Radwańska w poniedziałek wzięła udział w Warszawie w spotkaniu promocyjnym firmy Rado. Ubrana na galowo, w nowej fryzurze, na nogach miała szpilki. 

– Pewnie część z państwa dziwi się, że założyłam te szpilki. Nie ma znaczenia co mam na stopie. Czy taką szpilę, czy but do grania, czy klapek. Tak samo mnie boli. To jest irytujące. Człowiek ma wokół siebie najlepszych lekarzy, ale organizm mówi stop – opowiadała dziennikarzom w kuluarach 29-letnia zawodniczka. - Teraz boli prawa stopa, wcześniej była lewa. Mam problem z pochewkami w trzecim i czwartym palcu. Stopa jest tak zmiażdżona bieganiem, hamowaniem, że tam już mało co pracuje jak trzeba. Wszystko puchnie, nagle robi się stan zapalny. Czasami potrafię się obudzić ze skurczami w nocy. Strasznie boli. Żadne zastrzyki nie pomagają, ani z kortyzolu ani z osocza. Nic nie pomaga – dodawała zrezygnowana.

– Pewnie część z państwa dziwi się, że założyłam te szpilki. Nie ma znaczenia co mam na stopie. Czy taką szpilę, czy but do grania, czy klapek. Tak samo mnie boli. To jest irytujące. Człowiek ma wokół siebie najlepszych lekarzy, ale organizm mówi stop – opowiadała dziennikarzom w kuluarach 29-letnia zawodniczka. - Teraz boli prawa stopa, wcześniej była lewa. Mam problem z pochewkami w trzecim i czwartym palcu. Stopa jest tak zmiażdżona bieganiem, hamowaniem, że tam już mało co pracuje jak trzeba. Wszystko puchnie, nagle robi się stan zapalny. Czasami potrafię się obudzić ze skurczami w nocy. Strasznie boli. Żadne zastrzyki nie pomagają, ani z kortyzolu ani z osocza. Nic nie pomaga – dodawała zrezygnowana.

Tenisistka twierdzi, że potrzebna jest operacja. Zabieg już nie wystarczy. Ale do  tego dochodzą niestety także inne problemy ze zdrowiem. - Permanentne zmęczenie. Układ nerwowy mam rozszarpany do ostatniego włoska. Grałam w tym roku 14 turniejów, ale czuję się jakbym zagrała 34 – mówi Rawańska.

 Już wcześniej pojawiały się sygnały, że z uwagi na te wszystkie nieszczęścia finalistka Wimbledonu z 2012 roku, dwukrotna półfinalistka Australian Open (2014, 2016), kiedyś numer 2 w rankingu WTA może zamrozić ranking. Może też zakończyć karierę. Od kilku miesięcy Radwańska wspólnie ze sztabem trenerskim, wieloletnim szkoleniowcem Tomaszem Wiktorowskim, z byłym sparingpartnerem, trenerem a od ubiegłego roku mężem Dawidem Celtem niemal codziennie dyskutują o tym. – Ale ostateczną decyzję podejmę sama – twierdzi stanowczo.

Daje sobie na to czas do końca listopada. Rozpatrywane zamrożenie rankingu (mają do tego prawo zawodniczki długotrwale kontuzjowane) nie jest wyjściem idealnym. Obecnie znajduje się na 74. miejscu w klasyfikacji WTA. Kiedy wróci do zdrowia i do gry np. na turniej w Wimbledonie latem przyszłego roku, ta pozycja da jej możliwość startu w turnieju głównym, czyli bez rozstawienia. Nic więcej.

Wcześniej wypadałoby też sprawdzić się w turniejach niższej rangi, a to może oznaczać występy w eliminacjach. - Przez tyle lat byłam w czołówce. Albo gram na tym poziomie, albo nie gram w ogóle. Pytanie, czy jestem w stanie zagrać na tym poziomie po kilku miesiącach przerwy? Jestem realistką. Nie będę żyć w różowych okularach na nosie i wmawiać sobie, że nagle wskoczę do pierwszej dziesiątki po pół roku grania. Rywalki są młodsze i silniejsze. Trzeba być gotowym na 100 procent – mówi Radwańska.

Ostatni mecz krakowianka rozegrała w połowie września w Seulu z Rumunką Iriną Camelią Begu. Przegrała 4:6, 3:6 w drugiej rundzie, w pierwszej pokonała Amerykankę Bethanie Mattek-Sands. Od tego czasu nie miała rakiety w ręku, nie trenowała, rehabilituje się. Ale przyznaje, że postępów wciąż nie widać. 

Agnieszka Radwańska wygląda na nieco bezsilną, choć jeszcze nie do końca zrezygnowaną wobec problemów ze zdrowiem, z którymi przyszło jej się zmierzyć.