„On może być w czołowej piątce rankingu, a nawet więcej" – napisał we francuskim sportowym dzienniku „L'Equipe" znakomity przed laty szwedzki gracz, a dziś komentator Mats Wilander.

Czytaj więcej

US Open. Porażka Igi Świątek

„On będzie numerem jeden na świecie w ciągu maksimum trzech lat" – dodał dwukrotny zwycięzca turniejów wielkoszlemowych, Rosjanin Jewgienij Kafielnikow.

„Mój Boże, co za gość”

- wykrzyknął inny były gwiazdor, Amerykanin John McEnroe, w telewizji ESPN

Publiczność w Nowym Jorku w pojedynku Alcaraza ze Stefanosem Tsitsipasem była murem za Hiszpanem, bo grał znakomicie, a oprócz tego Grek miał pod górkę, bo nie spodobały się jego długie przerwy toaletowe. Ale to tylko okoliczność dodatkowa: najważniejszy jest tenis Alcaraza, który zachwyca wszystkich. W kolejnym meczu w pięciu setach wygrał on z Niemcem Peterem Gojowczykiem i o ćwierćfinał zagra z Kanadyjczykiem Felixem Augerem – Aliassime'em. Na razie Alcaraz jest w rankingu ATP na miejscu 55., ale to już zapewne długo nie potrwa.

Trenerem Hiszpana jest jego rodak, niegdyś lider rankingu ATP i triumfator Roland Garros, Juan Carlos Ferrero. Trudno o większy kontrast między tym, jak grał on i jak gra teraz jego podopieczny. Ferrero męczył rywali, a Alcaraz wbija ich z ziemię.

Warto patrzeć, czy te wszystkie zachwyty znajdą uzasadnienie już w Nowym Jorku w dalszej fazie turnieju, czy też będziemy musieli poczekać na to, by Alcaraz poszedł drogą, którą dziś dobiega już chyba do mety jego wielki rodak Rafael Nadal.