Ta porażka Djokovicia i, przede wszystkim, jej rozmiary to szok, bo tenisowy świat spodziewał się, że jako drugi w historii, 52 lata po tym jak uczynił to Rod Laver, Serb wygra cztery turnieje wielkoszlemowe w jednym roku. Nic z tego, „Żelazny Nole” pękł tuż przed metą i wielka w tym zasługa Miedwiediewa, który przełamał podanie rywala już w pierwszym gemie, a potem ani przez moment nie zwolnił tempa. Serwował znakomicie, przy własnym pierwszym podaniu przegrał w inauguracyjnym secie tylko trzy piłki.

Kluczowe znaczenie dla drugiego seta i całego meczu miał moment, gdy przy prowadzeniu 2:1 i serwisie rywala, Djoković nie wykorzystał kilku okazji, by wreszcie przełamać podanie Miedwiediewa i ze złości złamał rakietę. Po chwili przegrał własny serwis i kompletnie stracił kontrolę nad tym co dzieje się na korcie. Najlepszym tego dowodem była piłka setowa, gdy po nieudanym skrócie Rosjanina, zagrał jeszcze gorzej.

Djoković nie wykorzystał kilku okazji, by wreszcie przełamać podanie Miedwiediewa i ze złości złamał rakietę

Set trzeci zaczął się od ogromnej przewagi Miedwiediewa nad załamanym Djokoviciem, który dwukrotnie oddał swój serwis, przegrywał już 0:4 i 1:5. Gdy Miedwiediew serwował, by wygrać mecz przy stanie 5:2, publiczność bardzo mu przeszkadzała i to sprawiło, ze pierwszy raz w tym finale Rosjanin nie wykorzystał atutu swego podania. Przegrał też kolejnego gema, zrobiło się 4:5 i zaczęła się psychodrama. Ale właśnie w tym momencie Miedwiediew pokazał największą moc, zagrał kilka znakomitych piłek, doprowadził Djokovicia do łez, wygrał seta i mecz, w którym stadion był przeciwko niemu.

Czytaj więcej

Emma Raducanu dostała w Nowym Jorku puchar i czek życia na 2,5 mln dolarów, ale jedną trzecią musi o
Emma Raducanu - największa tenisowa niespodzianka w XXI wieku

Czapki z głów, Miedwiediew zdał w Nowym Jorku najważniejszy egzamin swego sportowego życia, a Wielkiego Szlema w najbliższych latach chyba nikt nie wygra.