Na razie po powrocie do ojczyzny Djoković milczy. Trzeba mieć nadzieję, że serio potraktował własne słowa o szacunku dla rywali i turnieju, który przesłoniły jego covidowe perypetie. Zapewne przemówi za tydzień, po finałach.

Dyrektor Australian Open Craig Tiley, oskarżony o zlekceważenie sprawy przyjazdu niezaszczepionego Djokovicia, powiedział w niedzielę, że wbrew opiniom wielu mediów nie obawia się ze strony Serba wytoczenia procesu o odszkodowanie za przylot i koszty postępowania sądowego, a nawet więcej – spodziewa się przyjazdu Serba na turniej w przyszłym roku.

Czytaj więcej

Iga Świątek gra w poniedziałek rano

Przepisy każdemu cudzoziemcowi, któremu odebrano wizę, zakazują wprawdzie wjazdu przez trzy lata, ale władze Australii już zapowiedziały w tej sprawie ugodową postawę.

Tiley winę za całe zamieszanie zrzucił na „błędy w komunikacji z rządem federalnym i ciągłą zmianę warunków”. Stwierdził też stanowczo, że do dymisji się nie poda.

Kyrgios i Kokkinakis się bawią

Gospodarze cieszą się ze znakomitej gry liderki światowego rankingu Ashleigh Barty, która awansowała do ćwierćfinału i idzie przez turniej śpiewająco, ale bawią ich przede wszystkim debliści – Nick Kyrgios i Thanasi Kokkinakis.

Obaj są Australijczykami pochodzenia greckiego i dali się już dawno poznać jako przedstawiciele nowej rozrywkowej fali w tenisie. Za nic mają etykietę i maniery, czasami przekraczają granice dobrego smaku, ale ich facecje przyjmowane są w Melbourne tak dobrze, że przed kortami, na których grają, ustawiają się kolejki.

Publiczność na meczach Kyrgiosa i Kokkinakisa reaguje jak na koncercie, wrzawa wybucha prawie po każdej zwycięskiej piłce Australijczyków. Ci, którzy to lubią, mówią o atmosferze jak w Pucharze Davisa, przywiązani do wimbledońskich standardów uważają, że to upadek obyczajów.

Czytaj więcej

Australian Open: Magda Linette odpadła w deblu
Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Nie ma chyba wątpliwości, że przed władzami tenisa stanie wkrótce ten problem: trzymać się tradycji w czasach, gdy Międzynarodowy Komitet Olimpijski wpuszcza na igrzyska breakdance, trwać przy świętych księgach białego niegdyś sportu, tak jak je twórcy tej gry napisali, czy też zaakceptować pogląd wyrażony niedawno na antenie przez młodego komentatora Eurosportu Marka Furjana, że tenis przestał już być grą dżentelmenów w białych długich spodniach, i ponieść tego konsekwencje.

Kiedy przed laty amerykańscy debliści, bracia Luke i Murphy Jensenowie (zwycięzcy Roland Garros 1993) wymyślili swój rock and roll tenis, wjeżdżali na kort na motorach i domagali się muzyki, uchodzili za nieszkodliwych posthippisów, spóźnione tenisowe dzieci kwiaty. Było o nich głośno, ale krótko. Dziś mieliby bez wątpienia większą szansę na sukces.

Najlepsza deblowa para świata – Chorwaci Nikola Mektić i Mate Pavić – po porażce z Kyrgiosem i Kokkinakisem nie ukrywała irytacji zachowaniem kibiców przeszkadzających im nawet przy serwisach. Mektić powiedział: „Jest w tym turnieju paskudna para, którą trzeba pokonać, nam się to niestety nie udało”.

Porażka Zvereva

Jeśli chodzi o tenis na poważnie, pierwszą refleksją po niedzielnych meczach jest to, że nad Alexandrem Zverevem wciąż wisi wielkoszlemowa klątwa. Rozstawiony z nr 3 Niemiec szedł przez turniej bez przeszkód, jego ćwierćfinałowy mecz z Rafaelem Nadalem miał być jedną z wielkich atrakcji, ale pojedynku tego nie będzie, gdyż Zverev przegrał z Denisem Shapovalovem (nr 14) 3:6, 6:7 (5-7), 3:6 i to Kanadyjczyk zagra z Hiszpanem, który pokonał pogromcę Huberta Hurkacza Adriana Mannarino 7:6 (16-14), 6:2, 6:2. Tie-break pierwszego seta trwał blisko pół godziny, obaj mieli setbole, a po jego przegraniu Francuz zgasł.

Norma Igi

Dla Igi Świątek po zwycięstwie w turnieju Roland Garros 2020 czwarta runda w Wielkim Szlemie to prawie norma. W ubiegłym roku nigdy nie odpadła wcześniej, ale też tylko raz, w Paryżu, awansowała do ćwierćfinału. Czy teraz w Melbourne uda się rozstawionej z nr 7 Polce też osiągnąć ćwierćfinał, decydował mecz z Soraną Cirsteą zaplanowany na poniedziałkowy wczesny poranek polskiego czasu.

Świątek i 31-letnia Cirstea (69 WTA) nigdy wcześniej ze sobą nie grały. Rumunka w trzeciej rundzie niespodziewanie pokonała rozstawioną z nr 10 Rosjankę Anastazję Pawluczenkową, a Świątek wygrała z jej rodaczką Darią Kasatkiną. Po tym zwycięstwie Polka napisała na kamerze Eurosportu: „Czas na mój rekord życiowy w Australian Open”.

Z turnieju deblowego odpadli już wszyscy reprezentanci Polski – Magda Linette, Alicja Rosolska i Jan Zieliński. W mikście Polacy nie grali.

Turniej pokazuje Eurosport.