Zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata tuż przed igrzyskami dodaje skrzydeł?

Raczej pozwala się rozluźnić. Nie przejmuję się presją zewnętrzną, wystarczy mi moja własna. Psychicznie jestem mocna, jak na psychologa z wykształcenia przystało. Ale wiem, że najgorzej leczyć samego siebie, dlatego pracuję z psychologiem. Czasem koledzy z kadry zagadują, chcą się poradzić. Dzięki studiom wiem, jak im pomóc, coś podpowiem. Wiem też, czego nie mówić.

Czytaj więcej

Puchar Świata w Titisee-Neustadt. Powtórka z Geigera

Jest pani kandydatką do medalu w Pekinie?

Poziom szesnastu najlepszych na świecie jest bardzo wyrównany. Mieścimy się w sekundzie, każdą stać na medal. Kibice mogli zobaczyć w telewizji, jak brązowa medalistka z Pjongczangu Theresia Hofmeister po porażce ze mną ze zdenerwowania rzuca deską.

Przygotowania do sezonu skomplikowała pani kontuzja. Co się stało?

Naderwałam mięsień brzuchaty łydki. Bolało, jakby ktoś wbijał w nogę nóż. Stanęłam na desce dopiero w listopadzie. Uraz sprawił, że nie zdążyłam popracować nad wyeliminowaniem błędów i choć podczas treningów jeździłam dobrze, to na zawodach przeszkadzał stres. Dopiero w Simonhole pojechałam czysto, instynktownie.

Jakie znaczenie ma przygotowanie deski?

Są one przygotowywane ręcznie, na zamówienie. Istotne są waga, wzrost zawodnika czy kąty wiązań. Deska może być twarda lub miękka, różnią je też promienie skrętu. Produkcja trwa nawet miesiąc, moje zamówiłam w marcu, a dostałam dopiero w sierpniu. Są z Niemiec, ale większość pochodzi ze Szwajcarii. Rok temu złamałam deskę tydzień przed rozpoczęciem sezonu i musiałam korzystać ze starych albo pożyczonych. Nie leżały mi, przeżyłam dużo stresu. Te obecne są znacznie lepsze. Deski można dobierać do ułożenia trasy, więc na igrzyska w Pekinie zabiorę dwie różne.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

To duża inwestycja?

Każda kosztuje ok. tysiąca euro. Drugie tyle musimy wydać na aluminiową płytę, którą montujemy na desce. Pracuje ona w płaszczyznach góra–dół oraz przód–tył. Taka płyta pozwala lepiej dociążyć deskę i sprawia, że lepiej łapie krawędź. Dopiero na nią nakładamy wiązania, a to kolejne 200–300 euro. Buty kosztują 1000. Sprzęt się zużywa, co sezon muszę kupić cztery komplety. Część sprzętu i wyjazdy, zapewnia kadra. Mam też stypendium i jestem zawodowym żołnierzem.

Kiedy zaczęła pani treningi?

Gdy miałam siedem lat i rodzice zabrali mnie na narty do Austrii. Chciałam być jak starszy brat, więc rodzice wypożyczyli mi deskę. Od razu się zakochałam! Zaczęłam wygrywać zawody szkolne, zapisałam się do klubu. Nie pytałam nawet o zgodę rodziców, tylko dzień później oznajmiłam mamie, że chcę jechać na trening.

Dziś trenuje pani za granicą?

Głównie we Włoszech, Austrii, Szwajcarii. Jesteśmy tydzień w Polsce i tydzień za granicą, od sierpnia do grudnia, ale przygotowania zaczynamy już w kwietniu. Nasz sport wymaga dobrego przygotowania fizycznego. Przejazd trwa minutę, pędzimy 70 km/h, przeciążenia są ogromne. Potrzebujemy wytrzymałości i silnych nóg. Trening latem ma też zapobiegać kontuzjom. Narty się przecież wypinają, a deska nie.

Czytaj więcej

Puchar Świata w biatlonie. Polki biegną coraz szybciej

Wspomnienia z próby przedolimpijskiej ma pani bardzo dobre...

Byłam czwarta, stok bardzo mi się spodobał. Miałam za to problem z jedzeniem, żyłam na chińskich zupkach i KFC.Teraz na pewno będzie lepiej, choć na wszelki wypadek zabiorę ze sobą owsiankę i batony białkowe. Wybieram się jednak do Pekinu z optymizmem. Będę walczyć, lecę po swoje marzenia.