Czwartkowa decyzja Komitetu Wykonawczego WADA zbulwersowała wiele środowisk sportowych. Opinie są niemal jednobrzmiące – to cios w sens rywalizacji, obniżenie wiarygodności głównej instytucji walczącej z dopingiem, kolejne zwycięstwo pieniędzy nad czystością sportu.

Podstawą do wznowienia działalności RUSADA nie stało się wypełnienie ustalonych wcześniej warunków, zwłaszcza uznania przez Rosję ustaleń raportu McLarena w sprawie państwowego wspomagania dopingu oraz bezwarunkowego dostępu do danych i próbek w laboratorium dopingowym w Moskwie.

Działacze WADA zgodzili się na słowa o indywidualnej odpowiedzialności „pewnych osób" i warunkowy dostęp do tajemnic laboratorium w nowych, bardziej odległych terminach.

Wśród głośnych krytyków łatwego odpuszczania Rosji dopingowych win znalazł się szef WADA w latach 2003 –2016 David Howman.

– Działacze WADA podjęli decyzję o odejściu od starannie przygotowanej mapy drogowej relacji z Rosją z powodów wyłącznie pragmatycznych. WADA przestała być organizacją, która dba o czystość sportu. Teraz dba o federacje sportowe, które chcą organizować imprezy w Rosji. Chodzi o pieniądze, nie zasady – stwierdził Howman dziś kierujący Athletic Integrity Unit (AIU), powołaną przez IAAF organizacją do walki z dopingiem i korupcją w lekkoatletyce. Może mieć rację: chwilę po decyzji WADA ogłoszono, że Kazań zgłosił się do organizacji igrzysk europejskich w 2023 roku.

Decyzja WADA nie spodobała się także Sebastianowi Coe, szefowi IAAF, który stwierdził, że Rosja wciąż musi wypełnić dwa warunki, by wrócić do rywalizacji na wielkich stadionach lekkoatletycznych.

– Przywrócenie RUSADA to dla nas tylko pierwszy krok. Pozostałe są takie, że rosyjskie władze muszą potwierdzić ustalenia komisji McLarena i Schmida oraz zapewnić nam dostęp do danych z testów próbek w moskiewskim laboratorium w latach 2011–2015, aby AIU mogła ustalić, czy trzeba w tej sprawie kontynuować śledztwo. Trzymanie się własnych kryteriów dobrze służyło lekkoatletyce, więc będziemy nadal polegać na naszej mapie drogowej wobec rosyjskiej federacji – powiedział szef IAAF.

„Decyzja WADA to krok wstecz, zaciemnia sposób egzekwowania przepisów akceptowanych przez cały ruch sportowy w czasach, gdy światu bardzo potrzebne jest przestrzeganie zasad" – czytamy w oświadczeniu przewodniczącego Europejskiej Federacji Lekkoatletycznej Sveina Arne Hansena.

Inaki Gomez, szef komisji zawodniczej IAAF, dodał na Twitterze: – Przywrócenie RUSADA, biorąc pod uwagę złagodzenie żądań wobec Rosji, zmniejszy reputację WADA i zdyskredytuje sport.

Jim Walden, prawnik ukrywającego się w USA byłego szefa laboratorium moskiewskiego Grigorija Rodczenowa, stwierdził, iż: – Decyzja WADA jest największą zdradą wobec czystych sportowców w historii olimpizmu. Stany Zjednoczone marnują swoje pieniądze, finansując WADA, która jest w oczywisty sposób bezsilna...

Podobną opinie wyraził Travis Trygart, szef U.S. Antidoping Agency, który nazwał powrót działania RUSADA „niszczącym ciosem" w czystych sportowców. Głośną krytykę wystosowali także świetna biegaczka Paula Radcliffe, szefowa Kanadyjskiego Komitetu Olimpijskiego Tricia Smith, dyrektor australijskiej agencji antydopingowej David Sharpe oraz wiele innych osób i organizacji.

W ich słowach dominuje przekonanie, że kompromis WADA z rosyjskimi działaczami przyniesie więcej złego niż dobrego, gdy widać, że można mierzyć dopingowe winy różną miarą.

Powody tej uległości nie są jasne, ale wskazówki widać: WADA, choć z założenia niezależna, korzysta z finansów MKOl oraz budżetów państwowych. Same raporty McLarena i Schmida kosztowały 3,9 mln dol. przy budżecie rocznym organizacji 29,7 mln dol. (w 2017 roku). Byt organizacji nie jest zapewniony na lata.

Trzeba też pamiętać, że 12-osobowy Komitet Wykonawczy WADA składa się w połowie z reprezentantów MKOl. Działacze olimpijscy, mając ostatnimi laty kłopoty z liczbą ofert, pamiętają, że Rosja w zamian za kompromis może zgłosić St. Petersburg do przeprowadzenia igrzysk letnich w 2032 roku.