Kiedy zobaczyła pani prognozę pogody na środę, ucieszyła się pani z meczu na korcie centralnym?

Agnieszka Radwańska: Oczywiście, byłam zachwycona. Wiedziałam, że przez trzy dni ma padać. Naprawdę miałam szczęście grać na korcie centralnym.

Który raz grała pani pod dachem?

Dokładnie nie pamiętam. Parę razy się zdarzyło. Lepiej pamiętam, że pod zamkniętym dachem jest bardzo parno.

Lubi pani ten kort?

Tak, naturalnie, zwłaszcza kiedy jest zła pogoda. Przynajmniej można zagrać mecz, nawet jak już są opóźnienia.

Może pani określić krótko przewagi Wimbledonu nad Roland Garros?

Po pierwsze lepsze korty treningowe, po drugie pomieszczenia do odpoczynku dla zawodników, wszystko jest większe i bardziej przytulne, no i dach. Jest tu lepiej, gdy pada.

Czy więcej dachów nad wielkoszlemowymi kortami to naprawdę wielka potrzeba? Miała pani kłopoty z pogodą i programem w Paryżu, ale tutaj zyskała pani przewagę nad innymi, może to nie fair?

Dachy są potrzebne, szczególnie na początku turnieju, gdy w planie jest wiele spotkań, bo drabinki są duże. Wiem, że budowa dachów to niełatwa sprawa, ale im ich więcej, tym lepiej.

W brytyjskich gazetach piszą o tym, jak Wimbledon tęskni za Marią Szarapową. Myśli pani, że tak jest, czy może są inne tenisistki, które potrafią zapełnić tę lukę?

W tej sprawie powinno się raczej pytać kibiców lub kogoś z organizatorów. Ja sądzę, że mamy tak wiele innych doskonałych tenisistek, że będzie do obejrzenia wiele innych dobrych spotkań i turniej kobiecy zapowiada się świetnie.

W tym Wimbledonie widać wyjątkowo wielu dawnych mistrzów jako trenerów. Pani pracowała trochę z Martiną Navratilovą. Dostrzega pani jakieś przewagi wynikające z takiej krótkotrwałej współpracy przed wielkim turniejem?

Tak, widzę wiele osób pracujących z byłymi mistrzami lub mistrzyniami. Myślę, że to dobry pomysł. To miło widzieć dawne sławy wokół, ich doświadczenie może pomóc. Mam nawet nadzieję, że zobaczymy ich więcej, bo ta obecność jest też dobra dla nich.

Jak wygląda w praktyce wspólne czekanie wielu tenisistów na koniec deszczu? Czy wszyscy mają na uszach słuchawki, czy rozmawiacie ze sobą?

Co mamy robić? Rozmawiamy, jemy, oglądamy mecze na korcie centralnym, jedynym, na którym coś się dzieje. Czasem gramy w karty, albo patrzymy w niebo. Po prostu czekamy. We wtorek patrzyłam też na mecz Karoliny Woźniackiej ze Swietłaną Kuzniecową w telewizorze, naprawdę niezły, przyjemnie się oglądało, choć dla Caro był za trudny.

Swietłana Kuzniecowa powiedziała kiedyś, że jest pani jedną z najbardziej kreatywnych tenisistek w WTA Tour. Czy ktoś kiedyś powiedział pani, żeby ograniczyć tę kreatywność i grać bardziej bezpiecznie?

Bardzo przyjemnie słyszeć, że potrafię stworzyć na korcie rzeczy, które podobają się innym. To od zawsze był mój sposób gry. Cieszą mnie takie komentarze, bo zawsze lubię coś namieszać w grze. Tak naprawdę nie umiem grać siłowo, jak inne tenisistki, więc jest to mój sposób już na zawsze.

Spróbuje pani zagrać miksta w Wimbledonie, by poćwiczyć przed igrzyskami w Rio?

Odpuszczę sobie, bo pogoda jest jaka jest, nie będę komplikować sprawa. pójdę na olimpijski żywioł. Jedynym treningiem będzie wygrany Puchar Hopmana. Partnera też jeszcze nie wybiorę, zostawię to na ostatnią chwilę.

Widzieliśmy panią kibicującą polskim piłkarzom w Euro. Przygotowuje się pani na czwartek, będzie pani oglądać spotkanie Polaków z Portugalią?

Tak i widziałam każdy wcześniejszy mecz. Zawsze próbuję tak ustawić treningi, żeby móc oglądać polską drużynę. Oglądamy i kibicujemy za każdym razem cała ekipą, ja i team. Mogę oczywiście nie mieć jutro wolnego. Chciałabym, ale... Mam jednak nadzieję, że skończę grę przed 20.

—w Londynie wysłuchał Krzysztof Rawa