To był mecz, którym przede wszystkim rządziły zmienne emocje, od pierwszej do ostatniej piłki. Po świetnym pierwszym secie można było uwierzyć, że Hurkacz wygra jak na paradzie, po trzecim, że nie ma już zdrowia na równą walkę, a po czwartym, iż ma w sobie jakieś niezwykłe, schowane na taki moment, zasoby energii.

Gdy syn Petra Kordy (mistrza Australian Open z 1998 roku) w decydującym secie objął prowadzenie 6:5, wydawało się, że koniec nastąpi szybko, ale jeszcze jeden zryw Hurkacza kazał wierzyć, że zmiana wyniku jest możliwa. Remis, 6:6, decyduje tie-break grany, wedle nowych reguł, do 10 punktów.

Czytaj więcej

Koniec Australian Open dla Igi Świątek. Ćwierćfinału nie będzie

W nim też były ucieczki, pogonie (od 3-7 do 7-7 w wykonaniu Huberta), nerwowe wymiany, pudła i piękne ataki. Ostatnia wymiana też trwała dość długo jak na styl gry obu tenisistów, w końcu Hubert ruszył do siatki, rywal po mistrzowsku zagrał z bekhendu w linię i mógł się cieszyć ze zwycięstwa.

W pierwszym w karierze ćwierćfinale Wielkiego Szlema zmierzy się z Karenem Chaczanowem. Takie czasy, że w miejscu, w którym widziano powtórkę z ubiegłorocznego finału (Rafael Nadal – Daniił Miedwiediew) znaleźli się rozstawieni z nr 29 i 18.

> Melbourne. Australian Open

Mężczyźni – 1/8 finału: S. Korda (USA, 29) – H. Hurkacz (Polska, 10) 3:6, 6:3, 6:2, 1:6, 7:6 (10-7).