Po tym wieczorze reprezentacja Polski wciąż w statystykach będzie miała tylko jedno zwycięstwo nad Niemcami. A jednak ten bezbramkowy remis z mistrzami świata (pierwsze 0:0 podczas Euro 2016) nie tylko wyjątkowo smakuje, ale daje nam niemal pewny awans do 1/8 finału.

Drużyna Adama Nawałki jest przewidywalna. Mecz z Irlandią Północną toczył się według scenariusza wcześniej rozpisanego na nuty, ten z Niemcami także wygadał dokładnie tak, jak zaplanował go Nawałka.

Polacy bronili się całym zespołem, ale wyprowadzali groźne ciosy. To był czwarty mecz reprezentacji prowadzonej przez Nawałkę z Niemcami – trzeci poważny, ponieważ towarzyskiego spotkania z Hamburga, gdy obie ekipy wystąpiły w rezerwowych składach, nie można liczyć. I był to mecz zdecydowanie najlepszy.

W Warszawie Polacy wygrali 2:0, ale mieli mnóstwo szczęścia i dokonującego w bramce cudów Wojciecha Szczęsnego. We Frankfurcie przegrali 1:3, ale już wówczas wyszli na boisko grać z Niemcami w piłkę i byli równorzędnym zespołem. Wreszcie w Paryżu – podczas mistrzostw Europy, czyli z presją nieporównywalnie większą – zrobili kolejny krok naprzód.

Polacy – szczególnie w drugiej połowie – nie tylko nie byli od Niemców gorsi, ale momentami nawet lepsi. Gdyby nie fatalna skuteczność Arkadiusza Milika, który w dwóch sytuacjach koszmarnie pudłował, mecz na Stade de France przeszedłby do historii nie tylko polskiej piłki.

Tylko przez pierwsze 20 minut meczu polscy kibice dominujący na Stade de France z niepokojem patrzyli na to, co się dzieje na murawie. Zawodnicy Nawałki jakby mieli spętane nerwami nogi. Cofnęli się bardzo głęboko, a każda próba ataku była wyprowadzana z nieśmiałością nastolatka na szkolnej dyskotece, stojącego naprzeciw klasowej piękności. Niby chce, niby się stara, niby nawet próbuje zagadać, ale wszystko to wygląda groteskowo.

Na szczęście Polacy później już ani na chwilę nie dali się tak zdominować zawodnikom Joachima Loewa.

Niemcy postawili na nogi Matsa Hummelsa, który w pierwszym spotkaniu przeciwko Ukrainie nie grał. Walka z czasem trwała długo, Hummels doznał urazu łydki w finale Pucharu Niemiec i podczas przygotowań nie trenował na pełnych obrotach. Lekarze robili jednak wszystko, by przeciwko najskuteczniejszej linii ataku eliminacji Euro 2016 wystawić w obronie, z którą i tak mieli problemy, jeden z najlepszych duetów stoperów w Europie Jerome Boateng – Mats Hummels.

Klasą dla siebie w Paryżu był Grzegorz Krychowiak, który fantastycznie odbierał rywalom piłkę i wyprowadzał akcje ofensywne. Dobrze grał Jakub Błaszczykowski, który brał na siebie odpowiedzialność, próbował dryblingów i podań. Na bohatera wyrósł jednak – zupełnie niespodziewanie – ten, którego tak wielu ekspertów i kibiców typowało na najsłabsze ogniowo kadry – Michał Pazdan.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Obrońca Legii kapitalnie się ustawiał, przerywał mnóstwo akcji mistrzów świata, odbierał futbolówkę, odganiał niebezpieczeństwo. W drugiej połowie Niemcy niemal do końca meczu nie byli w stanie wykonać żadnego podania w naszym polu karnym. W dużej mierze dzięki ofiarności Pazdana.

Druga połowa rozpoczęła się od mocnego akcentu. Piętą piłkę do Kamila Grosickiego podał Błaszczykowski, skrzydłowy Rennes wpadł w pole karne i dośrodkował na głowę Arkadiusza Milika. Nie wiedzieć czemu, napastnik Ajaksu próbował oddać strzał głową, zamiast strzelać nogą. Niedługo, po innej akcji Grosickiego, po raz kolejny Milik nie trafił czysto w piłkę w doskonałej okazji. To właśnie nieskuteczność Milika była największym problemem Polaków.

Ale gorąco było pod obiema bramkami. Chwilę po sytuacji Milika sam na sam z Łukaszem Fabiańskim po prostopadłym podaniu znalazł się Mario Goetze. Człowiek, który zapewnił Niemcom tytuł mistrzów świata – strzelając jedyną bramkę w finale mundialu – uderzył jednak wprost w ręce bramkarza Swansea.

Przed tym meczem martwiliśmy się o pozycję bramkarza. Jak się okazuje, zupełnie niepotrzebnie. Kontuzji w meczu z Irlandią Północną doznał Wojciech Szczęsny i Nawałka musiał przeprosić się z Fabiańskim, który kończył eliminacje do Euro jako bramkarz nr 1, ale przed turniejem stracił miejsce w składzie.

Widać było, że w psychice Fabiańskiego taka decyzja sztabu szkoleniowego zrobiła wielką bruzdę. Już podczas zgrupowania w Arłamowie zauważyliśmy, że nie może się on z nią pogodzić. Pytanie brzmiało, czy w ciągu kilkunastu godzin uda się zmienić nastawienie mentalne Fabiańskiego. Z człowieka, który czuł się niechciany i zawiedziony, zrobić zwycięzcę.

Udało się. W 70. minucie nasz bramkarz popisał się fantastyczną paradą po strzale Mesuta Oezila. To była najlepsza sytuacja Niemców w tym meczu.

Remis z Niemcami i porażka Ukrainy z Irlandią Północną oznacza, że nasi wschodni sąsiedzi już zostali wyeliminowani z turnieju. Przeciwko nam – 21 czerwca w Marsylii – zagrają tylko o honor. My z kolei stoczymy korespondencyjny pojedynek z Niemcami o pierwsze miejsce w grupie.

Grupa C: Polska – Niemcy 0:0

Żółte kartki: K. Mączyński, K. Grosicki, S. Peszko (Polska); S. Khedira, M. Oezil, J. Boateng (Niemcy).

Sędziował: Bjoern Kuipers (Holandia).

Widzów: 73 648.

Polska: Fabiański - Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk - Błaszczykowski (80, Kapustka), Krychowiak, Mączyński (76, Jodłowiec), Grosicki (87, Peszko) - Milik, Lewandowski.