Trzy godziny przed meczem Agnieszka trenowała krótko z siostrą. Na lewej nodze zobaczyliśmy opatrunek.

– To efekt dużej liczby meczów, jakie Isia grała ostatnio. Ona nie jest tak silna, żeby wytrzymać takie obciążenia. Naciągnęła przywodziciel przy kolanie. Podczas meczu z Kuzniecową tego nie czuła, we krwi krążyła adrenalina, ale kilkanaście minut później ledwie weszła po schodach do szatni. Lekarze zamrożą jej nogę, na pewien czas ból zniknie, ale nie jestem optymistą – mówił Robert Piotr Radwański.

Tylko pierwsze gemy nie potwierdzały tej prognozy. Polka, choć oklejona plastrami, prowadziła 1: 0, Wimbledonowi spodobały się jej precyzyjne strzały. Za chwilę widzowie na korcie centralnym zobaczyli jednak, że Serena Williams umie więcej, niż tylko mocno uderzać piłkę. Wygrała swoje podanie, przełamała serwis Polki.

Czwarty gem przyniósł odrobinę nadziei kibicom Agnieszki Radwańskiej, na tablicy pojawił się remis 2: 2, ale z młodszą córką Richarda Williamsa łatwo stracić z trudem wypracowane zyski.

Gdy tenisistka z Krakowa zdobyła trzeciego gema, w odpowiedzi zobaczyła cztery asy serwisowe. Jedyna pociecha, raczej słaba, polegała na tym, że Agnieszka wygrywała piłki ładnie, brawa dostawała zasłużone. Także potem publiczność grzecznie wspierała ją w nierównej walce. Gem za gemem było podobnie: na jedną, góra dwie zwycięskie piłki Polki przypadały cztery ciosy nie do obrony. Komputer policzył 11 asów Amerykanki, zegar pokazał 51 minut gry.

Polskie pożegnanie z Wimbledonem było masowe, we wtorek odpadła także cała trójka juniorska: Sandra Zaniewska, Katarzyna Piter (zostały im jeszcze deble) i Jerzy Janowicz.

W innych meczach było bardziej ciekawie. Powiedzieć, że Tamarine Tanasugarn była dzielna, to mało. Wszystkie zakompleksione dziewczyny świata mogą brać wzór z Tajki, której daleko do figury modelki, ale duch przezwyciężał materię i biegała do piłek nie do dogonienia.

Czasem odbijała, czasem nie, nagroda za dzielność była umiarkowana, Venus Williams przecież wygrała, lecz jak ktoś gra turniej życia w wieku 31 lat, to trzeba go chwalić.

Na razie największą niespodzianką jest Jie Zheng, która ma sposób na większe i silniejsze. Z Nicole Vaidisovą poradziła sobie po chińsku: cierpliwością.

Jelena Dementiewa mogła wygrać z Nadią Pietrową w godzinę, ale przy stanie 6: 1, 5: 2 nie wykorzystała swego serwisu. W tie-breaku miała dwie piłki meczowe i dalej nic. Trzeci set i znów dwie piłki meczowe przy stanie 5: 3, tym razem wreszcie się udało. Ze starszą z sióstr Williams taka rozrzutność nie przejdzie.

Dziś dzień ćwierćfinałów mężczyzn. Wydarzenia poprzednich dni na razie nie zmieniają opinii, że najbliżej jest do trzeciego finału Federer – Nadal. Nie przekonują zwycięstwa Marata Safina ani sukcesy weteranów Arnauda Clementa i Rainera Schuettlera. Tylko Brytyjczycy widzą Andrew Murraya w półfinale, a może i wyżej.

Sam Szkot też się tam widzi. – Mogę pokonać Nadala, trzeba zrobić to jak Jo-Wilfried Tsonga w Australii – twierdzi. Oblepione widzami na kocykach wzgórze wimbledońskiego parku Aorangi, które przed laty nazywało się Henman Hill, dziś nosi dumną nazwę Murray Field – tak jak największy stadion w Edynburgu. Jedynie zamiast rugbystów widać wielki ekran i słychać odbicia piłek.

Kobiety

1/4 finału: J. Dementiewa (Rosja, 5) - N. Pietrowa (Rosja, 21) 6:1, 6:7 (6-8), 6:3; S. Williams (USA, 6) - A. Radwańska (Polska, 14) 6:4, 6:0; V. Williams (USA, 7) - T. Tanasugarn (Tajlandia) 6:4, 6:3; Jie Zheng (Chiny) - N. Vaidisova (Czechy, 18) 6:2, 5:7, 6:1.

Pary 1/2 finału: S. Williams - Zheng; Dementiewa - V. Williams.

Mężczyźni

Dziś grają - 1/4 finału: R. Federer (Szwajcaria, 1) – M. Ancić (Chorwacja); M. Safin (Rosja) – F. Lopez (Hiszpania, 31); A. Clement (Francja) – R. Schuettler (Niemcy); A. Murray (W. Brytania, 12) – R. Nadal (Hiszpania, 2).

Juniorki

II runda: T. Calderwood (Australia) - K. Piter (Polska, 16) 6:3, 6:1; K. Mladenovic (Francja) - S. Zaniewska (Polska) 7:6 (7-3), 6:2. Debel - I runda: K. Piter, R. Tabakova (Polska, Słowacja) - C. Chala, N. Lertcheewakarn (Francja, Tajlandia, 7) 7:5, 6:1.

Juniorzy

II runda: Ze Zhang (Chiny) - J. Janowicz (Polska, 4) 4:6, 6:4, 6:3.

Z tak grającą Sereną Williams nikt nie wygrałby dziś seta. Porażka była dość dotkliwa, bo zbiegła się ze słabszą formą mojej córki.

To był jej 11. mecz w ciągu dwóch tygodni, nie miała już siły biegać. Słabo też serwowała, czasem nie mam już ochoty jej powtarzać, że musi serwować mocniej. Jest zgłoszona do turnieju w Budapeszcie, który zaczyna się 7 lipca, ale tam nie pojedziemy, musi odpocząć. Kolejnym turniejem będzie Sztokholm od 28 lipca, gdzie broni tytułu. Potem jedziemy na igrzyska do Pekinu. Tegoroczny Wimbledon oceniam jednak dobrze. I Agnieszka, i Urszula osiągnęły tyle, że mogę być zadowolony.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora

k.rawa@rp.pl