Wybrał na odejście Puchar Lavera, mecz drużynowy Europy z resztą świata, czyli wydarzenie, które w dużej części sam stworzył.

Mógł odejść w dumnej zieleni Wimbledonu, a więc miejscu, gdzie nikt nie prześcignął jego ośmiu zwycięstw. Mógł też zakończyć karierę w rodzinnej Bazylei, podczas przydomowego turnieju, w którym kiedyś obok pucharu i premii dostał za zasługi dorodną krowę, ale wolał Londyn i tłumy w hali O2, gdzie dwa razy zwyciężał w turnieju mistrzów sezonu.

Czytaj więcej

Federer. Jedyny taki mistrz rakiety

Mógł jeszcze spróbować gry w meczu singlowym, ale wolał deblowe partnerstwo z Rafaelem Nadalem i to pierwszego dnia turnieju, by nie zabierać pozostałym uczestnikom Laver Cup należnych braw za późniejszą rywalizację.

Mistrz wciąż czaruje

– Zawsze czułem, że w głębi serca jestem tenisistą drużynowym – mówił publiczności, która ze szczerym entuzjazmem pomogła mu przejść ten niełatwy, emocjonalny moment sportowego życia. – To naprawdę było dla mnie święto. Wspaniały dzień. Dokładnie to, czego chciałem i na co liczyłem – dodał, ocierając długo płynące łzy.

Zapewne kronikarze zapisali, że przegrał ostatnią piłkę w spotkaniu z Jackiem Sockiem oraz Francesem Tiafoe i że para Federer i Nadal miała też piłkę meczową, ale uległa godnie 6:4, 6:7 (2-7), 9-11.

16 tys.

osób żegnało Federera w O2 Arena

Wynik oczywiście przesadnego znaczenia nie miał. Widać za to było, że Federer cieszył się każdą chwilą na korcie: często żartował, uśmiechał się do Nadala po złych i dobrych zagraniach, a nawet czasem uprzejmie kpił przy kolegach ze swych zwolnionych ruchów, które ograniczało sfatygowane prawe kolano. I mówił, że znajduje przyjemność nawet w zawiązywaniu – po raz ostatni – rozwiązanej sznurówki.

Jego tenis mimo 15 miesięcy przerwy od ostatniego meczu z Hubertem Hurkaczem w ubiegłorocznym Wimbledonie radykalnie się nie zestarzał. Kto pamiętał, widział ponownie te szybkie uderzenia tuż po odbiciu piłki, pełne harmonii i gracji jednoręczne bekhendy, dynamiczne serwisy poprzedzone zakręceniem rakietą i dmuchnięciem w dłoń oraz skoki po korcie po udanych akcjach – fakt, że już nie tak wysokie jak dawniej.

Jak to w przeszłości często bywało, na korcie dzielnie się trzymał, ale po meczu dał upust emocjom. Tym razem dzielił je z 16 tysiącami osób w O2 Arena, zapewne ze sporą liczbą telewidzów, a także z rodziną, rywalami oraz przyjaciółmi.

Nadal nie krył łez

W świecie raczej ubogim w taką szczerość szczególnie wzruszające było, że najbardziej przejęty finałem kariery Szwajcara wydawał się sam Nadal – rzadko płaczący, tym razem też nie krył łez.

Hiszpan nie musiał wiele mówić, ale oznajmił to, co każdy powinien usłyszeć: – Przez lata dzieliliśmy ze sobą wiele wydarzeń, kiedy więc Roger opuszcza tenis, odchodzi również ważna część mojego życia.

Nadal, tak jak Federer, nie zagrał już w sobotę i niedzielę (zastępstwa wzięli Matteo Berrettini i Cameron Norrie). Przyjechał do Londynu tylko na ten jeden wieczór.

Bohater uroczystości zakończonej grubo po północy czasu brytyjskiego chciał chyba wyściskać wszystkich obecnych, autografów rozdał pewnie z tysiąc, ale na czarnym korcie miejsce mogło się znaleźć tylko dla wybranych: tenisistów oraz szkoleniowców obu drużyn startujących w Pucharze Lavera (na koniec ponieśli go wszyscy na ramionach w ostatnim pochodzie), Jima Couriera prowadzącego rozmowę, dawnych legend tenisa obecnych w różnych rolach w Londynie z Rodem Laverem łącznie, wreszcie dla opoki, żony Mirki, czwórki dzieci, mamy Lynette i ojca Roberta oraz dla wielu tych, którzy mu przez te 24 lata pomagali: od trenera przygotowania fizycznego Pierre Paganiniego po Stefana Edberga, od Severina Lüthi po Ivana Ljubicicia.

Trybuny wypełnione po brzegi z niemałym zestawem gwiazd tego świata – od Anny Wintour po Igę Świątek – też dały z siebie wiele, nie tylko po każdym dobrym lub choćby obiecującym zagraniu, ale także podczas braw na stojąco, owacji i dzięki wielu transparentom z wyznaniami nieustannej miłości.

„Nasz numer 1 na zawsze”, „RForever”, „Game will miss you”, czerwone serca i szwajcarskie flagi widać było w każdym miejscu hali.

Mistrz zakończył karierę, ale docenianie tego, co zrobił dla tenisa, szybko się nie skończy – tęsknota za jego grą także. Rywale i następcy pojawili się jednak na korcie w pozostałe dwa dni, by dokończyć mecze Pucharu Lavera, bo to także niebanalne dziedzictwo szwajcarskiego tenisisty.

Wróci za rok

Po pierwszym dniu rywalizacji był remis 2:2, po drugim Europa prowadziła 8:4 – przede wszystkim dzięki zwycięstwom Novaka Djokovicia w singlu i deblu (w parze z Berrettinim).

Serb nie grał wyczynowo od Wimbledonu, wrócił jednak silny jak zawsze i jeśli przeszła mu przez głowę myśl, że zbliża się także jego pożegnanie, to termin zapewne rychły nie będzie.

Decydujące mecze zakończyły się po zamknięciu tego wydania „Rz”, ale nawet jeśli Europa wygrała po raz piąty, to ta edycja Laver Cup na zawsze pozostanie wydarzeniem, podczas którego karierę zakończył Federer.

Wróci za rok o tej samej wrześniowej porze w Rogers Arena w Vancouver.