Czytaj więcej:

Nieciecza jest małopolską wsią, przy której Kielce to metropolia. No bo jak się ma 750 dusz do 200 tysięcy scyzoryków. W Kielcach rozrywka goni rozrywkę, więc mecz ekstraklasy nie stanowi tam atrakcji. Na wsi to jednak znacznie ciekawsze od zabawy w remizie.

 

Tak sobie słabo żartuję, bo w zrujnowanej Polsce zacierają się podziały na miasto i wieś. Boisko miejskiego stadionu w Kielcach przypominało wiejską dziurawą podmokłą łąkę, z której tuż przed meczem zeszły krowy. W Niecieczy boisko prezentowało się jak na Wembley. A jeśli chodzi o rozrywki, to w Niecieczy jest kino w 5D, jakiego nie mają nie tylko Kielce ale i stolica. Wszystko zależy od ludzi, a nie miejsca zamieszkania.

 

Nieciecza jest pierwszą wsią w ekstraklasie i za to, co zrobiła należy jej się szacunek. Jak długo to potrwa? Mam obawy. Małe miejscowości nie mają czego szukać w wielkiej piłce. Kto jeszcze pamięta o Sokole Pniewy? Groclin sprzedał licencję Polonii a Amica ratowała się fuzją z Lechem. Świt Nowy Dwór wytrzymał tylko rok. Właśnie padł podwarszawski Dolcan, który jeszcze niedawno miał szanse awansu do ekstraklasy i wydawał się wzorem na to jak nie trwonić pieniędzy.  Oby Nieciecza broniła się przed wszelkimi chorobami. Te choroby to pazerność na pieniądze, pycha, lenistwo piłkarzy, objawiające się co tydzień.

 

W meczu z Legią gracze Jagiellonii tak się przestraszyli, że nawet nie potrafili utrzymać się przy piłce. Minął tydzień i ta przeciętna drużyna pokonała w Białymstoku Śląsk i będzie grała o tytuł mistrzowski, bo większość konkurentów nie jest lepsza. Piłkarze Lecha już tak przyzwyczaili się do zwycięstw, że zlekceważyli Podbeskidzie i ponieśli w Bielsku-Białej klęskę. Za to radość piłkarzy Podbeskidzia (pierwszy mecz przegrali w Gdańsku 0:5) po pokonaniu mistrza Polski i wzruszenie Marka Sokołowskiego przed kamerami Canalu+ - bezcenne.

Najbardziej budujące obrazki zobaczyłem w Niecieczy. Bramki Termaliki bronił Krzysztof Pilarz, który trafił tu zimą z Cracovii. To, jak po meczu dziękowali mu dawni koledzy i kibice z Krakowa oraz trener Jacek Zieliński dowodzą, że w zdemoralizowanej zbyt wysokimi pieniędzmi lidze jest jeszcze miejsce na uczucia.