Sine kółka na ciele Phelpsa i innych olimpijczyków to oprócz niebieskiej taśmy przyklejanej do skóry znak rozpoznawczy tegorocznych igrzysk.

Krążki szybko zostały zidentyfikowane jako ślady po bańkach – takich, jakie starsi czytelnicy mogą pamiętać ze zwykłej praktyki medycznej jeszcze w latach 80.

Wówczas (i dawniej) bańki stawiane były w przypadku chorób układu oddechowego. Dziś tę metodę leczenia infekcji uznaje się za nieskuteczną, ale bańki robią karierę jako element fizjoterapii.

Pływacy i gimnastycy

Bańki to starożytny wynalazek chiński. Są to naczynia z grubego szkła (lub innego materiału) wielkości musztardówki – o zaokrąglonym denku. Wnętrze smaruje się spirytusem i podpala. Płonące naczynie umieszcza się na skórze, płyn szybko gaśnie z braku tlenu i bańka przysysa się do ciała (ze względu na spadek ciśnienia). Po około dziesięciu minutach bańki zdejmuje się. Czerwone ślady, które pozostają, to wynik popękanych naczyń włosowatych. Mogą utrzymywać się przez tydzień, czasem dłużej.

Wśród tegorocznych olimpijczyków ślady po bańkach zauważono nie tylko u Michaela Phelpsa, ale też u pływaczek Natalie Coughlin, Allison Schmitt i gimnastyków Alexandra Naddoura i Chrisa Brooksa (wszyscy z USA).

Według tego, co mówią sami sportowcy, bańki są świetnym sposobem na regenerację mięśni. Jak powiedział Naddour w wywiadzie dla gazety „USA Today", bańki są „lepsze niż wszystkie metody, na jakie dotychczas wydawałem pieniądze". Gimnastyk zwierzył się, że dzięki nim utrzymuje się w dobrym zdrowiu i że pozwoliły mu one nieraz wymknąć się cierpieniu.

Pomoże kolega z pokoju

W wypowiedzi dla tej samej gazety kapitan amerykańskiej drużyny olimpijskiej gimnastyków Chris Brooks mówi, że jego koledzy nauczyli się już stawiać bańki bez pomocy fizjoterapeuty. Proszą o tę drobną przysługę kolegę z pokoju albo nawet radzą sobie sami. Po prostu podpalają bańkę i umieszczają w miejscu, w którym czują ból.

Bańki mogą pomóc nie tylko zwalczyć ból. Według trenerki Brandi Ross z Uniwersytetu Santa Barbara jest to także doskonała metoda na rozciąganie. Jak pisze Ross w artykule dla portalu „Breaking Muscle" pływacy czasem mają kłopot ze zbyt małym zasięgiem ramion przy kraulu. Optymalnie ruch powinien zacząć się jak najdalej przed głową, skończyć za biodrem. Jeśli jest krótszy – płynie się wolniej.

Ross twierdzi, że pomóc tu może postawienie baniek na mięśniu najszerszym grzbietu i mięśniu obłym większym (na zdjęciach widać u Phelpsa sine ślady na obu tych muskułach – ale nie tylko na tych).

Wedle artykułu w „Breaking Muscle" metoda polega na postawieniu baniek, a następnie na powolnym wykonaniu ruchu ramienia takiego jak podczas pływania.

Zaznaczyć tu trzeba, że choć bańki są stosowane przez najwybitniejszych sportowców, ich skuteczność nie jest potwierdzona badaniami naukowymi.

Jak powiedział „USA Today" Robert Glatter, lekarz zespołu futbolu amerykańskiego New York Jets, nie ma żadnych dowodów na to, że bańki pomagają na bolące mięśnie. Może to być po prostu efekt placebo. Lekarz dodaje jednak, że w sporcie nie ma to znaczenia: jeśli coś działa na zasadzie placebo, to też działa.

Najważniejsza jest skuteczność

Jak opowiada Chris Brooks, poszukiwanie odpowiedniej metody regeneracji mięśni polega na osobistym sprawdzaniu wszystkich dostępnych opcji. Brooks po latach testów wybrał bańki, ale nie na wszystkich one działają.

Inny gimnastyk amerykański, Jake Dalton, twierdzi, że choć próbował baniek, w jego przypadku lepiej sprawdzają się masaże. Sportowcy nie przejmują się zanadto statystycznymi badaniami naukowymi – kluczowa jest skuteczność metody w ich przypadku, za racjonalne poglądy medali się nie rozdaje.