Wynik wygląda dla Igi trochę lepiej niż jej mecz z Białorusinką. Jak się spodziewano, było niełatwo, podróż od 0:3 do zwycięstwa 6:4, 6:1 nie była spacerem. Zaczęło się od dwóch przełamań serwisu Polki i niepokoju, co robić, gdy serwis zawodzi, tak samo jak precyzja odbić z głębi kortu.

Trzeba jednak bić brawo za to, że polska tenisistka spokojnie przyjęła te wstępne przewagi doświadczonej rywalki, dość szybko opanowała sytuację na Campo Centrale i wyrównała. Można też śmiało twierdzić, że wedle tradycji zadecydował siódmy, „lacostowski” gem pierwszego seta, w którym obie panie siłowały się wiele minut, więcej przewag miała Wiktoria, ale tę decydującą, najważniejszą piłkę wygrała jednak Iga Świątek.

Im dalej, tym lepiej

Od tej chwili można było już dostrzec rosnącą przewagę Polki oraz budzącą się frustrację Azarenki. Widać ją było w nerwowych zagraniach, słychać, gdy Wika głośno rzuciła nieparlamentarnym słowem w kierunku widza, który nie usiadł na czas w loży VIP. Drugi set także zaczął się od przełamania podania Świątek, ale tym razem odwet był natychmiastowy. Im bliżej końca, tym Iga grała lepiej, choć prawie żadnego punktu za darmo nie dostała.

Czytaj więcej

Porażka Huberta Hurkacza w Rzymie

25. kolejne zwycięstwo zostało zapisane, o 26. Polka będzie walczyć z byłą mistrzynią US Open Bianką Andreescu. Kanadyjka gra dopiero trzeci turniej po długiej przerwie wymuszonej najpierw przez dotkliwą kontuzję kolana, a potem także problemy mentalne. W Stuttgarcie i Madrycie dotarła do 1/8 finału, teraz jest o szczebel wyżej, po pokonaniu bez straty seta Emmy Raducanu, Nurii Parrizas Diaz i Petry Martić.

Z Igą Świątek wcześniej nie grała, więc bojem rozpozna siłę obecnej liderki rankingu WTA. Andreescu rankingiem dziś wrażenia nie robi (była nr 4, obecnie jest 90. na świecie), ale kto pamięta jej mecze w Nowym Jorku w 2019 r., ten wie, że umie wiele. W Rzymie jej najmocniejszym uderzeniem wydaje się serwis. Mecz odbędzie się w piątek. Lepsza trafi w półfinale na Białorusinkę Arynę Sabalenkę (8. WTA) lub Amerykankę Amandę Anisimovą (32).

Głos z Paryża

Wieści z turnieju w Rzymie, choć bardzo interesujące, nie przesłaniają gorących informacji dotyczących zbliżających się turniejów Wielkiego Szlema w Paryżu i Londynie. Nowa dyrektorka Roland Garros Amelie Mauresmo (zastąpiła Guya Forgeta w grudniu 2021 r., ma trzyletni kontrakt), zapowiadając wyczekiwany turniej (95 proc. biletów sprzedano), stwierdziła w wywiadzie radiowym, że „żadna decyzja dotycząca startu tenisistów i tenisistek z Rosji i Białorusi nie będzie sprawiedliwa”.

W Paryżu zakazu gry dla nikogo nie wprowadzono, obowiązują ogólne zasady wypracowane przez francuskie władze – sportowcy rosyjscy i białoruscy mogą startować, ale bez przypisywania im państwowości.

Jeśliby jednak ktoś z uczestników lub uczestniczek turnieju głośno poparł napaść Putina na Ukrainę, dyrektorka Mauresmo zapewniła, że taką osobę spotka oczywista kara, choć nie wyjaśniła, w jakiej formie.

Stanowisko Paryża różni się znacząco od postawy Wimbledonu. Działacze All England Lawn Tennis Club ogłosili 20 kwietnia zakaz gry w turnieju dla osób z Rosji i Białorusi, podobnie zdecydowały władze Brytyjskiego Związku Tenisowego (LTA), organizujące dwa turnieje poprzedzające Wimbledon – w Londynie (Queen’s) i Eastbourne. Ta odważna decyzja wywołała i wciąż wywołuje duży sprzeciw sporej części środowiska tenisowego. Przeciwko niej wypowiedzieli się m.in. Andy Murray, Novak Djoković i Rafael Nadal.

ATP Tour rozważa w związku z zakazem rezygnację z przyznania tenisistom punktów rankingowych za start w Wimbledonie i pozostałych brytyjskich turniejach na trawie. Tę propozycję wsparła Rada Graczy ATP. Nadal, który w niej zasiada, powiedział jednak, że w tej sprawie nie ma jeszcze jasnej opinii. – Pracujemy, by chronić każdego pojedynczego gracza i działać w najlepszym możliwym interesie wszystkich tenisistów – dodał.

Twardy Wimbledon

Skutki takiego bezprecedensowego posunięcia wydają się dość groźne, zwłaszcza dla organizatorów turniejów przedwimbledońskich. Wedle brytyjskich mediów trwają kryzysowe spotkania przedstawicieli ATP i Wimbledonu, mające rozwiązać problem. Może być to zadanie niełatwe, gdyż właściciele turnieju raczej nie ustąpią, tym bardziej że podjęli decyzję na podstawie rekomendacji rządu brytyjskiego, a w nim wciąż słychać narrację, że groźba odebrania punktów rankingowych „jest oburzająca”.

Poseł Partii Pracy Chris Bryant (przewodniczący wielopartyjnej grupy parlamentarnej ds. Rosji) stwierdził, że posunięcie to ukarałoby Wimbledon za zajęcie prawidłowego i pryncypialnego stanowiska. – Każdy musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić, że barbarzyńska inwazja Putina się nie powiedzie. Jakiekolwiek powstrzymywanie się od reakcji oznacza współudział w rozlewie krwi i masowej przestępczości – mówił w rozmowie z „Timesem”.

Władze WTA, po wstępnej krytyce decyzji Wimbledonu, na razie nic nie robią w sprawach związanych z Wielkim Szlemem w Londynie. Szef WTA Steve Simon zapowiadał wprawdzie „mocną reakcję”, lecz nie wyjaśnił, na czym miałaby polegać. Według „Daily Mail” działacze ATP próbują współpracować z WTA w tej sprawie. Nie jest jasne, kiedy obie organizacje podejmą wiążące decyzje, wydaje się, że datą graniczną jest koniec tego tygodnia, gdyż niedługo zamykane będą listy uczestnictwa w Wimbledonie.