Dawno nie było tak zaciętej rywalizacji kierowców. Lewis Hamilton, Felipe Massa i Kimi Raikkonen – wszyscy po 48 punktów, Kubica – 46, potem Nick Heidfeld – 36. Każdy wyścig może przewrócić klasyfikację, każdy ma znaczenie. Chociaż znawcy trochę narzekają, że to wynik licznych błędów ludzi za kierownicą, że na razie żaden z nich nie jest murowanym kandydatem do tytułu mistrza świata, to dla kibiców nie ma lepszej wiadomości: Formuła 1 wreszcie nie jest nudna.

Tor Hockenheim to ważne miejsce dla sportu samochodowego. Wybudowano go w 1936 roku w celu testowania aut firmy Mercedes. Formuła 1 pojawiła się na nim w 1970 roku, od 1977 do 2006 Grand Prix Niemiec rozgrywano tam niemal bez przerwy. Najważniejszą postacią tych wyścigów był Michael Schumacher, który wygrał cztery razy, zwyciężył także w ostatnich zawodach – 30 lipca 2006 roku. Kierowcy BMW Sauber nie dojechali wówczas do mety – Jacques Villeneuve miał wypadek, a Nick Heidfeld musiał się zatrzymać z powodu awarii hamulców.

Tor był kilka razy przebudowywany, do 2001 roku pętla miała 6,825 km, charakterystyczne długie proste wiodły wówczas przez las, co dziś wydaje się nie do pomyślenia. Na Hockenheim jeździło się bardzo szybko, czasem było niebezpiecznie. W 1980 roku podczas testów zginął znany kierowca francuski Patrick Depallier, gdy uszkodził tzw. kurtynki podwozia zwiększające przyczepność auta na zakrętach.

Po zmianach okrążenie ma 4,574 km, kierowcy przejadą je 67 razy. Karuzela bolidów kręci się nieco wolniej (co nie znaczy, że wolno, to w dalszym ciągu tzw. tor silnikowy), jest chyba ciekawiej, na pewno bardziej bezpiecznie i pojawiło się nowe miejsce do wyprzedzania: na zakręcie Parabolika. Rekordzistą nowego obiektu został w 2004 roku Fin Kimi Raikkonen – 1.13,780. Można porównać, czy nowe rozwiązania techniczne przyspieszą bolidy, czy też przepisy bezpieczeństwa wciąż trzymają w ryzach wyobraźnię konstruktorów.

Robert Kubica na Hockenheim w Formule 1 jeszcze się nie ścigał, kilka lat temu zaliczył na tym torze zawody w Formule 3. W 2006 roku jako kierowca rezerwowy BMW Sauber jeździł w piątkowej sesji treningowej. Jego niemiecki kolega z zespołu zna to miejsce znacznie lepiej. Nick Heidfeld startował tu od młodych lat, najpierw w Formule Ford, następnie w F3, Formule 3000 i wreszcie w tej najbardziej prestiżowej. Nie da się ukryć – cicha rywalizacja o miejsce w drużynie trwa, chociaż w tym roku Polak zawsze był szybszy, jeśli dojeżdżał do mety. Jeśli nie dojeżdżał, tak jak ostatnio w Silverstone – Heidfeld odżywał.

Dla wielu ekip start w Niemczech ma ogromne znaczenie, ale dwie – BMW Sauber i McLaren-Mercedes mogą mówić, że zależy im szczególnie na dobrym wyniku przed własną publicznością. Za Mercedesem stoi ponadto historia oraz kilkanaście tysięcy pracowników firmy, którzy dostali bilety właśnie na tę imprezę. Widzów będzie jednak dużo więcej – trybuny pomieszczą 120 tysięcy.