Wygrywał Tour de France na koksie. Brał doping, jeszcze zanim zachorował na raka. Nie czuł się nigdy hersztem bandy oszustów. Nie uważa, żeby robił coś gorszego niż kolarze, z którymi musiał rywalizować. Ale żałuje.

Tyle na razie wiemy o wyznaniach Armstronga w rozmowie z Winfrey. Na cały wywiad trzeba będzie poczekać o dzień dłużej niż planowano. W czwartek (o 3 w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu) Oprah Winfrey Network i strona internetowa Oprah.com pokażą tylko pierwszą część, a drugą dzień później, bo wywiad się przedłużył. Z 1,5 godziny zrobiło się 2,5.

– Nieskracalne – jak orzekła autorka. Zdradziła też, że miała na kartkach 112 pytań i zadała niemal wszystkie, że zdarzały się odpowiedzi Lance'a, których słuchała jak zahipnotyzowana, że był świetnie przygotowany, poważny, staranny. I że nie próbował się wybielać w taki sposób, jakiego oczekiwała.

– Jestem zadowolona z tego, co usłyszałam. Na końcu obydwoje byliśmy wyczerpani – mówiła Oprah w rozmowie z telewizją CBS. Kontrolowane przecieki z wywiadu dostali też dziennikarze „USA Today" i „New York Timesa".

Dlaczego Armstrong postanowił przerwać milczenie właśnie u niej, tego Oprah nie wie. Propozycję wysłała kilka miesięcy temu, gdy akurat ziemia usuwała mu się spod nóg po dyskwalifikacji przez Amerykańską Agencję Antydopingową (USADA). Potem spotkali się na Hawajach i ustalili szczegóły. W ostatniej chwili musieli zmienić miejsce nagrania: dom Lance'a w Austin był otoczony ekipami telewizyjnymi, więc przenieśli się do hotelu.

Armstrongowi cały czas towarzyszył sztab prawników i doradców. Uzgadniali z nim, ile może powiedzieć. Podczas przerwy w nagraniu Lance miał ponoć zapytać Winfrey: „Będzie taki moment, że trochę odpuścisz?". A niedługo przed wywiadem poszedł do siedziby fundacji Livestrong, charytatywno-biznesowego imperium, które budował od 1997 r. razem ze swoimi sponsorami i z którego został wyproszony tylnymi drzwiami po dożywotniej dyskwalifikacji za doping.

W przemówieniu do pracowników przeprosił za to, że wpędził ich w kłopoty. Jak relacjonowała rzeczniczka Livestrong, ludzie płakali. Tylko czekać, aż zdjęcia i nagrania tych scen trafią do promocyjnych filmów. A to dopiero początek akcji pod tytułem: „Jak Lance pojednał się ze światem".

Już w połowie grudnia Armstrong spotkał się z szefem USADA Travisem Tygartem. Chciał wybadać, jaka jest możliwość skrócenia dyskwalifikacji. Tygart postawił ostre warunki – pełna współpraca w odsłanianiu tajemnic dopingu – i rozstali się w złych humorach, a Lance miał mu powiedzieć: „To nie ty trzymasz klucze do mojej sprawy".

Ale ponoć jest gotowy w zamian za złagodzenie kary powiedzieć prawdę o tym, jak działacze Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) przymykali oko na doping i pomagali chronić oszustów. Planuje też zwrócić większość z ponad 30 mln dolarów, które grupa kolarska US Postal dostała od swojego sponsora tytularnego, amerykańskiej poczty.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

To próba przecięcia kolejnego węzła, który się zaplótł wokół Armstronga: czyli sprawy sądowej z powództwa byłego kolegi Lance'a z US Postal Floyda Landisa – o malwersację publicznych pieniędzy (bo US Postal to spółka państwowa, a malwersacją miało być wydawanie pieniędzy na doping). Jeśli Departament Sprawiedliwości zdecyduje się wesprzeć Landisa w tej sprawie, może ruszyć lawina. Termin podjęcia decyzji mija w czwartek – w dniu premiery wywiadu.