Każdy junior wie, że jeśli ktoś chce kupić lub sprzedać mecz, to nie kontaktuje się z rezerwowymi, tylko tymi, którzy są najważniejsi w swoich drużynach. A R. kimś takim był i jeśli są podejrzenia, że Lech grał nieuczciwie, trzeba rozmawiać właśnie z nim.

Prokuratura zatrzymywała do tej pory na ogół płotki, których inicjały były trudne do rozszyfrowania. Kurierów, a nie bossów. Owszem "Fryzjer" pociągał za sznurki, współpracował z działaczami, trenerami i sędziami, ale i tak wszystko zależało od piłkarzy. Ostatecznie to oni mogli strzelić bramkę, powstrzymać się od tego, wbić sobie gola samobójczego, bo i to się zdarzało.

Nawet najbardziej doświadczony sędzia miał ograniczony wpływ na wynik, a jeśli już podjął bulwersującą decyzję, mógł to być numer na raz.

Opowiadał mi bardzo znany piłkarz, jak musiał w meczu ligowym pilnować nie przeciwników, tylko jeszcze bardziej znanego partnera z drużyny, który w pojedynkę sprzedał mecz, a koledzy zorientowali się szybciej niż prokuratura.

Prezes PZPN Grzegorz Lato podkreśla, że w życiu nie grał w sprzedanym meczu, bo od Stali Mielec w jego czasach nie opłacało się kupować, ponieważ chętny musiałby zapłacić Lacie, Kasperczakowi Kukli, Szarmachowi i paru innym. To się nikomu nie opłacało, tym bardziej że Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego płaciła oficjalnie i dużo lepiej. Być może w Lechu wystarczyło porozmawiać z R.

Odnoszę wrażenie, że po trzech latach śledztwa prokuratura ma już tyle wiedzy, że mogłaby zamknąć pół piłkarskiej Polski. Nie robi tego dlatego, że niektórzy podejrzani o znanych nazwiskach zdecydowali się mówić, inni są świadkami koronnymi, a jeszcze inni współpracują na różne sposoby. Tylko ci, którzy tego nie robią, jak zapewne Piotr R., żyją w strachu.

Kibice i dziennikarze mają inny problem: jak odróżnić gole R. zdobyte uczciwie od tych nieuczciwych. A strzelił ich w polskiej lidze 108.

[ramka]Skomentuj [link=http://blog.rp.pl/blog/2009/02/02/stefan-szczeplek-zamknac-pol-polski/]na blogu[/link][/ramka]