81 tysięcy widzów na stadionie Signal Iduna Park, dwie bramki i wiele pięknych akcji - mecz Borussii z Schalke, tzw. Revierderby, dostarczył widzom wiele emocji. Jak niemal zawsze od roku 1925.

Schalke było kiedyś „polskie", a Borussia jest dziś. W pierwszej jedenastce wybiegło trzech reprezentantów Polski. O ile Łukasz Piszczek i Robert Lewandowski mają pewne miejsca w składzie, to obecność Jakuba Błaszczykowskiego była miłym zaskoczeniem. Kuba grał na prawej pomocy. Z tyłu, po tej samej stronie, miał Piszczka. Ponieważ do drużyny powrócił Lucas Barrios, Lewandowski zagrał na pozycji cofniętego napastnika. Woli grać bliżej bramki, ale wczoraj to nie miało znaczenia.

Już w jednej z pierwszych akcji obrońcy Schalke musieli faulem przed polem karnym przerwać dynamiczną akcję Lewandowskiego. Tak było jeszcze nie raz. Od początku bardzo aktywny był też Błaszczykowski. Zmieniał pozycję z lewym pomocnikiem Mario Goetze, cofał się pod bramkę, odbierał wiele razy piłkę, a kiedy trener Juergen Klopp w 89. minucie zdejmował go z boiska, kibice urządzili Polakowi owację na stojąco. Gdy spiker wymienia przed meczem skład Borussii i zapowiada nr 16: Jakub..., kibice odpowiadają: Kuuuba!

Pierwszy gol dla Borussii padł po faulu na Błaszczykowskim, w odległości około 30 metrów od bramki. Z prawej strony boiska dośrodkował obrońca Marcel Schmelzer, najwyżej i w odpowiednim momencie wyskoczył Lewandowski i głową zdobył prowadzenie dla gospodarzy. Ich przewaga ani przez chwilę nie podlegała dyskusji. Atak Schalke, złożony z wybitnych graczy - legendy Realu Madryt Raula i bardzo skutecznego Holendra Klaasa-Jana Huntelaara (12 goli w tym sezonie) praktycznie nie istniał. Żaden z nich nie strzelił nawet na bramkę. Obydwaj byli bardzo dobrze pilnowani przez środkowych obrońców Matsa Hummelsa i Felipe Santanę. Bramkarz Borussii Roman Weidenfeller wyłapywał piłkę tylko po dośrodkowaniach. Pierwszy groźny strzał goście oddali dopiero przed gwizdkiem kończącym mecz.

Na tle dwójki napastników Schalke (i Lucasa Barriosa, który w poprzednim sezonie spędzał mu sen z powiek) Lewandowski wypadł znakomicie. Był niewątpliwie jednym z najlepszych zawodników na boisku, a o jego coraz mocniejszej pozycji świadczy i to, że szalik Borussii z jego nazwiskiem (kosztuje prawie 20 euro) można teraz kupić już nie tylko na prywatnych straganach przed stadionem, ale i w sklepie klubowym. Kiedy piłkarze dziękowali sobie za grę, Raul podszedł właśnie do młodszego o 11 lat Polaka, klepiąc po z uznaniem po plecach. - Cieszę się ze zwycięstwa, bo w derbach ma ono szczególne znaczenie - powiedział Lewandowski w rozmowie z „Rz". - Ale byłbym znacznie bardziej zadowolony, gdybym strzelił drugą bramkę w 90. minucie.

Tę akcję rozpoczął Łukasz Piszczek, grający jak zwykle na równym, wysokim poziomie i mający podobnie jak Lewandowski wyjątkowo mocną pozycję. Pociągnął w swoim stylu, jak napastnik, dośrodkował na pole karne, Lewandowski kopnął lecącą w powietrzu piłkę, ale znakomicie obronił Lars Unnerstall. Po tym zwycięstwie Borussia awansowała na pierwsze miejsce w Bundeslidze i czekała na wynik niedzielnego spotkania Bayernu w Moguncji.

Mecz w Dortmundzie przebiegał w spokojnej atmosferze. Kilka tysięcy kibiców Schalke tonęło w żółto-czarnej fali kibiców Borussii, wśród których kobiety (także te w wieku balzakowskim) nikogo nie dziwią. Setki policjantów (policjantek) nie miało wiele pracy. Tylko stali pod stadionem, na stacjach kolejki i patrzyli. To wystarczyło. Kiedy grupka z Gelsenkirchen odpaliła na trybunie race, a spiker zwrócił się do nich z prośbą, by przestali, od razu się posłuchali. Nikt też nikogo nie bił, nie oddzielał kibiców Borussii od Schalke i nie kazał czekać przyjezdnym godzinę na trybunie, by ich potem odstawić w policyjnej eskorcie na dworzec. Jedni i drudzy trochę pokrzyczeli, ale „Scheise 04" skandowane przez Sud Tribune (największa w Europie, za bramką, wchodzi tam 26 tysięcy najbardziej zagorzałych kibiców Borussii) to był szczyt. Nie zdemolowano stadionu, ani miasta. Co to za derby.

Korespondencja z Dortmundu