Korespondencja z Nicei

To pierwsze zwycięstwo Polaków na inaugurację wielkiego turnieju od 1974 roku, pierwsze zwycięstwo reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy. Adam Nawałka i jego drużyna już przeszli do historii, a przy obecnej formule rozgrywania Euro awans z grupy jest już na wyciągnięcie ręki.

Słowem, które musiał powtarzać swoim piłkarzom do znudzenia przed tym meczem selekcjoner, było „cierpliwość”. Jeszcze zanim zawodnicy wyszli na murawę, wiadomo było, że klasa piłkarska naszej drużyny jest dużo wyższa i że Irlandczycy z północy schowają się za podwójną gardą. 

Polacy wiedzieli, że uratuje ich tylko spokojne realizowanie własnego planu. Musieli wiedzieć, że jedna, dwie, nawet trzy zepsute próby nie mogą w ich poczynania wprowadzić nerwowości. 

– W przerwie rozmawialiśmy i powtarzaliśmy sobie, że musimy być w dalszym ciągu spokojni i cierpliwi – mówił po spotkaniu zdobywca jedynej bramki Arkadiusz Milik.

Każdy szkoleniowiec układa sobie w głowie plan na mecz. Rozgrywa go wcześniej na papierze, przewiduje, planuje, przekazuje zawodnikom jak według niego mecz będzie się układać. Dla trenera mecz idealny to taki, w którym przewidzi wszystko. Fantastycznie pisał o tej „obsesji kontroli” hiszpański dziennikarz Guillem Ballague w biografii Josepa Guardioli. Wspominał, że Hiszpana czasem nawet martwiło, gdy zawodnicy zdobywali gole po akcjach, które zaimprowizowali na boisku, a których on nie rozrysował.

Nawałkę z Guardiolą łączy właśnie ta obsesja kontroli. Polacy w pierwszej połowie oddali dziesięć strzałów, mieli miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki, posłali dziesiątki dośrodkowań i wywalczyli siedem rzutów rożnych. Nic jednak z tego nie wynikało. Albo bronił Michael McGovern, albo piłkę wybijali obrońcy.

Ale w końcu przyszła ta upragniona chwila. Piłkę zbyt krótko wybili rywale, doszedł do niej rozgrywający bardzo dobry mecz Jakub Błaszczykowski, wymienił piłkę z Krzysztofem Mączyńskim, wpadł w pole karne i pięknie wycofał piłkę do biegnącego Milika. Napastnik Ajaxu Amsterdam źle rozpoczął to spotkanie, tracił piłki, nie wykorzystywał okazji. Tym razem też nie uderzył czysto, ale jednak piłka wylądowała w siatce.

Strach Irlandczyków przed Robertem Lewandowskim był niemal namacalny. Piłkarz Bayernu Monachium w każdej sytuacji czuł na plecach oddech dwóch, a nawet trzech rywali. Wyspiarze wciąż dążyli do klinczu, obejmowali Lewandowskiego, ciągnęli za koszulkę, starali się kontrolować każdy jego ruch. I to właśnie dzięki tej niezwykle troskliwej opiece przestrzeń miał Milik, ale nie potrafił tego wykorzystać. Do tego stopnia, że w przerwie kibice oraz dziennikarze w mediach społecznościowych domagali się nawet zdjęcia z boiska zawodnika Ajaxu. Na szczęście Nawałka był cierpliwy.

Milik to jeden z ulubieńców selekcjonera. Znają się jeszcze z czasów Górnika Zabrze – to Nawałka dał szansę debiutu w ekstraklasie 17-letniemu wówczas dzieciakowi w 2011 roku. Milik w 17 kolejnych meczach nie był w stanie strzelić debiutanckiej bramki. 17 meczów bez gola dla napastnika – nawet nastolatka – to bardzo długi czas. Publiczność w Zabrzu miała dosyć faworyzowania Milika, a kibice głośno się domagali, by więcej nie wychodził w pierwszym składzie. Ale Nawałka pozostawał nieugięty i w końcu nastolatek zdobył dwa gole z Koroną Kielce.
Bohaterem spotkania jest jednak Bartosz Kapustka – 19-letni skrzydłowy Cracovii, który w trakcie meczu pięknie przedstawił się światu. Podczas spotkania legendarny napastnik reprezentacji Anglii Gary Lineker napisał na Twitterze: – Spodziewam się, że przez następne lata wiele będziemy słyszeć o Kapustce. Wspaniale utalentowany 19-latek.

Chwilę później peany pochwalne przeczytać można było na koncie byłego stopera Manchesteru United i reprezentacji Anglii – Rio Ferdinanda. Wielkie postaci europejskiej piłki zachwycały się skrzydłowym Cracovii.

O tym, że 19-latek może pojawić się w wyjściowym składzie, mówiło się w La Baule już od kilku dni. A dokładnie od chwili, gdy okazało się, że uraz kostki Kamila Grosickiego jest poważny. Decyzje Adama Nawałki już wcześniej okazywały się trafione – wystarczy wspomnieć Sebastiana Milę i jego gola z Niemcami czy Sławomira Peszkę, który trafił w eliminacyjnym spotkaniu z Irlandią. Tym razem Nawałka znów wiedział, co robi, decydując, by na lewym skrzydle pojawił się chłopak, który wcześniej rozegrał zaledwie osiem spotkań w kadrze i który nigdy nie wystąpił w europejskich pucharach.

– To chłopak bez układu nerwowego, na nim nie robi wrażenia, gdzie i przeciwko komu gra. On się cieszy piłką – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dwa dni przed meczem w Nicei szkoleniowiec Cracovii Jacek Zieliński. I Kapustka udowodnił, że słowa trenera klubowego nie były na wyrost. Kapustka w najważniejszym meczu życia dryblował, uciekał rywalom, podawał, pokazywał się kolegom do gry. I widać też było, jak z każdym kolejnym udanym zagraniem rosła jego pewność siebie.

Na trybunach i dzień wcześniej w mieście zdecydowanie bardziej widoczni byli kibice Irlandii Północnej, ale to właśnie w Nicei polscy fani mogli cieszyć się z historycznego zwycięstwa w Euro. Z euforią jednak nie ma co przesadzać. W szeregach rywali grali głównie zawodnicy z niższych lig angielskich i szkockich, był to chyba najsłabszy przeciwnik, z jakim Polska musiała się mierzyć tym turnieju.

W czwartek gramy z Niemcami. Po zwycięstwie na inaugurację, to już nie będzie mecz o wszystko. Nie mamy noża na gardle, to sytuacja nowa i radosna.

Powiedzieli:

Adam Nawałka | Trener Polaków

Chciałbym pochwalić zawodników za wielkie zaangażowanie. To był bardzo istotny element tego meczu. Wiedzieliśmy, że Irlandia Północna słynie z twardego stylu i wiedzieliśmy, że fundamentem naszego powodzenia w tym meczu jest dotrzymać im kroku. Pod względem piłkarskim jesteśmy zespołem lepszym. Dla nas ostatni gwizdek w meczu z Irlandią Północną był jednocześnie sygnałem do rozpoczęcia przygotowań do meczu z Niemcami. Nie będę nikogo chwalił indywidualnie. Po raz kolejny pokazaliśmy, że jesteśmy silni jako drużyna.

Arkadiusz Milik | napastnik

Wielka ulga i wielka radość. Bardzo się cieszyłem z tego gola. Teraz mamy chwilę na radość, ale już od poniedziałku zaczynamy myśleć o kolejnym przeciwniku, czyli o Niemcach. No i o regeneracji sił. Rozmawialiśmy w przerwie w szatni, by dalej być cierpliwym, spokojnie grać. Byliśmy pewni, że w drugiej połowie będziemy mieli kolejne sytuacje i że w końcu uda się strzelić bramkę. Szkoda, że na gole musieliśmy czekać tak długo, bo już w pierwszej połowie mieliśmy dobre okazje. Jedną z nich zmarnowałem sam. Irlandczycy grali trzema środkowymi obrońcami, byli też czujni na skrzydłach, więc siłą rzeczy miałem nieco więcej miejsca i przestrzeni w okolicach 16. metra.

Kamil Glik | środkowy obrońca

Co było waszym największym atutem w meczu z Irlandią Północną?

Zdecydowanie cierpliwość. Nawet mimo dwóch niewykorzystanych sytuacji w pierwszej połowie w przerwie powtarzaliśmy sobie, że kolejne okazje przyjdą. Udało się na szczęście wbić w końcu tę piłkę do bramki. Rywale naprawdę dobrze bronili i ciężko było się przebić. Jesteśmy porządnie przygotowani do tego turnieju, wytrzymaliśmy napięcie, graliśmy dobrze, wygraliśmy zasłużenie. Dominowaliśmy, byliśmy w posiadaniu piłki. Od początku do końca mieliśmy ten mecz pod kontrolą.

Już zaczęła się operacja Niemcy?

Z pewnością tak. Tempo na turnieju jest bardzo duże, oczywiście musimy zacząć przygotowywać się do tego spotkania. Nie ma czasu na rozmyślanie o tym, że pokonaliśmy Irlandię Północną. Będzie krótka analiza tego spotkania, ale już skupiamy się nad tym, co przed nami.

Jak się panu podobała gra Bartosza Kapustki?

Fajnie, że tak młody piłkarz wychodzi w podstawowym składzie, w tak ważnym meczu i wytrzymuje presję. To naprawdę nie jest łatwe. Oby tak dalej.

Nie wygląda pan na specjalnie rozentuzjazmowanego...

Bo wygranie meczu z Irlandią Północną to nie jest nasz Mount Everest. Czekają nas przynajmniej jeszcze dwa spotkania, ale fajnie, że zapisaliśmy się w historii polskiego futbolu.

Zebrał w Nicei Piotr Żelazny