#RZECZoEURO - Brawo biało-czerwoni!

Co się stało w drugiej połowie?

W pierwszej nasza gra wyglądała naprawdę bardzo dobrze. W drugiej zbytnio się cofnęliśmy i chyba tak to się musiało po prostu skończyć, że Szwajcaria strzeli tę bramkę. Chwała jednak chłopakom że graliśmy do końca. Oczywiście rzuty karne to loteria, ale dziś wykonywaliśmy je naprawdę bardzo dobrze. Chyba nie poradziłby sobie z nimi żaden bramkarz. Jasne że dopisało nam trochę szczęścia. Cieszymy się jednak z tego, że osiągnęliśmy historyczny rezultat.

Szwajcarzy mocno pana poobijali.

To fakt. Najbardziej ucierpiałem po faulu Schaera w drugiej połowie. Mam nadzieję, że to jednak nic groźnego. Wszystko okaże się w ciągu najbliższych dwóch-trzech dni. Ale trzeba zacisnąć zęby, walczyć dalej, nie ma że boli czy że ktoś jest zmęczony. Nie ma zmiłuj, tak to wygląda jak się gra po ciężkim sezonie, 120 minut, w dodatku rywal brutalnie fauluje. Całe szczęście, że w tamtej sytuacji nie miałem nóg na ziemi... Gdyby tak było mógłbym już nie być w stanie w tym turnieju zagrać.

Ćwierćfinał to brzmi już nieźle.

Jasne, ale porównując pierwszą i drugą połowę widzimy jeszcze na ile więcej nas stać. Gdybyśmy w drugiej części zagrali jak w pierwszej pewnie strzelilibyśmy jeszcze jednego gola i spokojnie zapewnili sobie awans bez dogrywki i karnych. Ale Szwajcarzy nam na to nie pozwolili. Gdybyśmy dowieźli to 1:0 do końca to trzeba przyznać, że dopisałoby nam szczęście.

Pięknie wykonany karny, ale ryzykowny.

Ale w konkursie karnych też trzeba przymierzyć dobrze. Jeśli dobrze strzelisz zwiększasz swoje szanse. O porażce Szwajcarów zadecydował jeden gorzej wykonany rzut karny. Wracam jednak do tego, że największym naszym błędem było iż nie dążyliśmy za wszelką cenę do zdobycia drugiego gola. Ale z drugiej strony.... czy to ma teraz jakiekolwiek znaczenie?

Jesteście w stanie odpocząć przed ćwierćfinałem?

Mamy pięć dni do kolejnego meczu, to dużo czasu. Dojdziemy do siebie, spokojnie. Nikt nie będzie myślał o zmęczeniu.

Czuliście w drugiej połowie, że odstajecie fizycznie? Baliście się z tego powodu dogrywki?

Nie było problemu fizycznego. Zdecydowanie zbytnio się cofnęliśmy i za bardzo się skupiliśmy, by uratować to 1:0. Baliśmy się zaryzykować, odkryć, nadziać na kontrę. Angażowaliśmy zbyt małą liczbę piłkarzy w ofensywę. Zostaliśmy za to skarceni. Ale to my jesteśmy w ćwierćfinale.

Walczą w panu uczucia kapitana najlepszej reprezentacji od lat, a napastnika, który oddala się od sytuacji? Bo dziś miał pan ich bardzo mało.

Tak to bywa. Ważne, że mamy sytuacje, że strzelamy gole. Fajnie by było prowadząc 1:0 postawić kropkę nad i zakończyć sprawę. Z drugiej strony ja tych okazji klarownych faktycznie nie mam. Kosztem tego mają inni. Jako kapitan jestem dumny z tej drużyny. Robimy coś wielkiego i mam nadzieję, że będziemy robić dalej.

Ale zgodzi się pan ze stwierdzeniem, że to pan płaci największą cenę.

Kiedyś i ja dostanę wypłatę i zostanę wynagrodzony. A na razie oczywiście dobro drużyny jest najważniejsze.

notował w Saint-Etienne Piotr Żelazny