerpujących meczach nie traci kondycji, że nie jest źle także z jego odpornością na stres. Korda musiał zagrać wybitnie, by w końcu zwyciężyć Polaka – i decydujących chwilach tak grał. Będziemy jednak pamiętać trzy Hubertowe pięciosetówki (wcześniej z Lorenzo Sonego i Denisem Shapovalovem), huśtawki emocji i wiele śmiałych akcji, po których można było jedynie wzdychać: czemu nie trochę częściej...

Sebastian Korda odniósł w niedzielę, wedle własnych słów, największe zwycięstwo w karierze. Pierwszy raz jest w ćwierćfinale Wielkiego Szlema. Może to być rok przełomu w karierze syna Petra Kordy. Miejsce wybrał dobre, jego ojciec wygrał singlowy Australian Open w 1998 roku, w deblu był mistrzem dwa lata wcześniej ze Stefanem Edbergiem. Rodzina Kordów, zmieniwszy obywatelstwo z czeskiego na amerykańskie, wciąż liczy się w światowym sporcie: starsze siostry Sebastiana są już na szczytach kobiecego golfa. Jessica wytyczyła drogę, wygrała wiele turniejów zawodowych, Nelly dodała do tego bilansu kolejne znaczne zwycięstwa, wśród nich jest jedno w turnieju wielkoszlemowym i złoto olimpijskie w Tokio.

Czeska szkoła

Młodzieniec z Bradenton, który prowadzony jest wciąż wedle czeskiej szkoły tenisa przez ojca i Radka Stepanka, w lipcu skończy 23 lata. Ma więc czas, by budować ciąg dalszy kariery. W Melbourne przed pokonaniem Hurkacza zwyciężył Daniiła Miedwiediewa, w ćwierćfinale zmierzy się z Karenem Chaczanowem, który na razie po cichu robi swoje. Inni usunęli mu z drogi Rafaela Nadala, w niedzielę sam gładko pokonał Yoshihito Nishiokę 6:0, 6:0, 7:6 (7–4). W ten sposób tam, gdzie w drabince widziano przed turniejem głównie Nadala i Miedwiediewa (z nadzieją na rewanż za pasjonujący finał Australian Open 2022) trzeba poszukać sobie innych atrakcji.

Drugi ćwierćfinał rozegrają rewelacyjny, 21-letni Czech Jiri Lehecka (71. ATP), który zwyciężył w pięciu setach Feliksa Auger-Aliassime’a (nr 6) oraz niewiele starszy, ale już doświadczony Stefanos Tsitsipas (3), który także w pięciu setach pokonał innego zdolnego młodzieńca, Jannika Sinnera. Średnia wieku tej części ćwierćfinału to mniej, niż 24 lata. Przyszło nowe.

1/8 finału

Kobiety: J. Rybakina (Kazachstan, 22) – I. Świątek (Polska, 1) 6:4, 6:4; J. Ostapenko (Łotwa, 17) – C. Gauff (USA, 7) 7:5, 6:3; J. Pegula (USA, 3) – B. Krejcikova (Czechy, 20) 7:5, 6:2; W. Azarenka (24) – L. Zhu (Chiny) 4:6, 6:1, 6:4.

Mężczyźni: S. Korda (USA, 29) – H. Hurkacz (Polska, 10) 3:6, 6:3, 6:2, 1:6, 7:6 (10–7); K. Chaczanow (18) – Y. Nishioka (Japonia, 31) 6:0, 6:0, 7:6 (7–4); J. Lehecka (Czechy) – F. Auger-Aliassime (Kanada, 6) 4:6, 6:3, 7:6 (7–2), 7:6 (7–3); S. Tsitsipas (Grecja, 3) – J. Sinner (Włochy, 15) 6:4, 6:4, 3:6, 4:6, 6:3. ∑

Iga Świątek z Jeleną Rybakiną przegrała boleśnie: 4:6, 4:6

Iga Świątek z Jeleną Rybakiną przegrała boleśnie: 4:6, 4:6

JOEL CARRETT