Śledczy przeszukali domy kolarzy oraz członków ekipy. Doszło do tego przed wylotem drużyny do Kopenhagi, gdzie w piątek startuje Tour de France. Informację o działaniach Europolu przekazał sam zespół, nadając wydarzeniom odpowiednią narrację.

Przeczytaliśmy więc, że „Bahrain-Victorious zawsze pracuje zgodnie z najwyższymi standardami profesjonalizmu”, a kontynuacja w takim momencie śledztwa, które rozpoczęło się przy okazji poprzedniego Tour de France, to „celowy atak na reputację zespołu”.

Mowa o kontynuacji, bo rok temu blisko pół setki policjantów przeszukało pokoje drużyny przed startem 18. etapu Tour de France. Pretekstem było podejrzenie użycia tyzanidyny, czyli substancji zwiotczającej mięśnie.

– Nigdy nie słyszałem, aby ktoś stosował ją w kolarstwie. Teoretycznie mogłaby pomóc w rozluźnianiu mięśni. Nie jest zakazana, bo tak naprawdę efekty jej użycia w sporcie nigdy nie były badane – wyjaśniał w rozmowie z gazetą „Ouest-France” lekarz Jean-Pierre de Mondenard.

Prokuratura z Marsylii wszczęła wstępne śledztwo dotyczące potencjalnego nabycia, przewozu oraz posiadania substancji lub zastosowania metody zabronionej dla sportowców bez uzasadnienia medycznego.

Szefowie Bahrain-Victorious uważają, że przeszukanie przeprowadzone przez Europol jest kolejnym etapem nagonki, która rozpoczęła się przed rokiem. „Nikt nie poinformował nas o żadnych postępach ani rezultatach śledztwa mimo wielokrotnych próśb” – podkreślają.

Temat odżył, choć zarzutów nikomu z zespołu wciąż nie postawiono, nie padły też żadne nazwiska ewentualnych podejrzanych, a efektowny nalot przyćmił sportowy sukces, bo kolarze Bahrain-Victorious należeli do czołowych postaci ubiegłorocznego wyścigu.

Hiszpan Pello Bilbao był dziewiąty w klasyfikacji generalnej, Belg Dylan Teuns i Słoweniec Matej Mohorić wygrywali etapy – ten ostatni nawet dwukrotnie – a Włoch Sonny Colbrelli zajmował miejsca na podium, zespół zwyciężył też w rywalizacji drużynowej.

Dziennik „L’Equipe” uważa, że tym razem celem nalotu byli przede wszystkim fizjoterapeuta Barnabe Moulin, lekarz Piotr Kosielski oraz menedżer generalny ekipy Milan Erzen. Ten ostatni był już zamieszany w doping, jego nazwisko wypłynęło przy okazji „Operacji Aderlass” w narciarstwie klasycznym.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Dla zespołu Bahrain-Victorious ten nalot to wizerunkowy cios, bo celem sponsorowanej przez władze Bahrajnu ekipy kolarskiej jest budowa pozytywnego klimatu wokół łamiącej prawa człowieka monarchii znad Zatoki Perskiej.

Przypadek Bahrain-Victorious przypomina, że kolarstwo wciąż tańczy na cienkiej granicy legalności, choć ordynarne łamanie przepisów jest już przeszłością. Czołowi zawodowcy są kontrolowani często i precyzyjnie, doping pojawia się raczej w dolnej części piramidy. Rok temu na nielegalnym wspomaganiu wpadli kolarze włoskiej ekipy Vini Zabu, a wiosną zatrzymano dyrektora sportowego W52-FC Porto.

Po wszystkich skandalach, o jakich dowiedzieliśmy się w ostatnich latach, po tym jak Lance Armstrong tak długo kłamał, oszukiwał i wygrywał, zanim został złapany, kibice na widok niecodziennego wyczynu odruchowo węszą podstęp.

Triumfom Tadeja Pogacara, który może tego lata po raz trzeci z rzędu wygrać Wielką Pętlę, towarzyszą więc jednocześnie podziw i podejrzliwość. Słoweniec zacznie wyścig jako faworyt, choć jego pierwszy trener Andrej Hauptman nie został kiedyś dopuszczony do wyścigu przez podejrzane wyniki badań krwi, a szef zespołu UAE Team Emirates Mauro Gianetti kierował ekipą Saunier Duval, której kolarze wpadali na dopingu.

Liderami zespołu Bahrain-Victorious podczas Tour de France będą Damiano Caruso oraz Jack Haig. Jednym z pomocników, może z szansą na walkę o etapowe sukcesy, jest Kamil Gradek.

Wyścig rozpocznie się 1 lipca w Kopenhadze, a zakończy 24 lipca w Paryżu.