Misaki Doi z Jokohamy jest starsza od Igi Świątek o dekadę, niższa co najmniej o głowę, w rankingu WTA widać Japonkę 62 pozycje niżej. Wcześniej nie zmierzyły się w żadnym turnieju. To różne pokolenia i inne sposoby na wygrywanie, nie trzeba dodawać, że znacznie bardziej skuteczne narzędzia ma tenisistka z Warszawy.

Jeśli ktoś w Polsce niepokoił się o wynik tego starcia, to zapewne dlatego, że leworęczna Doi w kwalifikacjach pokonała Magdalenę Fręch, następny mecz wprawdzie przegrała, lecz jako „lucky loser" w pierwszej rundzie turnieju głównego zwyciężyła Polonę Hercog, z którą dwa lata temu Polka przegrała w pierwszym w karierze finale turnieju WTA w Lugano.

Takie przymiarki nie oznaczały jednak wiele – na korcie numer 1 Dubai Duty Free Tennis Centre od początku spotkania dominowała Świątek, wykorzystująca przede wszystkim słabości serwisu rywalki i siłę swego podania. Droga do zwycięstwa nie była długa, już przy stanie 6:2, 5:1 Polka po raz pierwszy miała szansę zakończyć mecz, przeszkodził chwilowy brak koncentracji. Poprawiła się trzy gemy później.

– Chociaż prowadziłam cały czas, to wiedziałam, że będę musiała naprawdę ciężko pracować, gdyż pierwsze spotkania zawsze są zdradliwe. Nauczyłam się już, że nie powinnam zabierać ze sobą wcześniejszych zwycięstw na kort, tylko po prostu skupić się na kolejnym meczu, jakby to była nowa podróż – mówiła dziennikarzom po sukcesie.

Z tym nastawieniem zagra w 1/8 finału w środę (nie przed 16.00) na korcie centralnym z mistrzynią Roland Garros 2016 i Wimbledonu 2017 Garbine Muguruzą, kiedyś liderką rankingu WTA, dziś nr 16, tuż za Polką. Jeszcze ze sobą nie grały, tym bardziej interesujące może być to pierwsze starcie (transmisja w Canal+Sport).

Wydarzeniem męskiego tenisa będzie w środę pierwszy po długiej przerwie mecz Rogera Federera. Szwajcar zmierzy się w Dausze z częstym partnerem treningowym Danem Evansem (28. ATP), obecnie brytyjską rakietą nr 1.