Według brytyjskiej gazety Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) kary nałożyła już w sierpniu, ale nie podała ich do publicznej wiadomości. Sędziowie są podejrzani o manipulowanie wynikami w turniejach rangi ITF Futures (trzecia liga imprez zawodowych).

Wśród nich jest Kazach Kirył Parfienow, zdyskwalifikowany dożywotnio w lutym 2015 roku, i Chorwat Denis Pitner, zawieszony w sierpniu na 12 miesięcy. Pierwszy wpadł, bo kontaktował się z innym arbitrem w sprawie oszustwa przez Facebooka, drugi – gdyż regularnie logował się na stronie bukmachera i typował wyniki.

Na czym polegał udział sędziów w nielegalnych zakładach? W zamian za łapówki mieli specjalnie opóźniać (maksymalnie o minutę) wprowadzenie do systemu „live-score" rezultatów meczów, dając tym samym osobom obecnym na trybunach czas na reakcję i poprawne obstawienie zwycięzcy punktu, gema czy całego spotkania. Robili to ręcznie za pomocą tabletów.

Zdaniem „Guardiana" oszustwa ułatwiła lukratywna, warta 70 mln dolarów, umowa z firmą Sportradar, dostarczającą wyniki na żywo nawet z turniejów niższej rangi – zwykle nietransmitowanych, więc trudniejszych w wykryciu manipulacji. Podpisano ją w 2012 roku na pięć lat.

– To głęboko niepokojące – przyznaje Richard Ings, były sędzia, a potem wiceprezes ATP odpowiedzialny za przepisy. – Przez 15 lat mojej pracy w tym środowisku zdarzały się drobne wykroczenia, ale nigdy nie dotyczyły one hazardu. Nie dziwi mnie natomiast, że pokusie ulegają już nie tylko zawodnicy.

W styczniu stacja BBC i portal Buzzfeed ujawniły, że 16 zawodników zajmujących w ostatniej dekadzie miejsca w czołowej pięćdziesiątce rankingu jest podejrzanych o współpracę z bukmacherskimi mafiami.

Sam Novak Djoković potwierdza, że w 2006 roku jego sztabowi szkoleniowemu proponowano 200 tysięcy dolarów za porażkę w pierwszej rundzie turnieju w Sankt Petersburgu.