Mecz, w którym przewidywano sporo wyrównanej walki, albo przynajmniej silny opór Karacewa, zaczął się doskonale dla Polaka. Jego solidność przy serwisie i niezachwiany spokój w wymianach spowodował tyle, że wyraźnie spięty Rosjanin zawalał gem za gemem, także przy swym podaniu. W niespełna pół godziny było 6:1 dla Hurkacza i pojawiło się nawet trochę nieoczekiwanej nudy na dużym stadionie nr 2 obiektu tenisowego w Indian Wells.

Kronika ich wcześniejszych meczów także nie zapowiadała takiego obrotu spraw. Dawno temu, czyli w 2017 roku w kwalifikacjach turnieju w Shenzen Polak wygrał 7:6 (11-9), 4:6, 7:5. Bardziej współczesne spotkanie – sprzed kilku dni w San Diego – zakończyło się sukcesem Rosjanina 5:7, 6:4, 6:2.

Czytaj więcej

Iga Świątek w Indian Wells rozstawiona jest z nr 2
Gra ten, kto ma wolę i zdrowie

Karacew, który między sławy tenisa zawodowego wdarł się z impetem podczas tegorocznego Australian Open, przebijając się od kwalifikacji do półfinału i jest teraz nr 23 na świecie, zyskał w kilka miesięcy opinię gracza twardego i niebezpiecznego dla każdego, ale w środę kalifornijskie słońce świeciło tylko dla Hurkacza.

W drugim secie także przyszło wczesne przełamania serwisu Rosjanina, po chwili bardziej zaciętej walki, znów żelazny spokój Polaka wziął górę, dwa krótkie sety i można było zapisywać zwycięstwo pierwszej polskiej rakiety (także 180 punktów rankingowych i 175 tys. dol. premii). 

W ćwierćfinale rywalem Huberta Hurkacza będzie nr 1 w turnieju – Rosjanin Daniił Miedwiediew lub nr 23 – Bułgar Grigor Dimitrow. Z każdą wygraną rundą Polak jest coraz bliżej startu w listopadowym turnieju mistrzów ATP w Turynie (na razie w „Race to Turin” zajmuje 9. pozycję, ale 7. Rafael Nadal nie zagra), choć rywale gonią. Najbliżej z goniących w Indian Wells jest Włoch Jannik Sinner.