World Series of Boxing (WSB) to zawodowa liga wymyślona przez działaczy olimpijskiego boksu jako antidotum na kryzys tej dyscypliny. Polacy walczą w niej już trzeci sezon. Dla najlepszej drużyny nagrodą jest 0,5 mln dol., ostatni zwycięzcy to Kubańczycy.

Zespołów jest 16, podzielonych na dwie grupy. Wśród nich Rafako Hussars Poland, czyli tak naprawdę reprezentanci naszego kraju wspomagani obcokrajowcami wybranymi w drafcie. Podobnie postępują najbogatsi: Kazachowie, Azerowie czy Włosi. Do swoich asów dobierają najlepszych, którzy są wolni na rynku. Przed tym sezonem draft miał miejsce na koreańskiej wyspie Jeju. Do Husarii trafili tam m.in. Niemiec Hamza Touba (49 kg) i Irlandczyk z Belfastu Steven Gerald Donnelly. Ten drugi wygrywa walkę za walką, jest mocnym punktem naszej drużyny, a Touba, Niemiec z marokańskim rodowodem, pokonał ostatnio w Wyszkowie asa Portorykańczyków Jeyviera Cintrona, ćwierćfinalistę igrzysk w Londynie.

Kuba nie płaci

Mecze składają się z pięciu pięciorundowych walk w kategoriach: 49 kg, 56 kg, 64 kg, 75 kg, 91 kg lub 52 kg, 60 kg, 69 kg, 81 kg i plus 91 kg. Polacy w tym sezonie pokonali u siebie Argentynę (5:0) i Portoryko (3:2), przegrali na wyjeździe z Portorykańczykami 2:3, Azerbejdżanem (0:5), USA (1:4) i Wenezuelą (2:3) oraz u siebie z niepokonanym do tej pory Kazachstanem 2:3 i Włochami 2:3. Zajmują przedostatnie siódme miejsce, mają 10 pkt, ale do Italii Thunder, która jest na czwartym miejscu, tracą tylko 3 pkt.

Pomysł powołania do życia zawodowej ligi w sierpniu 2008 roku zaprezentował prezydent Międzynarodowej Federacji Boksu Amatorskiego (AIBA) dr Ching Kuo Wu. Miały w niej brać udział drużyny z całego świata, mające w swych szeregach najlepszych pięściarzy walczących bez kasków i koszulek, na podstawie 10-punktowego systemu oceniania pojedynków. Mówiąc krótko, szef boksu olimpijskiego zaproponował rywalizację zawodową (takie punktowanie rund jak na ringach profesjonalnych) i przy tym dobrze płatną. Franczyza umożliwiająca udział w tym przedsięwzięciu była jednak bardzo kosztowna. Niektóre zespoły płaciły za nią po 700–800 tys. dol., inne dostawały zniżki, a Kuba, gdy w ubiegłym sezonie zdecydowała się na udział w zawodowej lidze, została zwolniona z wszelkich opłat. Amerykanie, którzy przecież do biednych nie należą, też nic nie płacą, gdyż właścicielem zespołu USA Knockouts jest nie kto inny, tylko sama WSB.

A Polacy? – To nasz trzeci sezon – mówi Jarosław Kołkowski, właściciel Rafako Hussars Poland, prawnik z zawodu. – W pierwszym zapłaciliśmy 300 tys. euro opłaty franczyzowej, później już negocjowaliśmy stawki, ale bez pomocy solidnego sponsora uczestnictwo w tych rozgrywkach byłoby niemożliwe. Teraz częściowo pomaga nam Polski Związek Bokserski (PZB), jako że większość zawodników naszej drużyny to reprezentanci kraju. PZB płaci więc za Zbigniewa Raubę, który jest trenerem kadry i WSB, oraz za niektóre zgrupowania.

– Pięściarze Husarii naprawdę nie mogą narzekać. Mieszkają w eleganckiej willi w Warszawie, trenują blisko miejsca zamieszkania na Torwarze. O wyżywienie, odżywki i sprzęt sportowy nie muszą się martwić. Niektórzy z nich mają jeszcze prywatnych sponsorów, a ci, którzy wygrywają walki w WSB, oprócz stałej pensji mogą liczyć na dodatkowe, spore premie – mówi menedżer drużyny Jacek Szelągowski.

Ale koszty utrzymania zespołu są bardzo duże, choć sezon trwa tylko kilka miesięcy. Kołkowski ocenia je na minimum 2 mln zł rocznie. Najwięcej pożerają dalekie podróże. Tylko w tym roku Husaria biła się w Portoryko, Azerbejdżanie, USA i Wenezueli. A przecież jeszcze poleci do Kazachstanu, Argentyny i Włoch. W Polsce będzie podejmować Baku Fires i Amerykanów.

Tomasz i Igor

Szanse na awans do ćwierćfinałów WSB są iluzoryczne, ale za to w rankingu indywidualnym, w gronie czterech pięściarzy, którzy do tej pory zebrali komplet punktów, jest dwóch Polaków: Tomasz Jabłoński (w kategorii 75 kg) oraz Igor Jakubowski (91 kg). Jabłoński jest w lepszej sytuacji, bo w jego wadze awans na igrzyska w Rio uzyska dwóch pięściarzy. Na razie on jest liderem z 20 pkt, a za nim ze stratą 5 pkt są Kubańczyk Arlen Lopez, Kazach Meirim Nursułtanow i Uzbek Hurszidbek Normatow (wszyscy po 15 pkt).

23-letni Jakubowski (20 pkt) też jest liderem w swojej kategorii, ale żeby zakwalifikować się na igrzyska, musi tę pozycję utrzymać do końca fazy grupowej, bo tu premiowany awansem jest tylko jeden zawodnik. A Polaka gonią asy – Kazach Wasilij Lewit i Kubańczyk Erislandy Savon, bratanek słynnego Felixa (obaj po 18 pkt). Teraz najważniejsze jest, by w najbliższą sobotę w meczu z Astana Arlans zajmującym pierwsze miejsce w naszej grupie Jakubowski poradził sobie z Lewitem, a Jabłoński z Nursułtanowem.

Ale WSB to tylko jedna z kilku dróg do Rio. Pozostają jeszcze tzw. turnieje ostatniej szansy czy mistrzostwa świata amatorów (w październiku w Katarze). Ale po raz pierwszy trzeba się będzie do nich zakwalifikować.

A co dalej z WSB? W kolejnych sezonach będzie więcej drużyn (20), mniej podróży, w składach zespołów pojawią się panie, tylko nie wiadomo, czy będą walczyć w kaskach czy bez nich. Polaków raczej w tych rozgrywkach nie zabraknie, choć Jarosław Kołkowski mówi, że miał już chwile zwątpienia. Ale jeśli choć jeden z pięściarzy Hussars pojedzie na igrzyska, to będzie najpiękniejsza nagroda.