Grali 38. raz, wygrał Serb, lecz do wyrównania bilansu z wielkim rywalem jeszcze trochę mu brakuje, przegrywa ze Szwajcarem 18-20. Na ich mecze wciąż się czeka, niektóre przechodzą do kronik tenisa i ten finał będzie w rankingu emocji i urody dość wysoko.

Wiele akcji z obu stron zachwycało publiczność, widać było, że obu tenisistom bardzo zależy na wygranej, każdy dostrzegł, że starali się wyjątkowo. Kamery wychwyciły nawet chwile, gdy Novak nie mógł utrzymać w drżącej ręce butelki z wodą.

– Jesteśmy tylko ludźmi – mówił zwycięzca, gdy wypominano mu momenty kryzysu, zwłaszcza w środku drugiego seta i w tie-breaku, w którym nagle zawiódł go serwis.

– Czasami upadamy pod wpływem presji. Czasami ciało reaguje tak, że nie masz nad nim kontroli. To zupełnie normalne, nawet jeśli mamy w tej kwestii doświadczenie. Roger też to przechodził. W tym finale też popełniał błędy. To się zdarza, zwłaszcza na takim poziomie intensywności gry i przy takim zaangażowaniu, jak nasze – dodał Novak Djoković.

– Kluczem do sukcesu było właściwe kontrolowanie agresji uderzeń zza końcowej linii, próbowałem, lecz Novak zrobił wiele, by utrzymać przewagę przez większość spotkania. Myślę, że znalazł też więcej dodatkowego paliwa w końcu meczu. Trudno mi było wytrzymać ten nacisk. Ale muszę to powiedzieć: cieszyłem się naszą grą, było w niej wszystko co lubię – mówił pokonany.

Federera nazwano w Kaliforni „Królem pustyni", gdy wygrał turniej po raz czwarty, w 2012 roku (pierwszy był w 2004). Kto widział Indian Wells potwierdzi, że pustynia to nie żarty, wystarczy spojrzeć z górnych trybun kortów. Teraz trzeba ogłosić, że pustynnych królów jest dwóch, bo Djoković zwyciężył w znanym turnieju także po raz czwarty.

Inne statystyczne skutki sukcesu lidera rankingu światowego to 21. tytuł w turniejach rangi ATP World Tour Masters 1000 i ładne, okrągłe zwycięstwo nr 50 w cyklu ATP (jest 12 tenisistą, który to osiągnął). Można też doliczyć nieco ponad 900 tys. dolarów, jakie dostał za swą efektowną pracę.

W Miami, gdzie od środy zaczyna się kolejny turniej z cyklu ATP Masters 1000, rewanżu na pewno nie będzie. Novak na Florydę pojedzie (także broni tam tytułu), Roger nie. Z pierwszej dziesiątki świata zabraknie jeszcze Marina Cilicia, pozostali – obecni.

Deblowy finał zakończył się zwycięstwem Vaska Pospisila i Jacka Socka. Włosi Simone Bolelli i Fabio Fognini stawiali się mocno, ale przegrali w decydującym tie-breaku. Kanadyjczyk i Amerykanin od chwili połączenia sił niespełna rok temu w Wimbledonie i zwycięstwa wielkoszlemowego w debiucie wygrali czwarty turniej, ale pierwszy z serii ATP Masters 1000.

Po drodze wygrali z braćmi Bryanami i deblem polsko-serbskim Marcin Matkowski i Nenad Zimonjić. – Mamy nadzieje na więcej, bo to wspaniałe uczucie – mówił Pospisil. Kanadyjczyk ma niespełna 25 lat, jego amerykański kolega niespełna 23 – stara deblowa gwardia chyba powinna zacząć się bać.

> Indian Wells. Turniej ATP (5,381 mln dol., ATP Masters 1000). Finał: N. Djoković (Serbia, 1) – R. Federer (Szwajcaria, 2) 6:3, 6:7 (5-7), 6:2.
Finał debla: V. Pospisil, J. Sock (Kanada, USA, 8) – S. Bolelli, F. Fognini (Włochy) 6:4, 6:7 (3-7), 10-7.