Rz: Zmieniło się pana życie ?po zdobyciu tytułu?

Marcin Możdżonek:

Codzienne życie zmieniło się niewiele, ale dzięki temu tytułowi przynajmniej częściowo czuję się spełnionym zawodnikiem. Czuję też radość i dumę, że ogromna praca, którą wykonałem, aby razem z drużyną odnieść sukces, miała sens. Dostałem wspaniałą nagrodę za całe sportowe życie, za niedogodności, dyskomfort, presję, rozłąkę z rodziną. W pewnym sensie czuję też ulgę, że to wszystko się opłaciło.

Popularność nie wzrosła?

Jestem dość charakterystycznym zawodnikiem i łatwo rzucam się w oczy. Ludzie bardzo często mnie zaczepiają, ale tak samo było przed turniejem. Teraz słyszę po prostu więcej ciepłych słów, dostaję bardzo dużo pozytywnych wiadomości i czuję więcej dobrej energii płynącej w moim kierunku. ?To zresztą dotyczy wszystkich zawodników z drużyny. Czujemy ogromne wsparcie ze strony kibiców.

Od zakończenia turnieju minęło niespełna dwa tygodnie. Zdążył pan odpocząć?

Nie bardzo. Czasu naprawdę wolnego mieliśmy bardzo mało. Po mistrzostwach było mnóstwo spotkań – z najważniejszymi osobami w państwie, różnymi osobistościami, w szkołach. Rodzinami na pewno się nie nacieszyliśmy. Przydałoby się więcej odpoczynku, ale nie narzekam. To też część naszej pracy. Jesteśmy przyzwyczajeni, że ze względu na przygotowania do sezonu ligowego właściwie nie mamy wakacji. Oczywiście w tym roku wszystko wyglądało inaczej, dlatego spodziewam się, że na początku ligi wszyscy będziemy mieli lekki dołek. Ale za kilka tygodni znów powinniśmy grać na naszym normalnym poziomie.

Miał pan już okazję obejrzeć wasze mecze? Może chociaż zwycięski finał?

Nie oglądałem żadnego. Myślę, że jeszcze na to za wcześnie. Nadal chcę przeżywać ten turniej, a oglądanie meczów w moim przypadku to nie jest dobry pomysł. Mam chorobę zawodową, oglądając mecze, bez przerwy analizuję, rozkładam na czynniki pierwsze, patrzę na statystyki, przyglądam się ustawieniom. Nie ma u mnie emocji, z jakimi grę śledzą kibice. Ale pewnie przyjdzie taki moment, że obejrzę jedno czy drugie spotkanie.

Jakie były kluczowe momenty w drodze po złoto?

Dzięki wygranym z Rosją i Brazylią uwierzyliśmy, że stać nas na wszystko

Mieliśmy kilka szczególnych chwil albo raczej meczów, które dały nam mnóstwo siły i ogromną pewność siebie. Na pewno takie były spotkania z Włochami, Iranem i Francją w drugiej rundzie. A później... Wiedzieliśmy, że po wylosowaniu „grupy śmierci" w trzeciej rundzie wiele osób nas skreśliło. Może także dlatego dzięki wygranym z Rosją i Brazylią uwierzyliśmy, że stać nas na wszystko.

Reprezentacyjne kariery zakończyło już kilku podstawowych zawodników zwycięskiej drużyny. Mamy powody do niepokoju?

To normalny proces. Coś się musi skończyć, aby coś innego mogło się zacząć. Na pewno w tym momencie jesteśmy poważnie osłabieni, ale nie zamartwiamy się. Wierzę, że wkrótce pojawią się następcy, którzy dadzą tej drużynie równie dużo, a może nawet więcej. Pamiętajmy, że ci, którzy teraz kończą z reprezentacją, też kiedyś musieli kogoś zastąpić. Na pewno przed trenerem ciężkie zadanie, jakim będzie zbudowanie drużyny na igrzyska olimpijskie. Mamy dwa lata, czyli i dużo, i mało. Wierzę, że trener zdoła wszystko poukładać i w Rio znów będziemy mieli silny zespół. Na igrzyskach w Londynie zagrało tylko czterech zawodników, którzy walczyli cztery lata wcześniej w Pekinie. W Rio tych z Londynu też będzie pewnie zaledwie kilku. Taka kolej rzeczy.

Przed nami start PlusLigi. ?Tak wielu aktualnych mistrzów świata jeszcze nie grało ?na naszych parkietach. Rośniemy w siłę?

Rzeczywiście, mistrzów świata będzie rekordowa liczba, ale wielu będzie też Niemców, którzy zdobyli brązowy medal. Nie mam wątpliwości, że prestiż naszej ligi ciągle rośnie, a Polska na siatkarskiej mapie staje się coraz ważniejsza. Z roku na rok podnosi się nie tylko poziom sportowy, ale też organizacyjny. Kibice dopisują. Powinniśmy się cieszyć, że mamy nie tylko reprezentację, która odnosi sukcesy, ale i silną ligę, z zespołami liczącymi się na arenie międzynarodowej.

Do pana i Pawła Zagumnego ?w Zaksie Kędzierzyn-Koźle dołączył Paweł Zatorski. Będziecie mocniejsi?

Wszystko wskazuje na to, że mamy mocniejszy zespół niż w poprzednim sezonie. Nie wypada nie powiedzieć, że mierzymy w najwyższe cele, ale na razie nasza gra jeszcze jest niewiadomą. Weryfikacja dopiero nastąpi. Za kilka tygodni zobaczymy, jak wszystko funkcjonuje u nas i jak wyglądają rywale. Na pewno nie chcielibyśmy znów wypaść poza podium. Czwarte miejsce słusznie jest najbardziej znienawidzone przez sportowców – jesteś niby blisko, a jednak tak daleko. Przeżywaliśmy to w poprzednim sezonie, więc teraz mamy dodatkową motywację.

Faworyt rozgrywek?

Nie jestem w stanie wskazać faworyta. Skra Bełchatów, Asseco Resovia, Jastrzębski Węgiel i my – to najsilniejsza czwórka na papierze. Wkrótce będziemy wiedzieć, czy to się potwierdzi.