Kiedy na początku ubiegłego sezonu pojawił się na wielkiej tenisowej scenie i w kaskadzie zachwytów nie brakowało opinii, że to przyszły lider światowego rankingu, można było je potraktować jako publicystyczną egzaltację. Dzisiaj już trzeba przyznać, że sceptycy zgrzeszyli małą wiarą, bo Carlos Alcaraz został po US Open tenisistą nr 1.

Wygrał w finale z Casperem Ruudem i to już druga w tym roku porażka Norwega w wielkoszlemowym finale z tenisistą z Hiszpanii (w turnieju Roland Garros przegrał z Rafaelem Nadalem). Norweg to zresztą też po części członek hiszpańskiej tenisowej rodziny, bo od lat współpracuje z akademią Nadala na Majorce.

Czytaj więcej

US Open: Numer 1 dla Carlosa Alcaraza

Ruud i Alcaraz grali w Nowym Jorku o najwyższą stawkę – pierwsze w karierze wielkoszlemowe zwycięstwo i pozycję lidera w rankingu opuszczoną przez Daniiła Miedwiediewa (w Wimbledonie nie mógł zagrać jako Rosjanin, a w US Open szybko przegrał) i Novaka Djokovicia (wygrał Wimbledon, ale tam nie było rankingowych punktów, a do USA go nie wpuszczono z powodu braku szczepień na covid).

Czytaj więcej

US Open: Alcaraz – Ruud w finale w Nowym Jorku

Ale, jak policzono, Djoković, który obecnie w rankingu spadł na siódme miejsce, nawet przy doliczeniu 2000 pkt za Wimbledon i tak nie zachowałby pozycji lidera (byłby czwarty).

Tym, co wzbudziło największy podziw dla Alcaraza, był fakt, że wytrzymał w znakomitej formie trzy z rzędu pięciosetowe mecze, co po drodze do zwycięstwa w finale jeszcze nikomu się nie udało.

W czwartej rundzie mecz z Chorwatem Marinem Ciliciem kończył o 2.23 w nocy, potem był morderczy ponad pięciogodzinny pojedynek z Włochem Jannikiem Sinnerem skończony o 2.50 i na deser starcie ze wspieranym z całych sił przez nowojorską publiczność Amerykaninem Francesem Tiafoe.

Wszystko to Alcaraz skwitował jednym zdaniem: „Gdy ma się 19 lat, to nie czas na zmęczenie” a potem dodał: „To niewiarygodne, tak zapisać się w historii tenisa, ale teraz przede mną najtrudniejsze: pójść dalej, przetrwać na szczycie. Sam się dziwię, że wytrzymałem to napięcie psychicznie”.

Znawcom tenisa – oprócz czysto technicznych walorów Hiszpana – najbardziej zaimponowała jednak jego fizyczna sprawność. Od dawna nikt nie odbijał piłek w tak nieprawdopodobnych pozycjach, nikt nie był w stanie tak biegać po korcie w piątej godzinie nocnej walki, może tylko wczesny Nadal.

Trener Alcaraza Juan Carlos Ferrero również twardo chodzi po ziemi: „Powiedziałem mu, że obecnie gra na 60 procent swych możliwości i jest jeszcze dużo do poprawy. Musimy pracować nad serwisem, bekhendem, powtarzalnością uderzeń, nad całą masą mających znaczenie detali. On zresztą o tym wie” – stwierdził sławny przed laty tenisista, lider światowego rankingu i triumfator Roland Garros, cytowany przez francuską gazetę „L’Equipe”.

Pete Sampras w roku 1990 też wygrał US Open mając 19 lat, i oceniając ten sukces dużo później – już z perspektywy wieloletniego lidera światowego tenisa – nie ukrywał, że przyszedł on dla niego o wiele za wcześnie, gdy nie był jeszcze na to przygotowany.

Brytyjka Emma Raducanu, gdy wygrywała w Nowym Jorku w ubiegłym roku, była jeszcze młodsza, miała lat 18 i dziś sportowo bardziej cierpi niż zwycięża, tylko jej bankowe konto ma się dobrze. Alcaraz staje przed tym samym niebezpieczeństwem, choć on wydaje się lepiej przygotowany do wyzwań nowego życia.

Tron w tenisie męskim, w odróżnieniu od rywalizacji kobiet, gdzie mamy zdecydowaną liderkę Igę Świątek, nie ma stałego lokatora. Dwaj gwiazdorzy po przejściach Djoković i Nadal nie składają broni, ale ich sytuacja jest różna. Serba stać jeszcze na niejedno wielkoszlemowe zwycięstwo, Nadala już nie tak bardzo z powodu powtarzających się kontuzji.

Pewną kartą w grze o pozycję nr 1 wydaje się być Miedwiediew, tak więc można przypuszczać, że Alcaraza czeka o wiele trudniejsze zadanie niż Igę Świątek, której przewaga w rankingu nad rywalkami jest gigantyczna i w najbliższym czasie nie może jej się stać żadna krzywda.

Hubert Hurkacz zachował dziesiątą pozycję w rankingu ATP, wciąż ma szansę nawet na start w turnieju Masters, ale jego słabe występy w Wielkich Szlemach (poza półfinałem Wimbledonu 2021) bolą coraz bardziej.