Medalami w Tokio honorowano surferów, wspinaczy i deskorolkowców, zimą coraz odważniej rozpychają się amatorzy akrobacji. To dziedzictwo X-Games oraz efekt strachu przed utratą młodego widza.

Kibic igrzysk się starzeje, średnia wieku widza śledzącego rywalizację olimpijczyków rośnie, szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomas Bach alarm wszczynał już przy okazji imprezy w Londynie (2012).

Igrzyska muszą się zmienić, bo fundamentem budżetu ruchu olimpijskiego są wpływy ze sprzedaży praw telewizyjnych. A gdy zainteresowanie się kurczy, trudno marzyć o kolejnych intratnych umowach. Trwa więc polowanie na młodzież, czarowanie opowieściami o wychodzeniu ze sportem poza stadion, w przestrzeń miejską.

Czytaj więcej

Chiński teatr cieni. MKOl od lat karleje

Mnogość sposobów spędzania czasu oraz postęp technologiczny sprawiły, że właściciele tradycyjnych gałęzi przemysłu rozrywkowego – należy do nich sport – spoglądają w przyszłość z coraz większą obawą. Trwa przepływ marzeń.

E-sport, gdzie pojawiają się coraz większe pieniądze, kusi bardziej niż boks i zapasy. MKOl eksperymentuje, ścigając uciekający czas. Drzwi do igrzysk są otwarte szerzej niż kiedykolwiek, ale kilku tradycyjnym dyscyplinom grozi wyginięcie.

Umierają na doping

Nikt nie musi wbijać noża w plecy ciężarowcom (są na igrzyskach od 1896 roku) czy bokserom (debiutowali osiem lat później). Obu dyscyplin nie ma dziś na liście sportów, które zagoszczą na igrzyskach w Los Angeles (2028) – klamka jeszcze nie zapadła, wszystko rozstrzygnie się w 2023 roku – bo uśmiercają się same.

Podnoszenie ciężarów od lat umiera na doping, Thomas Bach oznajmił, że dla ciężarowców jedyna droga do powrotu na igrzyska wiedzie przez „kulturową zmianę".

Jej probierzem mogłyby być transparentne wybory władz federacji, ale do tych wciąż daleko, bo w Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF) panuje administracyjny bałagan, a ludzie z dopingową przeszłością walczą o wpływy. Włoch Antonio Urso, który w ubiegłym roku zrezygnował z miejsca w zarządzie federacji, wyjaśniał, że musi ustąpić, bo korupcja jest silniejsza od niego.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

– Jeśli zamieszani w dopingowe skandale wciąż będą kombinować i zwlekać z wyborami, aby wcisnąć do władz federacji swoich ludzi, ucierpią wszyscy. Musimy zrobić w naszym sporcie porządek. Raz na zawsze – mówi „Rz" siódmy zawodnik igrzysk w Tokio Arkadiusz Michalski.

Czytaj więcej

Doping, udawane kalectwo… Brzydsza strona igrzysk paraolimpijskich

Porządki zaczęły się w ubiegłym roku, kiedy pod ciężarem oskarżeń o przekręty i przewinienia dopingowe padł Węgier Tamas Ajan. Trwał we władzach przez 45 lat – najpierw jako sekretarz, później szef IWF, aż zmiótł go ze stołka raport Richarda McLarena.

– Stwierdziliśmy systematyczne uchybienia w zarządzaniu i korupcję na poziomie najwyższych władz – wyjaśniał kanadyjski prawnik.

Ajan zostawił po sobie porażającą spuściznę. 204 z 250 medalistów wielkich imprez z lat 2008–2017 nie przeszło żadnego testu antydopingowego w roku sukcesu. Nawet przy całej fali wpadek kraj mógł sobie wykupić prawo startu w międzynarodowej imprezie, płacąc grzywnę.

Dziedzictwem Węgra jest stopniowe wymazywanie podnoszenia ciężarów z programu igrzysk. Jeszcze w Tokio sztangiści odebrali 14 kompletów medali, czyli tylko o jeden mniej niż pięć lat wcześniej w Rio. W Paryżu konkurencji zostanie dziesięć. Niewykluczone, że w Los Angeles rywalizacji ciężarowców nie będzie wcale.

Bałagan próbuje posprzątać brytyjski reumatolog Mike Irani. To czwarty szef IWF w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy. Ajana najpierw zastąpiła Amerykanka Ursula Papandrea, ale ze stanowiska zrzucili ją przeciwnicy reform. Kolejny był Taj Intarat Yodbangtoey, czyli przedstawiciel kraju tak chorego na doping, że jego ciężarowcy w ogóle nie polecieli do Tokio.

Irani też nie budzi stuprocentowego zaufania, bo wcześniej przez lata szefował w federacji departamentowi odpowiedzialnemu za walkę z dopingiem, a teraz nie jest w stanie doprowadzić do wyborów. To dla podnoszenia ciężarów kolejna zła wróżba.

Oszukali nawet w Kielcach

Korupcja to także problem Międzynarodowej Federacji Boksu Amatorskiego (AIBA). Oszustwa i łapówki doprowadziły tę organizację do takiej korozji, że MKOl przed igrzyskami w Tokio odebrał jej prawo do prowadzenia olimpijskiego turnieju. Teraz kolejnymi ciosami boks do parteru sprowadza pierwszy śledczy świata sportu, czyli McLaren.

Pierwszy raport kanadyjskiego prawnika pokazał, jak fałszowano wyniki turnieju olimpijskiego w Rio. Jedną z ustawionych walk – Kazach Wasilij Lewit przegrał z Rosjaninem Jewgienijem Tiszczenką, choć był zdecydowanie lepszy – widział na własne oczy Bach.

Szef MKOl opuścił trybuny z niesmakiem i zrezygnował z udziału w dekoracji, a dziś nazywa boks „problematycznym dzieckiem ruchu olimpijskiego".

Boks ma naprawić Rosjanin Umar Kremlew. Idzie to kiepsko, oszuści tańczą mu przed nosem. Skorumpowani arbitrzy podczas wielkich imprez dostawali do prowadzenia konkretne walki, możliwe, że na polecenie syndykatów hazardowych. Wynikami manipulowano zarówno w Rio, jak i podczas tegorocznych młodzieżowych mistrzostw świata w Kielcach.

Tylko koni żal

Zmian potrzebuje też pięciobój nowoczesny. Rewolucja dotknie samego rdzenia tego sportu, czyli jazdy konnej.

– Jesteśmy spokojni. Nasza przyszłość na igrzyskach pozostaje niezagrożona – uspokaja szef komitetu technicznego Międzynarodowej Unii Pięcioboju Nowoczesnego (UIPM), mistrz olimpijski z Montrealu (1976) Janusz Peciak. – Zaczęliśmy pracę nad reformą, działamy w porozumieniu z MKOl. Kluczowe decyzje zapadną jesienią przyszłego roku, podczas kongresu w Gwatemali.

Taką decyzją jest wybór dyscypliny, która zastąpi w programie pięcioboju jazdę konną podczas igrzysk w Los Angeles. Te najbliższe, paryskie, będą ostatnimi w obecnej formule, choć zmiany już postępują, bo program rywalizacji skrócono i zdynamizowano.

– Kochamy konie, ale czasy się zmieniają – przyznaje Peciak w rozmowie z „Rz". – Mamy 13 kandydatur, nie może być to jednak sport już obecny w programie olimpijskim, więc odpada kolarstwo. Szukamy dyscypliny jednocześnie sprawiedliwej, popularnej wśród młodzieży i widowiskowej.

Nie wiadomo, czy kibice zobaczą w Los Angeles rywalizację piłkarzy. Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) od dłuższego czasu analizuje kalendarz spotkań i szuka nowych okazji do powiększenia zysków, a jej przedstawiciele wypuszczają sygnały dotyczące pomysłu organizacji mundialu co dwa lata, także w roku igrzysk. To wywołałoby marketingowe starcie wagi ciężkiej.

Nowa perspektywa

Nikt nie będzie ratował tradycyjnych dyscyplin za wszelką cenę, skoro chętnych do zajęcia ich miejsca nie brakuje. Surfing, skateboard i wspinaczkę sportową obserwowaliśmy już w Tokio. Wszystkie trzy będą w Paryżu – tam zadebiutuje także breakdance – oraz w Los Angeles. Debiutanci dostali gwarancję, że nie będą olimpijską efemerydą.

– To zupełnie zmienia perspektywę klubów oraz samorządów, które finansują sport. Młodzi zawodnicy także mogą patrzeć na naszą dyscyplinę inaczej, kiedy widzą na horyzoncie olimpijskie kółka. Pojawiło się też spore zainteresowanie sponsorów oraz mediów – mówi „Rz" czwarta zawodniczka igrzysk w Tokio we wspinaczce sportowej Aleksandra Mirosław.

Duże zainteresowanie w mediach społecznościowych, wywołał podczas igrzysk także skateboard. Wszczepienie jazdy na deskorolce do programu imprezy promował sam Tony Hawk, legenda dyscypliny. – Nasz sport ma rzesze fanów na całym świecie. Dziś to igrzyska potrzebują nas, a nie my igrzysk – wyjaśnia i trudno się z nim nie zgodzić.

Rewolucja trwa. Nie obędzie się bez ofiar.