Start honorowy nastąpił w niedzielę w Koloseum, gdzie Szarapowa i Berdych odbili kilka promocyjnych piłek. Rosjanka przybyła z przyjacielem, Czech z żoną Ester Satorovą, towarzyszył im prezes włoskiej federacji tenisowej Angelo Biaghi i przedstawiciel władz Rzymu.

Spędzili parę chwil przed kamerami i obiektywami turystów, którzy trafili na tę wyjątkową okazję.

Koloseum, choć ma już prawie 2000 lat, jakoś przetrzymało ten najazd, potem tenis wrócił na właściwe miejsce – na korty Foro Italico, które też mają ciekawą historię. Powstawały w latach 20. XX wieku i były częścią obiektu zaprojektowanego przez architekta Enrico Del Debbio na sławę Benito Mussoliniego i pochwałę faszyzmu.

Zwrot historii nie kazał burzyć marmurowego stadionu, ogrodów i pałaców, tylko wykorzystać je w nowym celu, pod nowym szyldem.

Włoski sport, w szczególności tenis, zyskał tym sposobem wyjątkowe miejsce na rywalizację, reklamowaną dziś pod filmowym hasłem: „La Dolce Vita".

Tutejsze turnieje ATP i WTA cieszą się zatem popularnością, mają prestiż i tylko w uzasadnionych przypadkach sławy opuszczają ten interesujący przystanek.

W tym roku też są, także dlatego, że najlepsi (ósemki pań i panów) korzystają z wolnego losu w pierwszej rundzie, zatem zwycięzców z Madrytu: Rafaela Nadala i Simonę Halep, także Andy Murraya, Novaka Djokovicia, Andżelikę Kerber, Karolinę Pliskovą i Garbine Muguruzę zobaczymy później. Również deblistów Łukasza Kubota i Marcela Melo (w drugiej rundzie ich rywalami będą Florin Mergea i Aisam-Ul-Haq Qureshi).

Po wydarzeniach na kortach ziemnych w Monte Carlo, Barcelonie i Madrycie męski turniej ma bohatera – Nadal wygrywa jak przed laty, na czerwonej mączce ma bilans zwycięstw 15-0, w setach 30-2. W stolicy Hiszpanii wyrównał rekord zwycięstw w imprezach Masters 1000 – ma ich 30, tyle co Djoković.

Są też opinie, że Murray (w poniedziałek obchodził 30. urodziny), Djoković lub Stan Wawrinka w końcu poprawią formę albo ktoś z pokolenia Dominika Thiema i Alexandra Zvereva poczuje moc i seria Hiszpana się skończy, ale chyba nikt tego przesadnie nie pragnie. Rafa Nadal to wciąż wielki magnes tenisa.

Wczoraj w oczekiwaniu na gwiazdy można było oglądać sukces Berdycha nad Mischą Zverevem (Czech wygrał 599. mecz w cyklu ATP), porażkę Bernarda Tomicia z kwalifikantem Janem-Lennardem Struffem, także niełatwe zwycięstwo Davida Goffina nad Thomazem Belluccim.

W sesji nocnej organizatorzy umieścili mecz Juana Martina Del Potro z Grigorem Dimitrowem. Bułgar nigdy jeszcze nie wygrał z Argentyńczykiem, który zgłosił się też do debla z Marcinem Matkowskim (pierwszy mecz zagrają z parą amerykańską Brian Baker i Nicholas Monroe).

Gwiazdą żeńskiej części turnieju jest Szarapowa, która po występie w Koloseum dzień później wygrała 6:4, 6:2 z Christiną McHale. Ten mecz nie był dla Rosjanki trudny, ale kolejny może być.

Po drugiej stronie siatki stanie Mirjana Lucić-Baroni, jak przekonało się kilka znanych tenisistek (Agnieszka Radwańska też), na korcie kobieta nieobliczalna. Z Lucie Safarovą wygrała 7:5, 4:6, 6:3, przegrywając w pierwszym secie 1:5.

Mała polska radość na otwarcie też była: Alicja Rosolska i Nao Hibino pokonały debel Madison Keys i Bethanie Mattek-Sands 6:4, 4:6, 10-5. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: k.rawa@rp.pl