Najlepszy polski tenisista w niedzielę odniósł zwycięstwo w Genui. W finale pokonał Hiszpana Nicolasa Almagro 7:6, 6:4, wcześniej wygrywając z solidnymi zawodnikami z Włoch i Argentyny Lorenzo Sonego i Gianluką Magerem oraz Horacio Zeballosem i Carlosem Berlocq.

To znaczący sukces Janowicza. Ostatni raz w challengerze łodzianin zwyciężył w 2012 roku – w Poznaniu. Wtedy był zawodnikiem, dla którego turniej tej rangi był trampoliną do wielkiej kariery. Wkrótce wspiął się wyżej i ruszył na podbój cyklu ATP. W tym samym roku doszedł do finału w paryskiej Bercy, później był półfinał Wimbledonu, 14. miejsce w rankingu ATP i pomniejsze sukcesy, ale to melodia przeszłości.

25-letni zawodnik z różnych powodów, głównie przez kontuzje, spadł do trzeciej setki rankingu ATP.

Teraz historia się powtarza. Janowicz przez challengery próbuje wrócić do światowej czołówki. To znana i sprawdzona metoda. Tą droga wracał do elity Almagro, a wcześniej także Francuz Benoit Paire. Janowicz za rok zamierza być w pierwszej 30. Po zwycięstwie w Genui przesunął się z 247. na 166. miejsce.

Teraz chce zdobyć punkty w Szczecinie, turnieju, dla którego zrezygnował z udziału w meczu Pucharu Davisa z Niemcami. Zagra we wtorek wieczorem. Chciał w środę, bo w poniedziałek przez kilka godzin wracał z Włoch. Organizatorzy byli za, ale supervisor turnieju nie zgodził się na zmianę terminu.

Basilaszwili ma 22 lata, w tym roku doszedł do finału turnieju ATP 250 w Kitzbuhel (przegrał z Paolo Lorenzim). Dziś sklasyfikowany jest na 109. pozycji.

Z nr. 1 w Szczecinie zagra Hiszpan Marcel Granollers (45. ATP), a z dwójką jego rodak Inigo Cervantes (76.). Miał przyjechać – tak jak w ubiegłym roku – Almagro, ale w ostatniej chwili się wycofał.