Finałowy, siódmy etap 78. Tour de Pologne prowadził ze stadionu Górnika Zabrze do Krakowa. Trasa nie była długa, raptem 145 km (najkrótszy etap w tej edycji), trudności niewiele. Głównymi atrakcjami dla kibiców były trzy 5-km rundy po ulicach królewskiego miasta oraz finisz na Błoniach, oczywiste wyzwanie dla sprinterów.

Kolarze, choć pogodzeni z przewagą grupy Deceuninck-Quick Step i jej lidera, chcieli się ścigać, piątka uciekała ponad 100 km, na rundy do Krakowa wjechała czwórka, z której na mecie najszybszy był Holender Julius van den Berg (EF Education Nippo), finiszujący kilkanaście sekund przed pogonią.

Joao Almeida przyjechał spokojnie w peletonie. Mistrz ma 23 lata, ale już kilka znaczących sukcesów za sobą, m.in. czwarte i szóste miejsce w Giro d'Italia. Przed startem w Polsce był 28. kolarzem rankingu światowego.

Znaczną część roboty Almeida i jego pomocnicy zrobili podczas etapów górskich – przyszły zwycięzca wyścigu wygrał dwa z nich, ale rozstrzygnięcie nastąpiło w sobotę w Katowicach podczas 19-km etapu jazdy na czas.

Portugalczyk, mistrz kraju w tej specjalności, był drugi za kolegą z drużyny Remim Cavagną, powiększył przewagę nad Słoweńcem Matejem Mohoriciem (Bahrain Victorious) do 20 sekund i Michałem Kwiatkowskim do 27 sekund. Polak zajął piąte miejsce, awansował w klasyfikacji generalnej na trzecie. Jak się okazało, była to końcowa kolejność wyścigu, niedzielny etap niczego nie zmienił. Kwiatkowski mógł jeszcze bić się z Almeidą i Mohoriciem o białą koszulkę dla najlepszego sprintera, tracił tylko 1 punkt do Portugalczyka i miał 3 punkty przewagi nad Słoweńcem, ale w tej klasyfikacji w niedzielę walki nie było.

78. edycja przeszła do historii, tym razem bez groźnych upadków i innych zdarzeń, które mogłyby martwić dyrektora Czesława Langa. Polacy pokazali się na miarę możliwości: Łukasz Owsian wygrał klasyfikację górską, Michał Kwiatkowski walczył dzielnie. Ma w biografii sukces z 2018 r., ma drugie miejsce w 2012. Teraz może mówić, że poznał każde miejsce na podium.