Rozstawiona z nr. 7, 20-letnia Iga Świątek była zdecydowaną faworytką pojedynku z 16 lat starszą, 115. w rankingu WTA tenisistką z Estonii. I wygrała 4:6, 7:6 (7-2), 6:3, ale to zwycięstwo odniesione w niemiłosiernym upale wisiało na włosku.

Najważniejszym wnioskiem z dotychczasowych występów Igi Świątek w Melbourne jest to, że w tak ważnym turnieju potrafi ona pomóc szczęściu. Na jej drodze miała stanąć najpierw Simona Halep, a potem Aryna Sabalenka, ale obie przegrały. To był uśmiech losu, z którego należało skorzystać, i Iga zrobiła to znakomicie. Co również warte podkreślenia – wcale nie pokazując w meczach z Darią Kasatkiną, Soraną Cirsteą czy w środę z Kanepi pełni swych możliwości.

Estonkę młoda Polka po prostu zamęczyła. Nie oddała jej niczego bez walki, nawet w pierwszym przegranym secie zmuszała do biegania do ostatniej piłki. Gemy były długie i zacięte, a sukces Kanepi dała dopiero dziewiąta piłka setowa.

Czytaj więcej

Najpierw sukces, potem łzy. Iga Świątek w ćwierćfinale Australian Open

W secie drugim wciąż trwała walka na wyniszczenie, aż do tie-breaku, w którym już warunki dyktowała Polka. Gdy Estonka przekonała się, że nie wygra w dwóch setach, zaczęła stopniowo gasnąć. Poruszała się coraz wolniej, energii wystarczyło jej tylko do połowy trzeciego seta. Świątek objęła prowadzenie 5:2 i dowiozła tę przewagę do mety.

Dla obserwatora niezaangażowanego emocjonalnie mecz nie był porywający (aż 50 niewymuszonych błędów Igi), niepokoił też słaby serwis Polki (aż 12 podwójnych błędów). Na szczęście mecz zakończyła znakomita wymiana i mogliśmy zachować ją w pamięci aż do dzisiejszego półfinałowego meczu z Amerykanką Danielle Collins.

Trudno nie być przed nim optymistą. Skoro Iga potrafi już wygrywać tak ważne i tak trudne mecze, gdy nie wszystko układa się po jej myśli, to znaczy, że proces dojrzewania postępuje i dalszy ciąg powinien być tylko lepszy.

Wielki awans

Jeśli Świątek pokonałaby Collins, jej rywalką w sobotnim finale byłaby zwyciężczyni meczu pomiędzy liderką światowego rankingu, prezentującą w Melbourne znakomitą formę Australijką Ashleigh Barty i Amerykanką Madison Keys. Ich półfinał zacznie się w czwartek o 9.30 polskiego czasu, po jego zakończeniu na kort wejdą Świątek i Collins.

Półfinał w Melbourne to największy sukces Polki po zwycięstwie w turnieju Roland Garros w roku 2020. Od tamtego triumfu Świątek regularnie awansowała do czwartej rundy Wielkich Szlemów, była w ćwierćfinale w Paryżu w roku ubiegłym, ale dalej nie zaszła nigdy.

Dobra gra w Australian Open będzie oznaczała też znaczny awans w rankingu WTA. Przed turniejem Świątek była na miejscu dziewiątym, w poniedziałek będzie co najmniej czwarta, a możliwy jest nawet lepszy scenariusz, ale tu już wszystko zależy od jej postawy na korcie.

Czytaj więcej

Dwaj weseli chłopcy na Australian Open

A Danielle Collins (nr 27) to nie będzie łatwa rywalka. Świątek już raz z nią wygrała, w ubiegłym roku w Adelajdzie, ale Collins była wówczas chora i skreczowała w drugim secie.

28-letnia Amerykanka – podobnie jak rewelacja tegorocznego turnieju męskiego Maxime Cressy – zawodową karierę rozpoczęła późno, najpierw chciała skończyć studia i jej się to udało w dużym stopniu dzięki tenisowemu stypendium. Uczelniane rozgrywki to w USA bardzo poważna sprawa, ich poziom jest znakomity.

Zawodowa kariera Collins na dobre rozpoczęła się w roku 2014, gdy zadebiutowała w US Open, ale mało kto zwracał na nią uwagę aż do roku 2019, gdy awansowała do półfinału Australian Open. Od tamtej pory jest w światowej czołówce, choć ubiegły sezon miała trudny z powodu operacji ginekologicznej. W środę w Melbourne nie miała kłopotów z pokonaniem w ćwierćfinale Francuzki Alize Cornet 7:5, 6:1.

Miedwiediew uratowany

W turnieju męskim wydarzeniem środy był ćwierćfinałowy mecz Rosjanina Daniiła Miedwiediewa (nr 2) z Felixem Augerem-Aliassime'em (nr 9). 21-letniemu Kanadyjczykowi od dawna przepowiadana jest świetlana przyszłość, bo gra dobrze i pięknie, ale jak do tej pory zawodzi go psychika. Dość powiedzieć, że był w ośmiu finałach turniejów ATP i wszystkie przegrał.

W środę miał szansę na wielki sukces, ale też jej nie wykorzystał. Prowadził z Miedwiediewem 2:0 w setach, w secie trzecim miał piłkę meczową (Rosjanin obronił się dobrym serwisem) i w końcu przegrał mecz 7:6 (7-4), 6:3, 6:7 (2-7), 5:7, 4:6. Kanadyjczyka nie uratował nawet deszcz. Podczas tie-breaka w trzecim secie przy prowadzeniu Rosjanina 2-1 pojedynek przerwano, by nad kortem zamknąć dach.

Półfinałowym rywalem Miedwiediewa, podobnie jak rok temu, będzie w piątek Grek Stefanos Tsitsipas (nr 4), który pokonał Włocha Jannika Sinnera (nr 11) 6:3, 6:4, 6:2. W ubiegłym roku Rosjanin półfinał wygrał, a następnie w finale nie dał rady Novakowi Djokoviciowi.

Drugi półfinał tegorocznego turnieju, w którym zmierzą się Hiszpan Rafael Nadal (nr 6) i Włoch Matteo Berrettini (nr 7), też zaplanowano na piątek. Nadal gra w Melbourne o 21. tytuł wielkoszlemowy. Oprócz niego po 20 zwycięstw mają też Djoković i Roger Federer.

Turniej pokazuje Eurosport