Na podstawie tekstu z archiwum "Rzeczpospolitej":

Legenda Mont Ventoux

Kto wygrywa na Mont Ventoux, przechodzi do legendy kolarstwa, bo nie jest to zwyczajna góra. Nawet najwyższe szczyty w Alpach czy Pirenejach są przez kolarzy traktowane po prostu jako miejsca do przejechania. Inaczej z tą anomalią geograficzną Prowansji. Łysa, wysoka na 1909 n.p.m., kopuła wygasłego wulkanu, uznana przez UNESCO za rezerwat biosfery, odstrasza samym pustynnym wyglądem.

"Mont Ventoux to demon Zła, prawdziwy Moloch prześladujący kolarzy. Ona nigdy nie przebacza słabym, zawsze każe sobie płacić niesłuszną daninę cierpień" - tak charakteryzuje to miejsce Roland Barthes w przypowieści mitologicznej "Tour de France jako epopeja".

Sporo miejsca w legendzie tej góry zajmuje Brytyjczyk Tom Simpson, który nie zdołał na nią wjechać rowerem. Kolarski mistrz świata z 1965 roku złożył tu daninę śmierci dokładnie 13 lipca 1967 roku, na trzynastym etapie Tour de France. Osunął się z roweru na pięć kilometrów przed szczytem. Nie wytrzymał ogromnego upału i zmęczenia. W jego organizmie źle zadziałała kombinacja amfetaminy i alkoholu. W kieszeni koszulki znaleziono tubki z amfetaminą, autopsja potwierdziła zażycie tego zabronionego środka dopingowego. W trakcie etapu Simpson wstąpił do baru w Bedoin, 22 km przed szczytem, i ugasił pragnienie pastisem rozcieńczonym wodą. Zmarł o 17.40.

W 1955 roku w 35-stopniowym upale stracił tu przytomność Jean Mallejac. W 1970 r., w pełni rozwoju swojej kariery, osłabł na podjeździe sam Eddy Merckx. "Nie pokazujcie matkom synów, którzy wjechali na tę górę" - to jedno z powiedzeń tworzących legendę Mont Ventoux.