Decyzję ma podjąć minister do spraw imigracji Alex Hawke. Czas po temu najwyższy, bowiem także w czwartek rano czasu polskiego ma się odbyć losowanie drabinki turnieju Australian Open, w którym broniący tytułu Djoković rozstawiony jest z nr 1.

Na razie Serb trenuje na korcie centralnym przy drzwiach zamkniętych i w atmosferze lodowatej pomimo upału. Miał nawet problem ze znalezieniem sparingpartnera, zanim zagrać z nim zgodził się młody Australijczyk. Jak twierdzą ci, którzy mieli okazje widzieć Serba w szatni kortu im. Roda Lavera, gdy się pojawia, zapada cisza. Trudno w tej sytuacji wyobrazić sobie, jak wyglądałyby jego mecze obserwowane przez zaszczepioną publiczność, gdyby jednak nie deportowano go z Australii.

Dzień po tym, jak dziennikarze „Der Spiegel" poinformowali o manipulacjach przy pozytywnym wyniku testu Djokovicia (było to podstawą do przyznania mu wizy w trybie wyjątkowym, bez konieczności szczepienia), przybywa dowodów na krętactwo Serba. Pytany o opinię w tej sprawie przez dziennik „L'Equipe" francuski inżynier informatyk Guillaume Rozier nazwał te działania „retro-inżynierią."

Czytaj więcej

Novak Djoković wydał oświadczenie. Przyznał się do złamania zasad izolacji

Przyciśnięty tymi informacjami do muru Djoković zabrał głos w swojej sprawie, publikując wpis na Instagramie. Przyznaje się w nim do błędów w postępowaniu po pozytywnym wyniku badania, ale wyjaśnia też, że wiele informacji na ten temat jest nieprawdziwych.

Twierdzi, że o pozytywnym wyniku testu dowiedział się 17 grudnia, w dobę po jego wykonaniu. „Byłem obecny na imprezie mającej związek z tenisem, aby wręczyć nagrody dzieciom, ale zrobiłem test antygenowy, zanim się tam udałem i dał on wynik negatywny. Nie miałem żadnych symptomów choroby, czułem się dobrze. Pozytywny wynik testu PCR otrzymałem dopiero potem" – napisał Djoković. Analizując kod QR testu dziennikarze niemieckiego tygodnika „Der Spiegel" udowodnili jednak, że wykonany on był nie 16, lecz 26 grudnia.

Jeśli chodzi o długi wywiad, jakiego udzielił 18 grudnia gazecie „L'Equipe", Djoković stwierdził, że nie chciał zrobić zawodu dziennikarzowi, który specjalnie w tym celu do niego przyjechał, i dopiero gdy wrócił do domu, by poddać się samoizolacji, zrozumiał, że mógł zachować się inaczej i przeprogramować to zobowiązanie.

W sprawie kłamstwa w formularzu wjazdowym (Djoković zaznaczył, że w ciągu ostatnich 14 dni nie wyjeżdżał za granicę, a trenował w Hiszpanii) Serb napisał, że to nie on, lecz jego agent wypełniał ten druk i za pomyłkę przeprasza.

„Nie będzie z mojej strony żadnych innych deklaracji z powodu szacunku dla rządu Australii, władz i toczącego się postępowania" – zakończył swe wyznania Djoković.

Kto chce, niech wierzy, ale poza Serbią wierzących znaleźć niełatwo. Wybitny brytyjski tenisista Andy Murray pytany o sprawę swego kumpla z młodości (razem trenowali w tenisowej akademii w Hiszpanii) był wyraźnie zakłopotany. Ze smutną miną powiedział, że chce, aby Novak zagrał w Melbourne, ale kilka spraw trzeba przedtem wyjaśnić.

Jeśli okaże się w sposób niebudzący wątpliwości, że Djoković kłamie, konsekwencje dla jego dalszej kariery mogą być fatalne. Władze ATP ostrzegły graczy, że za sfałszowanie wyniku testu na covid grozi trzyletnia dyskwalifikacja.