Emanuel Steward, trener Amerykanina, mówi, że jego pięściarz znokautuje Adamka i odbierze mu mistrzowski pas. Polski bokser odpowiada: – Porozmawiamy w ringu.

Adamek nic sobie nie robi z buńczucznych zapowiedzi słynnego trenera: – Dalej będę mistrzem świata – obwieścił podczas konferencji prasowej przed walką w Newark (stan New Jersey).

Pojedynek rozpocznie się około 5 rano w sobotę czasu polskiego. Mistrz jest faworytem, ale 26-letni Banks też ma swoich zwolenników. Wierzą w niego szczególnie ci, którzy twierdzą, że ktoś taki jak on, dysponujący nokautującym ciosem, zawsze ma szansę. Problem w tym, że wieści o potężnym uderzeniu Amerykanina są trochę przesadzone.

To nie jest król nokautu, który kończy walki jednym ciosem. Owszem, Banks potrafi mocno uderzyć, szczególnie prawą, ale z przeciwnikiem tak szybkim jak Adamek może nie mieć okazji, by wyprowadzić niebezpieczny cios. Tym bardziej że trener Andrzej Gmitruk twierdzi, że jego podopieczny jest znacznie lepiej przygotowany do tego pojedynku niż do ostatniej, zwycięskiej walki ze Steve’em Cunninghamem.

Zdaniem Gmitruka Adamek przypomina teraz bardziej tego pięściarza, który spisał się znakomicie prawie rok temu w starciu z Jamajczykiem O’Neil Bellem w Katowicach.

– Przygotowania wreszcie wyglądały tak, jak powinny. Tomek odpoczął po grudniowej walce z Cunninghamem i teraz jest ostry jak brzytwa – chwali mistrza Gmitruk, który w słownych pojedynkach w niczym nie ustępuje Stewardowi.

Jak zwykle prawdę poznamy w ringu. Ma rację Steward, mówiąc, że dla obu pięściarzy stawka jest bardzo wysoka. Niepokonany Banks za jednym zamachem ma szansę zdobyć pas mistrzowski i pokazać się w Ameryce. – Mam mistrza wagi ciężkiej Władymira Kliczkę, a teraz będę miał też czempiona kategorii junior ciężkiej – obiecuje Steward.

Dla Polaka każda walka na amerykańskiej ziemi jest bitwą o wszystko. Jeden błąd, jeden przypadkowy cios i będzie musiał zaczynać od nowa. Pierwszy tytuł w wadze półciężkiej (WBC) zdobył cztery lata temu po dramatycznym boju w Chicago z Australijczykiem Paulem Briggsem. W rewanżu (też w Chicago) leżał na deskach, ale nawet na chwilę nie stracił wiary, że obroni tytuł. I obronił.

Kiedy stracił pas, przegrywając na Florydzie z Dawsonem, niektórzy obwieszczali jego sportowy koniec. A on zbijał wtedy 10 kilogramów i tak naprawdę, zamiast walczyć, powinien leżeć w łóżku. W ringu z trudem trzymał się na nogach, a trener Buddy McGirt chciał go poddać. Mimo to zdołał pod koniec pojedynku rzucić Dawsona na deski, ale to nie mogło wystarczyć do zwycięstwa.

Jeśli Adamek przegra z Banksem, znajdzie się w sytuacji jeszcze gorszej niż po porażce z Dawsonem. Lata lecą, jest coraz starszy, więc kolejna wspinaczka na szczyt może być ponad jego siły.

Nie zapominajmy też, że w grudniu stoczył bardzo wyczerpujący pojedynek z Cunninghamem. Twierdzi wprawdzie, że czuje się znakomicie, ale nigdy nie wiadomo, kiedy organizm zaprotestuje. Oby nie tym razem.