Przedstawiciele królowej sportu wywalczyli dziewięć medali, choć przed igrzyskami nawet działacze przekonywali, że już połowa tego dorobku będzie sukcesem.

Tej ostrożności nie można się dziwić, bo mistrzostwa świata i Europy to w lekkoatletyce jedynie przystanki w drodze do igrzysk i sukcesy tam odniesione niczego nie gwarantują.

Lekkoatleci zdobyli w Tokio cztery złote, dwa srebrne i trzy brązowe medale. Tak dobrze nie było jeszcze nigdy i możliwe, że już nigdy nie będzie, bo doczekaliśmy się pokolenia bogatego w wyjątkowe talenty, niektórzy nazywają je nawet nowym Wunderteamem.

Ale świat kiedyś wreszcie zacznie trenować rzut młotem, zamiast siedzieć na siłowni, jak powiedział Paweł Fajdek, co może wstrząsnąć polskim imperium w tej konkurencji.

Nadzieje jednak daje to, że sukcesy odnosiliśmy na wszystkich polach: w konkurencjach biegowych, technicznych oraz chodzie. Drugi raz z rzędu obie polskie sztafety 4x400 m pobiegły w olimpijskim finale. Pięć lat temu były siódme miejsca, teraz doczekaliśmy się drugiego i piątego.

Kobiety kierowane przez selekcjonera-menedżera Aleksandra Matusińskiego siedem poprzednich wielkich imprez kończyły z medalami. Trzon drużyny od lat jest ten sam, ale starą gwardię goni młodzież, na sukcesy ostatnich czterech lat złożyły się biegi aż dziesięciu zawodniczek.

Nie ma dziś chyba na mapie polskiego sportu drugiej takiej grupy. Nie da się im nie kibicować, nie da się ich nie szanować. Żywiołowe, zawsze autentyczne i pewne swojej klasy. Podobno przed wylotem na igrzyska marzyły skromnie o brązie, ale po to srebro ruszyły jak po swoje – weszły, pobiegły, wykonały zadanie.

Panowie na ich tle jeszcze niedawno wyglądali jak pariasi. Sztafetę, która w 2018 roku wywalczyła w Birmingham halowe mistrzostwo świata oraz pobiła rekord globu, rozstroiły wewnętrzne konflikty i urazy. Grupą nie umiał zarządzać Józef Lisowski, ułożył ją dopiero Marek Rożej, przyjaciel Matusińskiego.

Polecieli do Tokio jako 15. sztafeta świata, do końca drżeli o kwalifikację. Dopiero kilka tygodni przed igrzyskami dostali nowe kolce, co też świadczyło o ich statusie.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Zmiana obuwia przyniosła rekordy na treningach. Karol Zalewski, Kajetan Duszyński i Dariusz Kowaluk zdobyli złoto w sztafecie mieszanej , a później z Mateuszem Rzeźniczakiem oraz Jakubem Krzewiną dwa razy byli blisko pobicia rekordu Polski. – Jesteśmy jak puzzle, każdy do każdego pasuje – przekonywał ten ostatni. On i Zalewski biegali jeszcze w Birmingham. Duszyński siedział wówczas na trybunach, a Dariusz Kowaluk oraz Mateusz Rzeźniczak przed telewizorem. Teraz wywalczyli stypendia i lepszą przyszłość, bo piąte miejsce na igrzyskach bardzo pomoże całej grupie.

Młociarze zdobyli w Tokio cztery medale, Anita Włodarczyk trzeci raz z rzędu zdobyła złoto, choć wielu w nią zwątpiło, bo długo walczyła o zdrowie, kontuzja zabrała jej ostatnie mistrzostwa świata w Dausze.

Dziś ma już na igrzyskach tyle samo złotych medali co Irena Szewińska i tylko o jeden mniej od Roberta Korzeniowskiego, a na fali euforii zapowiedziała, że nie wyklucza występu w Paryżu.

Wojciech Nowicki nie jest takim dynamitem jak Fajdek, regularnie więc powtarza: „Paweł jest ode mnie lepszy". Ale wiecznie niezadowolony, prawdziwy perfekcjonista, przygotował najwyższą formę na imprezę życia. Był jak maszyna, rzucał coraz dalej i odebrał nagrodę za lata rzetelnej pracy.

Sensacyjne złoto w Sapporo wychodził Dawid Tomala, a Maria Andrejczyk rzuciła oszczepem po srebro i była z tego drugiego miejsca bardzo niezadowolona. Od nich możemy w Paryżu oczekiwać wszystkiego najlepszego. Tomalę tak naprawdę dopiero poznajemy, ale z tego, co mówi, wynika, że to sportowiec zasługujący na uwagę, bo jego refleksje o dochodzeniu do złota są pouczające.

Medale zdobyliśmy w pięciu sportach, ale gwarancję sukcesów tak naprawdę dają tylko trzy. Lekkoatleci, wioślarze oraz kajakarze spełniają nasze nadzieje od lat. Może to sygnał, że warto postawić na węższą specjalizację i iść śladem Węgier, gdzie wybrane sporty są wspierane dzięki odpisom podatkowym, albo ograniczyć finansowanie niektórych dyscyplin, wzorem Brytyjczyków i Norwegów.

– Oczekuję debaty, z której coś wyniknie. Nie chcę, żeby dyskusje zgasły po miesiącu i ożyły dopiero tuż przed następnymi igrzyskami – apeluje trener kajakarek Tomasz Kryk. Warto go posłuchać.

14 medali to nasz najlepszy olimpijski wynik w XXI wieku, ale wciąż od 40-milionowego, rozwiniętego kraju można oczekiwać więcej.