Przypominają trochę piłkarzy ręcznych. To chłopaki na schwał, którzy nie boją się męskiej walki i męskich słów, a ich mecze gwarantują niepowtarzalne emocje.

Polacy wygrali wprawdzie jedynie dwa z sześciu meczów (w poniedziałek przegrali z Holandią po dogrywce 20:22 i z CHRL 19:21), ale tylko ten pierwszy – z Łotyszami – był jednostronny. Podczas pozostałych spotkań sytuacja zmieniała się dynamicznie, a dwukrotnie o zwycięstwie decydowała króciutka dogrywka.

Nasi zawodnicy zarówno przed turniejem, jak i w trakcie zapewniali, że przylecieli do Tokio walczyć o złoto. – Można je zaatakować nawet z szóstego miejsca – zapewnia Przemysław Zamojski.

Paweł Pawłowski podczas wygranego spotkania z rosyjskimi olimpijczykami założył frotkę od Huberta Hurkacza. – Ona będzie złota – oznajmił.

Ich rywalizacja to podróż ze skrajności w skrajność. Zbliżający się do Tokio tajfun zapewnił w poniedziałek chłód i lekki deszczyk, ale dzień wcześniej, wychodząc na boisko przed południem, zawodnicy wjechali na ruszcie do piekarnika.

Są dziennikarze, którym podczas meczów nadtapiały się słuchawki i klawiatury w laptopach, a gospodarze wyposażyli wszystkich w podkładki na krzesełka.

Klauzula Jordana

Uliczna odmiana koszykówki debiutuje na igrzyskach, bo starsi panowie z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) kokietują młodzież. Igrzyska przegrywają walkę o dusze milenialsów, przeciętny kibic igrzysk niebawem zbliży się do wieku emerytalnego.

Rywalizacja łuczników, zapaśników, judoków czy pięcioboistów to dziś często dla najmłodszego odbiorcy niegroźne dziwactwo. MKOl, choć średnia wieku członków komitetu wykonawczego przekroczyła już 63 lata, porwał się więc na młodzieżową rewolucję. I dlatego koszykówka wraca do korzeni, bo przecież dyscyplina rodziła się właśnie w takiej formie w amerykańskich blokowiskach.

Zabawę chłopaków z Brooklynu wkrótce przeniesiono do hali i zamieniono w komercyjny festiwal z logo NBA. Wielu zawodowców wciąż wychowywało się jednak na ulicy, a Michael Jordan już w pierwszym zawodowym kontrakcie zapewnił sobie klauzulę „Love of the Game", która pozwalała mu między sezonami grać w parku.

Mecze 3x3 są krótkie, ale wymagają ekstremalnego wysiłku – trwają 10 minut lub do zdobycia 21 punktów. Czas na akcję to 12 sekund, więc trudno mówić o zawiłej taktyce. Nie wolno podczas meczu kontaktować się z trenerem. Królują talent oraz improwizacja, choć na przykład Chińczycy w Tokio oparli swoją grę wyłącznie na sięgającym drugiego piętra centrze.

Jak w banku

Polaków nikt nie podejrzewał o talent do takiej koszykówki i na razie czerpiemy zyski z młodości konkurencji, w której koszykarskie potęgi nie zdążyły się jeszcze wyspecjalizować. Wysłaliśmy do Tokio kompanię weteranów, średnia wieku naszych graczy to 36 lat.

Polaków trudno nazwać kumplami spod bloku, każdy z nich to mężczyzna z przeszłością. Lider drużyny, Michael Hicks, był kiedyś na obozie treningowym Boston Celtics, ale wielka koszykówka go wypluła i w 2008 roku trafił do Polski. Ma pseudonim „Money in the bank", bo kiedy dostaje piłkę, to podobno drużyna zdobycie punktu ma jak w banku.

Najbardziej znanym zawodnikiem jest Zamojski. Były reprezentant kraju w tradycyjnej koszykówce był trzy razy na mistrzostwach Europy, 10-krotnie zdobywał tytuł mistrza kraju. Szymon Rduch nie zrobił kariery w Tauron Basket Lidze, więcej czasu spędził na jej zapleczu.

Pierwszej ligi nie przeskoczył Pawłowski, w koszykówkę 3x3 gra od lat. Kiedyś za wygrany turniej dostał mikser, zdarzały się też bilety do kina czy prezerwatywy. Teraz jest olimpijczykiem, walczy o medal.

Igrzyska w Tokio to także debiut dla surfingu – jego przedstawiciele wciąż wypatrują właściwej pogody i wysokich fal – wspinaczki sportowej i deskorolki. Ruch olimpijski szuka sportów, które uprawia młodzież. Wszczepienie deskorolki do programu imprezy promował i nadzorował sam Tony Hawk, czyli legenda dyscypliny. – Nasz sport ma rzesze fanów na całym świecie, uważam, że dziś to przede wszystkim igrzyska potrzebują nas, a nie my igrzysk – wyjaśnia i trudno się z nim nie zgodzić.

Niechciani mistrzowie

Podobno żaden sport na tych igrzyskach nie przyniósł tylu reakcji w social mediach co rywalizacja na deskorolce. Pierwsze złoto zdobył syn tokijskiego taksówkarza Yuto Horigome, a drugie 13-letnia Momiji Nishiya, która została czwartą najmłodszą mistrzynią olimpijską w dziejach igrzysk.

To mistrzowie dla gospodarzy niekoniecznie wygodni. Deskorolka prawdopodobnie zadebiutowała na igrzyskach trzy lata za wcześnie, bo dla japońskich tradycjonalistów nie jest sportem, tylko rebelią, skoro zakłóca spokój i dewastuje przestrzeń publiczną.

Jej przeciwnicy rozwiesili wokół obiektu plakaty nawołujące do delegalizacji nowego olimpijskiego sportu. Polską reprezentantką w rywalizacji na deskorolce będzie mieszkająca w USA Amelia Brodka.

Czekają nas też finały wspinaczki sportowej. Zawodnicy w olimpijskim debiucie powalczą w wieloboju, czyli sprincie, prowadzeniu oraz boulderingu. Pierwszy jest wyścigiem, cel drugiego to wejść jak najwyżej, a trzeci oznacza rozwiązywanie problemów. Niektórzy uważają, że to jak połączenie short tracku, łyżwiarstwa szybkiego oraz figurowego.

Nasza nadzieja, czyli Aleksandra Mirosław, to mistrzyni świata w sprincie. Jeśli awansuje do finału i wygra swoją specjalizację, może powalczyć o medal.

startowali polacy

- SIATKÓWKA: Włosi rozbici. Pierwsze w turnieju zwycięstwo podopiecznych Vitala Heynena to najbardziej pozytywna informacja poniedziałkowej rywalizacji na igrzyskach. Polacy wygrali pewnie 3:0 (25:20, 26:24, 25:20) i zachowali szansę na awans z pierwszego miejsca. W środę czeka ich spotkanie z Wenezuelczykami, którzy przegrali po 0:3 z Japonią oraz Iranem.

- JUDO: Julia Kowalczyk bez medalu. Polka rozbudziła apetyty, pokonując w swojej drugiej walce w kat. 57 kg brązową medalistkę z Rio i mistrzynię Europy, Portugalkę Telmę Monteiro. Ale w ćwierćfinale nie dała rady mistrzyni świata, Kanadyjce Jessice Klimkait, a w repasażach przegrała po dogrywce z Gruzinką Eteri Liparteliani i zajęła ostatecznie siódme miejsce. Złoto zdobyła Nora Gjakova. Już drugie dla Kosowa w tej dyscyplinie.

- CIĘŻARY: Joanna Łochowska najlepsza w finale B. Trzykrotna mistrzyni Europy, startująca w kat. 55 kg, uzyskała w dwuboju 186 kg (84 kg w rwaniu i 102 kg w podrzucie) i została sklasyfikowana na 10. miejscu. To jej ostatnie igrzyska w karierze. Mistrzynią Filipinka Hidilyn Diaz.

- ŻEGLARSTWO: Zofia Noceti-Klepacka po sześciu wyścigach w klasie RS:X spadła z drugiej na dziewiątą pozycję. Piotr Myszka jest szósty. W klasie Laser Radial 14. miejsce po czterech wyścigach zajmuje Magdalena Kwaśna.

- PŁYWANIE: 17-letni Krzysztof Chmielewski awansował do wtorkowego półfinału 200 m stylem motylkowym (1.55,77 – 13. czas). Odpadł Jakub Majerski (1.57,91 – 27. czas). Złote medale z olimpijskiego basenu wyłowili w poniedziałek: Amerykanie w sztafecie 4x100 m dowolnym, Brytyjczyk Adam Peaty (100 m klasycznym), Kanadyjka Margaret MacNeil (100 m motylkowym) i Australijka Ariarne Titmus (400 m dowolnym).

- KOLARSTWO GÓRSKIE: Bartłomiej Wawak 19. w wyścigu cross country. Zwyciężył debiutujący na igrzyskach Brytyjczyk Thomas Pidcock.

- TENIS STOŁOWY: Li Qian odpadła w drugiej rundzie. Reprezentantka Polski przegrała z Jian Fang Lay z Australii 2:4 (7:11, 6:11, 11:5, 12:10, 4:11, 4:11).

- KAJAKARSTWO GÓRSKIE: Grzegorz Hedwig odpadł w półfinale zmagań kanadyjkarzy. Został sklasyfikowany na 14. pozycji. Złoto wywalczył Słoweniec Benjamin Savsek.

- STRZELECTWO: Aleksandra Jarmolińska nie przeszła dwudniowych eliminacji skeetu. Była 19.