Szczególnie uaktywnili się przy tej okazji liczni u nas wyznawcy spiskowej teorii dziejów. No bo oni naturalnie już wcześniej i z dobrych źródeł wiedzieli, że faworytka przegra…

Mecze tenisowych sióstr mają długą historię i charakteryzują się od zawsze zastanawiającą prawidłowością. Taką mianowicie, że najczęściej wygrywają akurat nie te, które wygrać w opinii powszechnej powinny. Jeśli ktoś sobie zada trud i pochyli nad stosunkowo nie tak odległymi wynikami z przełomu lat 80. i 90., gdy grały ze sobą trzy bułgarskie siostry: Katerina Malejewa, Manuela Malejewa-Fragniere oraz najbardziej znana Magdalena Malejewa, to dostrzeże bez trudu tę regułę. Nie inaczej pisana jest też historia już prawie 20 gier pomiędzy amerykańskimi siostrami Venus i Sereną Williams. W odróżnieniu od Bułgarek one spotykały się na korcie niemal wyłącznie przy wielkich, często finałowych okazjach. Co wynik, to niespodzianka, a przy okazji kolejna porcja zarzutów o ustawianie rywalizacji przez ojca.

W ostatnich latach zaczęły się ze sobą spotykać dwie Ukrainki, Kateryna i Aliona Bondarenko, a od wczoraj otwarty jest polski rozdział tej rodzinnej, tenisowej sagi. I wciąż te młodsze albo te z niższym rankingiem wygrywają częściej.

Sytuację tłumaczyła kiedyś na użytek mediów Venus Williams. – Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, znamy się tak dobrze, że w zasadzie wiemy o sobie wszystko. To się potem przenosi na kort. Ja tam niemal słyszę, o czym ona myśli i co planuje. W tej sytuacji zaciskam zęby

i staram się skupiać tylko na swojej grze. Z nikim nie gra mi się tak ciężko jak z Sereną.

Tak naprawdę to powinniśmy z dobrodziejstwem inwentarza przyjąć cały ten szum wokół meczu sióstr Radwańskich w Dubaju. Szkoda, że przegrała rozstawiona Agnieszka, fantastycznie, że sukces odniosła przebijającą się z eliminacji i naprawdę dobrze dysponowana Ula, która wejdzie teraz do pierwszej setki rankingu. Walczyły ze sobą dwie Polki, stacja Eurosport pokazała ten pojedynek w bezpośrednim przekazie. Wielu lat było trzeba, byśmy w końcu doczekali takiego wydarzenia.