Legia i Raków rozgrywają dziś mecze mające duże sportowe i finansowe znaczenie. Jakie szanse pan im daje?

Legia nieźle idzie. W siedmiu meczach odniosła cztery zwycięstwa i poniosła tylko jedną porażkę. Pokonanie takich przeciwników jak Bodo/Glimt czy Flora Tallin można określić jako obowiązek, chociaż byli to niełatwi przeciwnicy. Ale Dinamo Zagrzeb i Slavia Praga to rywale wyżej notowani i mający większe doświadczenie w rozgrywkach europejskich. O porażce z Dinamem zadecydowała jedna bramka. W przypadku Slavii sprawa jest otwarta. Wynik 2:2 z Pragi daje powody do optymizmu.

Legia w Zagrzebiu zremisowała 1:1, a w rewanżu przegrała przy Łazienkowskiej 0:1. Własne boisko nie musi być atutem.

Wynik oczywiście o tym świadczy, ale proszę sobie przypomnieć drugą połowę, w której Legia miała dużą przewagę. Atmosfera stadionu, oprawa nawiązująca do rocznicy powstania warszawskiego na pewno się do tego przyczyniły. Legia wierzyła, że może wygrać. Nie udało się, ale przy takim podejściu może powiedzie się dziś. Żeby awansować, Legia musi zwyciężyć, a w każdym z dotychczasowych siedmiu meczów pucharowych strzelała bramki. Jest więc nadzieja.

Bądźmy szczerzy, w Pradze miała sporo szczęścia. Oddała dwa celne strzały i obydwa trafiły do siatki.

Ale grała mądrze. Takie mecze budują zespół. Jest jeszcze coś, co mi się przypomina w związku z tym meczem. Dokładnie dziesięć lat temu, 25 sierpnia 2011 roku, Legia w IV rundzie kwalifikacyjnej do Ligi Europy pokonała w Moskwie Spartaka. W Warszawie zremisowaliśmy 2:2 i mało kto dawał nam szanse w rewanżu. W dodatku po 27 minutach przegrywaliśmy 0:2. Spartak był pewny siebie, z dwumetrowym Artjomem Dziubą walczyliśmy ostro w polu karnym, a on był coraz bardziej zdenerwowany, bo przegrywał. Dwadzieścia tysięcy kibiców było pewnych awansu. Ale zaraz po stracie drugiej bramki Michał Kucharczyk strzelił na 1:2, przed przerwą Maciek Rybus doprowadził do remisu i Rosjanie już nie byli tacy pewni. Pamiętamy, jak to się skończyło. W doliczonym czasie Janusz Gol zdobył zwycięską bramkę.

Przypomina pan to ku pokrzepieniu serc? Można porównać ówczesną Legię z obecną?

Tamta była bardziej „polska". Grali Kuba Wawrzyniak, Kuba Rzeźniczak, Artur Jędrzejczyk, Michał Kucharczyk, Maciej Rybus, Ariel Borysiuk, Michał Żyro miał 19 lat. Ja wróciłem do Polski po 12 latach gry w Belgii, Grecji i Turcji. Nawet nasi zagraniczni koledzy Duszan Kuciak, Ivica Vrdoljak, Miro Radović, Danijel Ljuboja czuli się w Warszawie, jakby się tu urodzili. W dodatku to nie byli przypadkowi piłkarze. Każdy z nich zrobił karierę.

Jak to się ma do dzisiejszej Legii?

Eliminując Spartaka, Legia awansowała do fazy grupowej rozgrywek europejskich pierwszy raz od bodaj 16 lat. Teraz czeka już pięć lat. Każdy zawodnik Legii musi mieć świadomość, o co walczy, bo sytuacja jest szczególna. Można przejść do historii, jak my, dziesięć lat temu. Tym bardziej że Slavia to nie jest byle jaka drużyna i pokonanie jej przyniesie splendor.

Kto ma większe szanse: Legia po remisie i przy rewanżu u siebie czy Raków, jadący do Gandawy bronić jednobramkowej przewagi?

Raków to debiutant w Europie, jadący do przeciwnika mającego europejską renomę. Ale nie chcę odbierać mu szansy, ponieważ zapamiętamy Raków jako drużynę dającą radę, zbierającą doświadczenie w trakcie meczów, już dojrzałą. Jest w naszej piłce klubowej powiewem świeżego powietrza. Raków nie kalkuluje, może nie zawsze dominuje, ale ma szczęście, które prowokuje. Bez względu na wynik w Belgii w debiutanckim starcie pozostawi po sobie jak najlepsze wrażenie.

To brzmi jednak jak komplement na pożegnanie...

Nie żegnam Rakowa, mam nadzieję, że awansuje do fazy grupowej Ligi Konferencji. Gent gra ładnie, ale latem sprzedał trzech zawodników, na których zarobił 25 mln euro. Następcy dopiero przyzwyczajają się do nowych warunków.

Najlepszym zawodnikiem Gentu w pierwszym meczu był dobrze nam znany z Legii Vadis Odjidja-Ofoe, wyraźnie lepszy od partnerów. Sądziłem, że Gent ma więcej piłkarzy na podobnym poziomie.

Vadis jest w tym zespole prawdziwym generałem, ma jednak dobrych adiutantów. Fakt, że nie błysnęli w Bielsku-Białej i mimo przewagi nie strzelili bramki, to także zasługa piłkarzy Rakowa, którzy potrafili im przeszkadzać. Poza tym Gent nie jest jeszcze w optymalnej formie.

Grał pan wielokrotnie na stadionie Gentu. Czy to jest twierdza nie do zdobycia?

Nie w takim stopniu jak stadiony Club Brugge czy Standardu. Kiedy jako zawodnik Beveren, Mouscron lub Anderlechtu jechałem na mecze do Brugii albo Liege, byłem nastawiony na ciężkie boje z przeciwnikami, którym pomagali kibice. Stadion Gentu Ghelamco Arena to przyjemne miejsce, na którym bardzo miło się gra. Co nie znaczy, że nie trzeba się będzie mocno napracować.

Ciężko pracować będzie też musiała reprezentacja, żeby w trzech czekających ją meczach eliminacyjnych do mistrzostw świata odzyskać zaufanie. A pan po nieudanym Euro wciąż ufa Paulo Sousie?

Euro było dla niego poligonem. Wszystko, co wiedział wcześniej, to tylko teoria. Podczas turnieju mógł zobaczyć, jak się zachowują zawodnicy w zależności od sytuacji na boisku, co jest dobre, a co złe. On dopiero teraz zaczyna rozumieć reprezentację. Trochę się już jej nauczył, a zawodnicy poznają jego. Przekonamy się, co z tej wiedzy wyniknie i po tym będzie go można oceniać.

W jego powołaniach na mecze z Albanią, San Marino i Anglią nie ma niespodzianek. Są w większości ci sami zawodnicy, których dobrze znamy i którzy nie dają gwarancji zwycięstw.

Ciężko zmieniać piłkarzy, bo prawdę mówiąc, nie bardzo jest wybór. Sousa próbuje robić to, ale nie drastycznie. Nie może inaczej. Więc skoro już wszyscy znają się coraz lepiej, trener ma coraz większą wiedzę o drużynie, a drużyna o nim, to niech pracuje.

A czy nowy prezes PZPN może mu w tym pomóc?

A czy Zbigniew Boniek mu przeszkadzał? Piłkarze nie mają codziennego kontaktu z prezesem związku, więc ktokolwiek by nim był, to dla reprezentacji nie ma większego znaczenia. Prezes PZPN powinien zrobić klimat i zapewnić odpowiednie warunki do pracy. Inaczej mówiąc, kiedy zawodnik przyjeżdża na zgrupowanie kadry, to ma się dobrze czuć. Reszta w nogach i głowach graczy.

Tak było do tej pory?

Zbigniew Boniek zrobił z drewnianego domku letniskowego sześciogwiazdkowy hotel. Ale ani on, ani żaden inny prezes PZPN nie ma wpływu na szkolenie i poziom gry. Prezes może wskazać kierunki, ale od ich realizacji są kluby, bo to one szkolą. Związek dzięki wprowadzeniu przepisu o obowiązku gry młodzieżowca dał szansę w lidze wielu zdolnym chłopakom. Może to się kiedyś przełoży na reprezentację.

Zna pan Cezarego Kuleszę?

Pobieżnie. Ale mam nadzieję, że wystartował w wyborach nie po to, żeby dopisać sobie do CV funkcję prezesa PZPN, tylko dlatego, że chce coś pożytecznego dla polskiej piłki zrobić. Skoro udało mu się doprowadzić Jagiellonię do czołówki krajowej, osiągnął wymierny sukces w biznesie, to znaczy, że posiada odpowiednie umiejętności. Jestem więc dobrej myśli. Apeluję tylko o cierpliwość. Niczego nie zrobi w kilka miesięcy, tym bardziej że on się też będzie uczył nowej roli. Jeśli reprezentacja Polski w najbliższych meczach osiągnie zadowalające wyniki, to nie będzie jeszcze jego zasługą. A jak złe – to nie z jego winy.