Igrzyska miały być tanie i ekologiczne, więc gospodarze ograniczyli wznoszenie nowych obiektów. Szermierzy, zapaśników czy taekwondzistów wypchnięto poza granice miasta, a kolarzy górskich – 150 km od wioski olimpijskiej, do Izu.

Trasa była piekielnie trudna. Dzień wcześniej nie poradził sobie na niej absolutny faworyt, czyli mistrz świata w przełajach i lider tegorocznego Tour de France Mathieu van der Poel. Włoszczowska chciała jedynie, żeby nie padało, bo śliskie kamienie to dodatkowe niebezpieczeństwo. Nie zdołała jednak wyprosić czystego nieba. Na szczęście tajfun przyniósł jedynie wiatr i deszcz.

Cena za błędy

Kolarki ruszyły na trasę ustawione według rankingu federacji. Włoszczowska była w nim 19., bo obejmował starty, kiedy była w słabszej formie. To oznaczało dalszy numer startowy, co w jej konkurencji obcina margines na błąd do minimum. A ten Polka popełniła.

– Organizatorzy do ostatniej chwili przed startem poprawiali trasę i nieco ją zmienili – wyjaśnia. – Nie wybiło mnie to z rytmu, musiałam na starcie zsiąść z roweru. Chyba wróciłam na niego zbyt szybko i na śliskich kamieniach sporo mnie to kosztowało. Wjechałam na trasę jako jedna z ostatnich. Wyprzedzanie w tych warunkach było bardzo trudne.

Włoszczowska atakowała i odrobiła stratę, ale szybkości i zdrowia wystarczyło tylko na pozycję w środku stawki – 20. Jak na dwukrotną wicemistrzynię to na pewno mało, ale o rozczarowaniu mówić nie można, nikt przecież nie wróżył jej medalu.

– Nie byłam do tych igrzysk przygotowana tak dobrze, jak do poprzednich. Niestety, ale po wielu latach kariery mój organizm był wyeksploatowany, a dwa ostatnie sezony nie wyglądały tak, jak chciałam – przyznaje nasza zawodniczka.

Rower na zawsze

Wygrała Jolanda Neff, czyli była koleżanka Włoszczowskiej z grupy kolarskiej Kross Cycling Team. Koleżanka to może za małe słowo, bo Szwajcarka na mecie nazywała Polkę wzorem do naśladowania i najlepszą przyjaciółką. Podkreślała, że bez niej pewnie nigdy nie dostałaby się na olimpijski szczyt.

– Podczas wywiadu dla szwajcarskiej telewizji odłożyła mikrofon i mnie wyściskała. Nie było wielu słów, pojawiło się za to dużo emocji. Trochę sobie popłakałyśmy. Nawet kiedy teraz o tym mówię, to łzy napływają mi do oczu – przyznaje Włoszczowska.

Oczy mogą jej się szklić, bo choć w tym roku planuje jeszcze starty – może nawet na mistrzostwach świata w Val di Soe – to występ w Tokio jest klamrą jej kariery. Będzie się ścigać tylko do końca sezonu. Przygodę z rowerem planuje jednak wygaszać powoli, bo to jednak związek na całe życie. Nawet po karierze nie będzie umiała odłożyć go w kąt.

– Chcę odkryć kolarstwo na nowo, bardziej od strony hobbystycznej. Teraz muszę jednak spędzić czas z przyjaciółmi i rodziną. Oni przez 25 lat byli dla mnie zawsze, a ja niekoniecznie – mówi.

Dreszcze chorążego

Włoszczowska ma 37 lat i jest czterokrotną olimpijką. Nic więc dziwnego, że Polski Komitet Olimpijski (PKOl) przed igrzyskami zaproponował jej rolę chorążego. – Kiedy odebrałam telefon, przeszły mnie ciarki. Wiedziałam, że chorążych ma być dwoje, ale sama nawet nie śmiałam pisnąć na ten temat choćby słówka – przyznaje.

Machała flagą podczas ceremonii otwarcia razem z pływakiem Pawłem Korzeniowskim. Dziś mówi, że to była wspaniała chwila, a jej słabszy występ na pewno nie jest efektem klątwy chorążego.

Emocjami dzieliła się podczas spotkania na Zoomie. Obsługa igrzysk to prawie zawsze podróż po drodze nadziei, skoro olimpijczycy startują jednocześnie w wielu miejscach. Zbieżność wydarzeń wymusza trudne decyzje, a wypchnięcie rywalizacji w kolarstwie górskim poza Tokio sprawiło, że Włoszczowską żegnało ledwie kilku dziennikarzy i fotoreporterów z Polski.

Było żal, bo jest w polskim sporcie instytucją. Spędziła na olimpijskim szlaku siedemnaście lat. Zdobywała srebro w Pekinie (2008) i Rio de Janeiro (2016), była też mistrzynią świata. Przyleciała do Tokio walczyć, ale także się żegnać. Już kilka miesięcy temu, po pierwszym tegorocznym starcie, napisała: „Zaczynam ostatni taniec".

Koniec epoki

Przyleciała jako sportowiec spełniony, nie musiała w Tokio niczego udowadniać. Najwyżej to, że choć przeżywała ostatnio słabszy czas, to wciąż umie się podnosić. Zresztą wcale nie musiała tego dowodzić po raz kolejny, zdolnością do wstawania z kolan imponowała przez całą karierę.

Kontuzja wyeliminowała ją najpierw z igrzysk w Londynie. – Cieszyłam się, że mam okulary przeciwsłoneczne. Łzy płynęły mi cały czas – mówiła po latach „Rzeczpospolitej".

Rok później połamała się na mistrzostwach świata. Najbliżej rzucenia sportu była jednak nie po urazach, tylko siedem lat temu, gdy w wypadku samochodowym zginął jej trener Marek Galiński. Medal w Rio zdobyła także dla niego.

Jej odejście to kolejny znak, że w naszym kolarstwie kończy się epoka. Coraz bliżej smugi cienia są też Michał Kwiatkowski i Rafał Majka, a szukanie następców to jak przebijanie się wzrokiem przez mgłę.

startowali polacy

- KOSZYKÓWKA 3X3 Olimpijski debiut dyscypliny bez polskiego sukcesu. Nasz zespół poniósł piątą porażkę w turnieju i nie awansował do ćwierćfinału. Polacy prowadzili z Belgami 14:11, ale przegrali 14:16, a o ich porażce zadecydował rzut w ostatniej sekundzie. Niekorzystny wynik w meczu Japonii z Chinami (21:16) sprawił, że zamiast bić się o medale, pakują walizki i wracają do domu.

- JUDO Agata Ozdoba-Błach miała szansę na medal. Startująca w kategorii 63 kg Polka pokonała m.in. reprezentantkę gospodarzy, czterokrotną medalistkę mistrzostw świata Miku Tashiro. W repasażu przegrała jednak z Wenezuelką Anriquelis Barrios i została sklasyfikowana na siódmym miejscu.

- KAJAKARSTWO GÓRSKIE Podium było blisko. Olimpijska debiutantka Klaudia Zwolińska była piąta w finale konkurencji K1 w slalomie. Gdyby nie punkty karne, miałaby medal.

- STRZELECTWO Ósme miejsce miksta. Aneta Stankiewicz i Tomasz Bartnik skończyli rywalizację w strzelaniu z karabinu pneumatycznego na dystansie 10 m.

- PŁYWANIE Sukces 17-letniego Polaka. Krzysztof Chmielewski w środę nad ranem popłynął w finale 200 m stylem motylkowym. W półfinale ustanowił swój rekord życiowy (1.55,29), awansował z siódmym czasem. W eliminacjach 4x200 m stylem dowolnym odpadła męska sztafeta w składzie: Kacper Majchrzak, Jakub Kraska, Kamil Sieradzki, Radosław Kawęcki.

- SIATKÓWKA PLAŻOWA Grzegorz Fijałek i Michał Bryl w 1/8 finału. Polacy wygrali 2:0 drugi mecz grupowy z duetem z Chile (Marco Grimalt, Esteban Grimalt) i zagwarantowali sobie awans. Niepewni gry w fazie pucharowej są Piotr Kantor i Bartosz Łosiak, którzy ulegli 0:2 wicemistrzom świata, Niemcom Juliusowi Thole i Clemensowi Wicklerowi.

- ŻEGLARSTWO Magdalena Kwaśna po sześciu wyścigach żeglarskiej klasy Laser Radial spadła z 14. na 15. miejsce. Po pierwszym dniu rywalizacji w klasie 49er FX Kinga Łoboda i Aleksandra Melzacka są na 15. pozycji. U mężczyzn w klasie 49er rozegrano tylko jeden wyścig, Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński zajęli w nim dziewiątą lokatę. -