Korespondencja z Rzymu

Gdy w 22 minucie Giaccherini zgasił 40-metrowe prostopadłe podanie Bonucciego i strzelił pierwszą bramkę, sprawozdawca Fabio Caressa krzyknął: „Co zrobił Giaccherini! Co zrobił Giaccherini!”, a towarzyszący mu mistrz świata z 1982 r. Beppe Bergomi, rzucił: „Od teraz nazywa się Giaccerinhno”. W tym samym momencie na włoskiej ławce Simone Zaza rzucił się w objęcia trenera Antonio Contego i rozbił mu nos.

Sprawozdawcy nie mogli wyjść z podziwu nad tym, jak inteligentnie, szybko i sprytnie grali Włosi. Bergomi entuzjazmował się: „Patrz Fabio, oni grają na pamięć! Oni sobie te wszystkie zagrania wyćwiczyli! Belgowie nie wiedzą, co się dzieje na boisku”. Podziwowi towarzyszyło zdumienie bezradnością i słabą grą Belgów: „Nie mają żadnego pomysłu jak wymanewrować naszą obronę. Grają wysoką piłką, grają dla siebie, każdy sobie. To nie jest drużyna. Są bezradni”.

W przerwie Del Piero stwierdził: „Jesteśmy o wiele lepiej zorganizowani. Zmusiliśmy Belgów do bezradnego biegania. Oni sa teraz wściekli i zmęczeni, bo bili głową w mur. Ale czeka nas 45 minut ciężkiej walki”. Gdy w doliczonym czasie gry po kontrataku Belgów dobił Pelle, Caressa krzyknął: „Ależ ta drużyna ma jaja!”. A gdy sędzia odgwizdał koniec meczu, wzruszony Bergomi powiedział: „Fabio, jestem szczęśliwy! Może nie mamy Maradony, ale wreszcie mamy drużynę!”.

Eksperci w studio nie mogli się nachwalić sposobu, w jaki Conte przygotował zespół do tego meczu. Costacurta zawyrokował: „Drużyna pokonała Belgów 2:0, ale nasz kochany Antonio ograł Wilmotsa 3:0”. Wszyscy podkreślali znakomitą organizację i wyrachowanie taktyczne, ale przede wszystkim żarliwość, poświęcenie i entuzjazm zespołu. Guru włoskich dziennikarzy futbolowych Mario Sconcerti ogłosił: „Byliśmy świadkami narodzin contizmu. Polega na stworzeniu wojskowymi metodami ze stosunkowo przeciętnych graczy znakomitego zespołu, grającego trzy razy lepiej niż suma indywidualnych umiejętności graczy”. Del Piero uściślił: „Contizm to też stworzenie z reprezentacji grupy bardzo blisko ze sobą związanych ludzi. Jak w klubie. Jak w Juventusie, w którym mnie Antonio trenował”.

Bonucci uznany graczem meczu powiedział w pomeczowym wywiadzie: „To zwycięstwo to efekt naszej ciężkiej pracy. I ogromnej wiary w to, co nam mówi trener. Ale to dopiero początek”. Ale Włosi chyba nie do końca uwierzyli w to, co się stało. Rzym był cichy i zaraz po meczu poszedł spać. Nikt nie dął w trąby. Nie było kakofonii klaksonów.