Świątek jako najwyżej rozstawiona zaczyna czeski turniej w środę od meczu drugiej rundy z Ajlą Tomljanovic (34. WTA), reprezentującą Australię Chorwatką, która ostatnio zdobyła rozgłos w US Open, zakończywszy karierę Sereny Williams.

Czytaj więcej

Iga Świątek nie zagra w Pucharze Billie-Jean King

– Czuję się tu jak w domu, większość ludzi na trybunach to Polacy. Podoba mi się, że w Ostrawie jest tak spokojnie. Po Nowym Jorku dobrze przyjechać w miejsce, w którym można naprawdę odpocząć – mówi Świątek, która tym razem zagra bez trenera Tomasza Wiktorowskiego i większości ekipy, aby grupa wsparcia też złapała oddech przed wylotem do San Diego i na Finały WTA w Forth Worth. W tym sezonie dwa razy zdecydowała się na taki manewr – w Dubaju oraz Stuttgarcie – i wyszło nieźle.

– Będziemy z trenerem współpracować zdalnie. Mamy w takich przypadkach odpowiednie procedury – podkreśla liderka rankingu, dodając, że po wygraniu turnieju wielkoszlemowego powrót do cyklu może być trudny, ale jest gotowa, tym bardziej że sukces w Nowym Jorku dał jej poczucie, że może wygrywać w każdych warunkach.

Małym sukcesem Świątek z początku tego tygodnia była też szybka reakcja władz Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF) na oświadczenie, że Polka nie zagra w finałach Billie Jean King Cup. Krytyka zbitki terminów tego turnieju z WTA Finals spowodowała, że głos zabrał szef ITF David Haggerty.

Rozumie on, że harmonogram dwóch głównych wydarzeń końca tenisowego roku stanowi wyzwanie i stwierdził, iż termin BJKC był znany już w czerwcu, a WTA potwierdziło datę rozgrywek finałów cyklu dopiero na początku września, zatem jedyne co można było teraz zrobić, to przesunąć pierwszy mecz Polek (i Amerykanek) na 9 listopada, czyli najpóźniej jak się da.

W przyszłym roku będzie lepiej. – Jesteśmy już zaangażowani w rozmowy z WTA dotyczące harmonogramu na 2023 rok, aby zapewnić lepsze przejście między tymi dwoma imprezami – zapewniał prezes Haggerty. Iga na pewno te słowa zapamięta.

U Huberta Hurkacza jesienny sezon zaczął się tydzień temu w Metz, gdzie najlepszy polski tenisista nie obronił tytułu, ale dotarł do półfinału, więc straty nie były wielkie. Drugim przystankiem jest większa impreza w Astanie (ATP 500), w której Hurkacz debiutuje.

Przed Polakiem stoi ambitne zadanie zdobycia – wzorem poprzedniego roku – miejsca w ósemce najlepszych tenisistów sezonu. Na razie pewność gry w Nitto ATP Finals mają Rafael Nadal, Carlos Alcaraz, Casper Ruud i Stefanos Tsitsipas, a piąty w kolejce Daniił Miedwiediew jest bardzo blisko awansu, lecz od szóstego miejsca rankingu wyłaniającego uczestników turnieju może zdarzyć się wiele.

Szanse Huberta, dziewiątego w tej klasyfikacji (oficjalnie: Pepperstone ATP Live Race To Turin), małe nie są, ale powinien w Astanie zwyciężyć przynajmniej dwukrotnie. Pierwsze spotkanie z Francisco Cerundolo (29. ATP) wygrał 6:2, 7:6 (7-2) w poniedziałek. Drugie zagra w środę z nieobliczalnym Aleksandrem Bublikiem (43. ATP), z którym ostatnio jednak radził sobie dobrze.

Jeśli zwycięży, to w ćwierćfinale trafi zapewne na Tsitsipasa. Polak jest w górnej części drabinki, z której już ubył nr 1 światowego tenisa Alcaraz (pokonany 7:5, 6:3 przez Davida Goffina), więc to dobra okazja, by zajść jeszcze wyżej.

Bezpośrednio przed Hurkaczem w rankingu jest kontuzjowany Alexander Zverev, nieco wyżej Felix Auger-Aliassime (ale przegrał w I rundzie w Astanie) i Andriej Rublow. Gonią Taylor Fritz i Novak Djoković. Wyścig trwa.