Meczem dnia okazało się pięciosetowe i prawie czterogodzinne starcie Chaczanowa z Nickiem Kyrgiosem, które Rosjanin wygrał 7:5, 4:6, 7:5, 6:7 (3-7), 6:4. Wydawało się przed spotkaniem, że to Australijczyk miał więcej szans na zwycięstwo, widoczna tego lata poprawa gry i wewnętrznej dyscypliny Nicka rodziła nawet opinie, że jest głównym kandydatem do końcowego sukcesu, tym bardziej, że pokonał już w Nowym Jorku Daniiła Miedwiediewa. 

Nocna sesja na największym stadionie Narodowego Centrum Tenisowego im. Billie-Jean King kazała zmienić zdanie – trochę niedoceniany Chaczanow, grający dopiero trzeci raz w ćwierćfinale Wielkiego Szlema, okazał się lepszy. Wygrał dzięki znakomitemu serwisowi (w asach pokonał Kyrgiosa 31-30), potężnemu płaskiemu forhendowi, dużej odporności psychicznej i wytrwałości.

Czytaj więcej

Nick Kyrgios: kiedyś awanturnik, dziś pogromca mistrzów

Tenis obu oglądało się z przyjemnością, bili się na serwisy, bili w długich wymianach, test wytrzymałości też przeszli obaj, w finałowym secie również decydowało jedyne przełamanie podania Australijczyka. Może pewną różnicę stanowiło jednak przygotowanie fizyczne. Kyrgios skarżył się na nogi już w pierwszej fazie meczu, ale potem długo biegał do każdej piłki, wedle własnej zasady wymyślonej ad hoc na okoliczność spotkania: „żyj i giń od miecza”. Karen Chaczanow, jak się okazało, miał ten miecz.

Rosjanin zagra w półfinale z Norwegiem Casperem Ruudem, który zaskakująco sprawnie wygrał z Włochem Matteo Berrettinim 6:1, 6:4, 7:6 (7-4) prezentując przez 2,5 seta żelazną konsekwencję, którą obezwładnił rywala. 

W rywalizacji pań wciąż wszystko jest możliwe, także to, że US Open wygra mistrzyni turnieju w Warszawie Caroline Garcia. Pokonała w ćwierćfinale amerykańską publiczność oraz Coco Gauff 6:3, 6:4 i pierwszy raz jest w półfinale Wielkiego Szlema. W Nowym Jorku nie było tak wysoko wielu Francuzek, dzielna Caroline dołączyła do Amelie Mauresmo (2002, 2006) i Mary Pierce (2005). 

Mecz był intensywny, każdy punkt trudny do zdobycia, lecz doskonały start Garcii (4:0 w pierwszym secie) chyba trochę pozbawił wiary Coco Gauff. Amerykanka nie dawała sobie rady z mocną grą Francuzki zza końcowej linii i świetnymi returnami. Po meczu zwyciężczyni dodała od siebie, że najbardziej jest dumna z tego, że opanowała potężne emocje wywołane przez rangę spotkania i publiczność. 

Rywalką Caroline Garcii w półfinale będzie Ons Jabeur, dumna Tunezyjka, która zwyciężyła Ajlę Tomljanović 6:4, 7:6 (7-4). W tym zaciętym spotkaniu liczyła się także odporność na parną, nowojorską pogodę. Jabeur po meczu jak zawsze przypomniała, że jest dumna z faktu, że wciąż wprowadza tenis kobiecy z Afryki na salony. Przed nią w półfinale US Open grały w erze tenisa open jedynie Maryna Godwin (1968) i Amanda Coetzer (1994, 1996, 1998), obie z RPA.

Program 10. dnia na Arthur Ashe Stadium to pozostałe ćwierćfinały pań i panów. Od 18. czasu polskiego: Karolina Pliskova – Aryna Sabalenka, po nich Andriej Rublow – Frances Tiafoe. Od 1. w nocy: Iga Świątek – Jessica Pegula, następnie Jannik Sinner – Carlos Alcaraz.