Gorące dyskusje zawodników z sędziami to częsty obrazek, ale to, co zobaczyli kibice w Meksyku, musiało ich zaskoczyć. Zverev, grający w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo, po ostatniej piłce meczu wpadł w furię, podszedł do stanowiska sędziego i kilka razy z całą siłą uderzył w nie rakietą. Zapewne trafiłby arbitra w nogi, gdyby ten ich nie podniósł. Publiczność gwizdała i buczała, a Niemiec szalał i rzucał wyzwiskami.

Tak Zverev wyładował złość po przegranej 2:6, 6:4, 6-10 z brytyjsko-fińskim duetem Lloyd Glasspool–Harri Heliovaara w pierwszej rundzie turnieju. Uwagi do pracy sędziego zgłaszał jeszcze w trakcie meczu. Przy stanie 6-8 w super tie-breaku twierdził, że jeden z rywali posłał piłkę w aut. Ale wówczas skończyło się na wymianie zdań. Później stracił nad sobą kontrolę. Gdy emocje opadły, przeprosił. Pozostał jednak ogromny niesmak.

– Trudno wyrazić słowami, jak bardzo żałuję swojego zachowania. To było nie do przyjęcia. Nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia – mówił i obiecywał, że będzie pracował nad sobą, by taka sytuacja w przyszłości się nie powtórzyła.

To nie pierwszy jego wybryk. Napady agresji miały zdarzać się mu częściej. Jesienią zeszłego roku władze ATP wszczęły śledztwo po tym, jak była partnerka gwiazdora Olga Szarypowa oskarżyła go o stosowanie przemocy domowej.

– Próbował udusić mnie poduszką, uderzał głową o ścianę, wykręcał mi ręce. Obawiałam się o swoje życie. Chciałam popełnić samobójstwo – opowiadała Szarypowa o kulisach ich związku.

Zverev był rozstawiony w Acapulco z numerem 2. Jego pierwsze singlowe spotkanie – wygrana 3:6, 7:6 (12-10), 6:2 z Amerykaninem Jensonem Brooksbym – przeszło do historii, bo skończyło się tuż przed piątą rano (ze względu na upały w Meksyku mecze rozpoczynają się po 18.00). W drugiej rundzie Niemiec miał się zmierzyć ze swoim rodakiem Peterem Gojowczykiem.

Wykluczenie Zvereva oznacza, że Daniiłowi Miedwiediewowi ubył poważny rywal. Rosjanin przyjechał do Acapulco przypuścić atak na pozycję lidera rankingu ATP (po zamknięciu tego wydania gazety grał z Hiszpanem Pablo Andujarem). Jeśli sięgnie po tytuł w Meksyku, zostanie nowym numerem jeden – niezależnie od tego, co w Dubaju zrobi Novak Djoković. To byłoby duże wydarzenie, bo Serb prowadzi nieprzerwanie od lutego 2020 roku, a na tenisowym tronie spędził już łącznie 361 tygodni.

– Jeśli zmieni mnie na pozycji lidera, będę pierwszym, który mu pogratuluje. Zasłużył na to, by być numerem jeden – przyznał Djoković, który w drugiej rundzie pokonał 6:3, 7:6 (7-2) Rosjanina Karena Chaczanowa (26 ATP).

W ćwierćfinale w Dubaju jest też Hubert Hurkacz – po zwycięstwie 6:3, 6:2 nad Słowakiem Aleksem Molcanem (69). Rozstawiony z nr. 5 Polak zmierzy się w czwartek z turniejową czwórką Jannikiem Sinnerem. Włoch pokonał 7:5, 6:2 Brytyjczyka Andy Murraya. Smaku nadchodzącej rywalizacji dodaje fakt, że Sinner jest deblowym partnerem Hurkacza. W środę mieli grać o półfinał z australijsko-słowacką parą John Peers, Filip Polasek, ale oddali mecz walkowerem, by lepiej przygotować się do bezpośredniego starcia.

Znają się bardzo dobrze. W ubiegłym roku mierzyli się ze sobą dwukrotnie. W kwietniu w Miami Polak zwyciężył w finale 7:6 (7-4), 6:4, a w listopadowym Masters Włoch wziął rewanż, wygrywając w Turynie 6:2, 6:2. Sinner lepiej też zaczął obecny sezon. W Australian Open dotarł do ćwierćfinału. Hurkacz odpadł w drugiej rundzie.

Iga Świątek po zwycięstwie nad Rosjanką Darią Kasatkiną 6:3, 6:0 awansowała do ćwierćfinału turnieju w Dausze, gdzie spotka się dziś z rozstawioną z nr 1 Białorusinką Aryną Sabalenką.