Korespondencja z Wimbledonu

Finał Djokovicia z Nickiem Kyrgiosem był doskonały. Zwłaszcza pierwszy set, w którym talent Australijczyka jaśniał na tle rzetelności Serba najmocniej. Oglądanie z bliska tej swobody uderzeń, lekkości z dużym dodatkiem nonszalancji było ogromną przyjemnością, niekiedy na granicy zachwytu.

W takich chwilach daje się zapomnieć o słabościach psychiki Kyrgiosa, jego demonach i niemałych brakach wychowawczych. Wybacza się przeszłe winy i patrzy w przyszłość. Ten urok meczu nie przygasł w kolejnych setach, ale miał już inną formę: Djoković grał takich spotkań wiele, jego rywal żadnego. Serb przeczekał z żelazną konsekwencją serie asów serwisowych, podanie od dołu (specjalność zakładu Australijczyka), fantastyczne zagrania tyłem do siatki, genialne odegrania po skrótach.

Nick Kyrgios nie umie być geniuszem tenisa na cały etat, rękę ma ułożoną świetnie, głowę wciąż nieco gorzej. Gdy zaczął dyskusję z sędzią (poszło o panią w bliskim rzędzie, która wydała mu się nietrzeźwą), gdy raz i drugi nakrzyczał na bliskich kibicujących w loży, gdy dostrzegł, że Novak nie odda mu żadnej piłki z błahego powodu, przegrał.

Czytaj więcej

Wszystkie grzechy Nicka Kyrgiosa

Można śmiało zakładać, że jeśli się zjawi w Wimbledonie za rok, to będzie grał na centralnych kortach, dostanie przywileje gwiazdorskie i nawet jeśli złamie parę rakiet – status tego, który sprzedaje bilety, już się nie zmieni. Jednak w niedzielę 10 lipca 2022 roku Jej Królewska Wysokość Księżna Cambridge wręczyła puchar Novakowi, co miało, oprócz wszystkich konsekwencji kronikarskich, statystycznych i finansowych (2 mln funtów premii brutto), także wymiar towarzyski.

Pogodzeni

Ostatni mecz singlowy Wimbledonu poprzedził bowiem zakład zawarty dzień wcześniej przez finalistów na kortach treningowych i w mediach społecznościowych. To wszystko było trochę nieprawdopodobne, ironiczny dystans narzucał się sam, ale relacje świadków są zgodne, więc należy przytoczyć: Djoković i Kyrgios uzgodnili, że ten, który zdobędzie puchar mistrzów, płaci w niedzielny wieczór za wspólną kolację w Londynie albo nawet więcej niż kolację.

Uwierzyć w tak nagły „bromance”, czyli dalece pogłębione braterstwo, nie było łatwo, gdyż przez lata panowie ewidentnie lubili wbijać sobie szpile (Kyrgios lubi wbijać każdemu) i Australijczyk raczej przeważał w tej werbalnej agresji. Nie zawsze chodziło tylko o czystą złośliwość. Kiedyś uznał, że tańce topless Djokovicia z gromadą kumpli w klubie nocnym podczas Adria Tour w początkowych miesiącach pandemii Covid-19 to ewidentny przykład głupoty.

Kiedy jednak rząd australijski nie dopuścił Serba do startu w tegorocznym Australian Open i wyrzucił z kraju z powodu braku szczepienia przeciw koronawirusowi, to Nick okazał się głównym obrońcą Djokovicia w Melbourne.

Nowe fakty są takie: spotkali się na treningu, zagaił Nole: – Pięć lat zajęło ci powiedzenie o mnie czegoś miłego. Nick odrzekł: – Ale broniłem cię, kiedy miało to znaczenie.

Potem było już łatwo:

Novak: – Doceniam to.

Nick: – To teraz jesteśmy kumplami?

Novak: – Jeśli zaprosisz mnie na drinka lub na kolację, zgoda. Zwycięzca jutrzejszego finału płaci.

Nick: – Umówione. Pójdziemy do klubu nocnego i damy czadu.

Ostatnie zdanie odebrano jako aluzję do dawnych beztroskich rozrywek Djokovicia w Belgradzie. Ciąg dalszy nastąpił w mediach społecznościowych, kto zainteresowany, na pewno odnajdzie ten niezapowiedziany wybuch męskiego porozumienia ponad podziałami.

Najmniej szczęśliwa mistrzyni

Zwycięstwo Jeleny Rybakiny pod względem tenisowym było w pełni uzasadnione: młoda obywatelka Kazachstanu rzeczywiście jest jedną z tych, które mogą zacząć porządkować mocno turbulentną w ostatnich latach hierarchię kobiecego tenisa. Serwis porównywalny z męskim, uderzenia z pełnego odmachu długich ramion piorunujące, jak na spory wzrost niezła ruchliwość, także w miarę dobry wybór taktyki na korcie.

Czytaj więcej

Jelena Rybakina nową mistrzynią Wimbledonu

W finale miała przeciw sobie spryt, wyobraźnię i podcięte piłki Ons Jabeur. Dała im radę, gdy uspokoiła nerwy po pierwszym secie. Rybakina miała także przeciwko sobie kort centralny. Kibice Wimbledonu pamiętali, że Tunezyjka reprezentuje nieodkryte arabskie i afrykańskie lądy kobiecego tenisa, widzieli w niej ciepło osobowości i dobrze rozpoznali odrobinę sardoniczne poczucie humoru, które na Wyspach ceni się szczególnie.

Ons zeszła ze sceny w wielkich brawach, obiecała zrobić więcej w następnym podejściu, uśmiechnęła się i miała dobre słowo dla nowej mistrzyni (sama też byłaby nową). Jej podróż do finału nie była i chyba nie będzie wspierana przez żadne roponośne mocarstwo.

Dzień przed kobiecym finałem z Międzynarodowej Agencji ds. Uczciwości Tenisa (ITIA) przyszła informacja, że trzech tunezyjskich sędziów przyłapano na manipulowaniu wynikami i ustawianiu meczów. Całą trójkę wyrzucono na długie lata z zawodu. To jest druga twarz tenisa w obszarach znanych z dzieciństwa Ons Jabeur.

Jelena Rybakina w widoczny sposób, może z racji cech charakteru, może z powodu młodego wieku i debiutanckiego oszołomienia, nie potrafiła okazać radości. Nie można wykluczyć, że zachowała zadziwiający spokój z powodu niełatwych konotacji sportowo-politycznych jej zwycięstwa. Tak czy owak okazała się najmniej szczęśliwą mistrzynią Wimbledonu wielu ostatnich lat.

Gdyby zachowała obywatelstwo Rosji, to propagandowe wykorzystanie jej sukcesu bez trudu można sobie wyobrazić, znając obecne cytaty z rosyjskich mediów. Agencja TASS napisała po prostu: „Niesamowite zwycięstwo rosyjskiego tenisa w Wimbledonie, pomimo wszystkiego, co zostało zorganizowane przeciwko Rosjanom. Rybakina to wyjątkowa dziewczyna, fantastyczna, czysto rosyjska, wychowana w rosyjskiej szkole…Za tym osiągnięciem stoi przede wszystkim Rosja…Ten sukces to bumerang przeciwko tym, którzy byli przeciwko Rosjanom na Wimbledonie. Wimbledon traci pozycję, którą zdobył przez sto pięćdziesiąt lat”.

Bumerang agencji TASS

„Sowietskij Sport” dał tytuł: „Oszałamiające zwycięstwo rosyjskiego tenisa”. W komentarzu redakcyjnym („Sztuczki Wimbledonu. Dla Rosjan też są plusy”) można się dowiedzieć, że Brytyjczycy byli w wyraźnej mniejszości, wspierali ich tylko Ukraińcy, Wimbledon w zasadzie nie ma prestiżu, tylko pieniądze, a brak punktów rankingowych oznacza łatwiejszą drogę powrotu Daniiła Miedwiediewa na szczyt klasyfikacji ATP – czyli jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, gdyż turniej przy Church Street zmieni się wkrótce w samotną wyspę komercji.

Bumerang agencji TASS trafił jednak także rykoszetem w mistrzynię, której dziennikarze nie oszczędzili pytań w kwestii rosyjskiej agresji na Ukrainę i oceny relacji z ojczyzną rodziców. Rybakina nie powiedziała nic nowego: w Kazachstanie ją docenili, lubi grać w tenisa, nie napędzały jej pieniądze, tylko wiara kazachskich działaczy, że potrafi osiągnąć wiele. Może sukces w Wimledonie da jej siłę, by odciąć się od tych pytań, albo odwagę, by kiedyś powiedzieć, co naprawdę myśli o swej sytuacji.

W Rosji za propagandą słychać też inne głosy, zwłaszcza zaczyna przebijać się pytanie, kto jest winny temu, że Rybakina gra dla Kazachstanu. Jej były trener Andrej Czesnokow uznał, że trzeba pytać Rosyjską Federację Tenisową, konkretnie towarzysza Szamila Tarpiszczewa. Wywołany do tablicy szef RFT rzekł: „To fajnie, że wygrała, bo to nasz produkt. W pewnym momencie problem finansowy został rozwiązany, ale pod tym względem jest lepiej tam, w Kazachstanie. Każdy ma prawo do własnego wyboru”. Zapewne to nie wystraczy, jeśli Jelena wygra kolejny turniej wielkoszlemowy.

Ważna jak herbatniki

Wimbledon był wyjątkowy nie tylko dlatego, że obchodzono stulecie kortu centralnego przy Church Road, że nie przydzielano punktów rankingowych, że zakończył się wygraną względnie mało znanej, cichej dziewczyny z Moskwy w barwach Kazachstanu. Wbrew pesymistom, znów przypomniał, że siłą sportu pozostają emocje, czasem także negatywne, że tworzą je wszyscy: silne osobowości białego sportu, mniej lub bardziej sprawiedliwa widownia, media, brytyjskie snobizmy, tradycja, twarde zasady sportowego biznesu i bezwzględna polityka.

Tworzyła go także była mistrzyni Roland Garros, potem zasłużona dziennikarka BBC Sue Barker. Ją tegoroczny Wimbledon też pożegnał, owacją na stojąco, za 30 lat pracy. Choć złotej patery nigdy tu nie wzniosła, to mistrzynią turnieju też została. Angielscy dziennikarze napisali, że była tak ważna dla narodu, jak herbatniki. Trudno było, pijąc herbatę, nie czuć odrobiny zazdrości.

finały

Mężczyźni:

N. Djoković (Serbia, 1) – N. Kyrgios (Australia) 4:6, 6:3, 6:4, 7:6 (7-3);

Kobiety:

J. Rybakina (Kazachstan, 17) – O. Jabeur (Tunezja, 3) 3:6, 6:2, 6:2;

Debel mężczyzn:

M. Ebden, M. Purcell (Australia, 14) – N. Mektić, M. Pavić (Chorwacja, 2) 7:6 (7-5), 6:7 (3-7), 4:6, 6:4, 7:6 (10-2);

Debel kobiet:

B. Krejcikova i K. Siniakova (obie Czechy, 2) – E. Mertens (Belgia) i S. Zhang (Chiny, 1) 6:2, 6:4

Mikst:

N. Skupski, D. Krawczyk (W. Brytania, USA, 2) – M. Ebden, S. Stosur (Australia) 6:4, 6:3;

Juniorzy:

M. Poljicak (Chorwacja, 3) – M. Zheng (USA) 7:6 (7-2), 7:6 (7-2);

Juniorki:

L. Hovde (USA, 1) – L. Udvardy (Węgry, 7) 6:3, 6:4.

Jelena Rybakina z nagrodą za zwycięstwo.

Jelena Rybakina z nagrodą za zwycięstwo.

Daniel LEAL/AFP